Ciężki jakiś ten początek marca – przesilenie, pochmurna pogoda i marazm wzięły mnie w swoje objęcia, ale chwilę się poprzytulaliśmy i już mogę wracać do siebie. 

Zbliżają się kolejne 30te urodziny i na początku roku postanowiłam, że w prezencie zafunduję sobie botoks, żeby rozluźnić nieco zmarszczone czoło. Byłoby to jednak pójście na łatwiznę i tylko zatuszowanie problemu, a jednak sama je tak sobie załatwiłam i teraz muszę popracować, żeby wyglądać i czuć się lepiej. Poszperałam, poczytałam i zanim sięgnę po radykalne rozwiązania rzucam sobie wyzwanie, aby sprawdzić czy holistyczne zadbanie o siebie przyniesie efekty. Muszę się ukochać, tak szczerze, całościowo, żeby później powiedzieć , dobra babo, zrobiłaś co mogłaś.

Prowadzę raczej zdrowy tryb życia, ale na pewno jest jeszcze wieeeele do poprawienia, żeby wskoczyć piętro wyżej i skoro wiosny nie widać, to ponure popołudnia są świetnym pretekstem, aby się sobie przyjrzeć. Każda z nas ma inne potrzeby, ale ciało to ciało, wiele nas nie różni, czysta biologia. Co zamierzam?

  • pić odpowiednia ilość wody. Jest to w zasadzie najprostszy sposób poprawy wyglądu i samopoczucia, ale tak ciężko mi wyrobić nawyk, że po tygodniu pilnowania się, dwa tygodnie lecę na kawie i tak w kółko. Rano szklanka ciepłej wody plus olej lniany, szklanka przed snem i butelka 750ml w ciągu dnia to moje minimum i będę się tego trzymać choćby nie wiem co.
  • odżywianie. Tu łatwo sobie pofolgować i naprawdę podziwiam jak ktoś jest tak maksymalnie zorganizowany, że nie sięga po niezdrowości. W słabszych momentach zawsze rzucam się na słodycze, staram się robić je w domu, ale drożdżówką nie pogardzę. No a po drożdżówce z kawką nie bardzo chce się już jeść. Staram się, aby chłopcy dobrze się odżywiali, a sama często nie świecę przykładem, najgorzej. Może to i głupie, ale zakupiłam w końcu porządny blender i myślę, że będzie to dobry wstęp do wskoczenia na dobre tory. Mając narzędzia będę mogła sama zrobić więcej rzeczy, bez poświęcania na to mnóstwa czasu – koktajle, hummusy, roślinne mleko, masło orzechowe, nie ma problemu. 
  • codzienny masaż twarzy. Teraz wydaje mi się to tak logiczne, że mogę tylko pluć sobie w brodę, że nie robiłam tego już kilka lat wstecz. Zazwyczaj orientujemy się, gdy już matka natura zrobi swoje i chociaż nawet wtedy warto się masować, to jednak dużo lepiej byłoby dbać o przepływ limfy regularnie, zanim to nastąpi. Przydałoby się też wzmocnić mięśnie – tak, na twarzy mamy mięśnie, brawo Sherlocku i nawet oglądając serial można trochę je ruszyć. Niżej wklejam kilka filmów, u mnie będzie to wypadkowa wszystkich, tak żeby była to dla mnie też przyjemność, a nie tylko sztywny schemat. 

Jest to na tyle dużo, że na pewno będę mogła za miesiąc ocenić efekty, ale też na tyle mało, że nie mam absolutnie żadnej wymówki, żeby o siebie nie zadbać. Holistycznie. 

Nie będę robić żadnych porównań przed i po itd. Niczego nie chcę też udowadniać, ale może Was zainspiruję  i też postanowicie bardziej się ukochać. Dla siebie.