RÓŻNOŚCI

Pochwała uważności

Początek tygodnia minął jak jeden dzień, bo starszy chory, a jak spędza się 24 godziny z dwójką absorbujących dzieci, to zanim zdarzę się zorganizować, to już się doba kończy i tak leci. Nie jestem z tej sytuacji zadowolona, ale zdarza się i będzie się powtarzać regularnie, aż mi się dzieci nie ulotnią z domu i trafią pod skrzydła innej towarzyszki. Funkcjonowałam więc nieco wkurzona i pewnie bym się do teraz gryzła przez niedoczas, ale obejrzałam z Antkiem program, Kulturanek się nazywa, i choć nie było w nim nic odkrywczego, to przypomniał mi o pewnej ważnej rzeczy.

Na przykładzie tortu dzielono dobę na rzeczy zwykłe – sen, jedzenie, obowiązki i te, na które najbardziej zawsze czekamy, czyli przyjemności w czasie wolnym. Po odcięciu tych pierwszych został tylko skrawek ciasta, marna satysfakcja. Mała łyżeczka z całego wielkiego tortu. Wiecie już jaki jest wniosek? Zamiast wyrzucać większość danego nam czasu do kosza, lepiej angażować się w każdą czynność, próbować wszystko wykonać jak najlepiej, aby być zadowolonym z efektów nawet tych najzwyklejszych, codziennych zadań. Od rana do wieczora objadać się bitą śmietaną zamiast cierpieć z głodu. Banał, ale kto z nas o tym pamięta. Jesteśmy w stanie ciągłego oczekiwania, całe życie na stand bayu. Na wieczór, na piątek, na urlop, na wypłatę, na wyjazd, na powrót, na wiosnę.

Ja mam z tym ogromny problem, zaczynam i już myślę o tym, co zrobię, gdy skończę. Daleka jestem od modnego obecnie hygge, siedzenia pod kocem w blasku świec, popijania herbatki, nie na mój temperament. Chciałabym być natomiast uważna i spokojna, robić dobrze nie tylko to, co lubię, ale ze wszystkiego czerpać radość. Dziś będę próbować.

Nie istnieje droga do szczęścia, bo to szczęście jest tą drogą.”  Thich Nhat Hanh

 

6 komentarzy

  • Justyna

    Raz na jakiś czas sobie o tym przypomnę. Ale często jestem w oczekiwaniu na coś, na kogoś. To trochę pomaga przetrwać „gorsze” chwilę, kiedy nie dzieje się nic ekscytującego, ważnego. Przetłumaczyć sobie, że każda chwila jest ważna i jesteśmy tutaj na chwilę, to nie lada sztuka.
    • Soie

      Ja te ważne rzeczy przy drugim dziecku zupełnie sobie przewartościowałam i pewnie, że czasem czekam, ale te zwykłe dni są równie ważne :)
  • e.

    mądre, mądre Twoje słowa… Z dwójką w domu idzie się wściec, ciesz się, że choć Kamil jest z Wami, bo ja miałam taką akcję jak akurat mi mąż wyjechał na parę tygodni (starsza na antybiotyku chora, młodsza półroczna, a rodzina mieszka 40 km dalej, ale i tak największym wyzwaniem było wywalenie śmieci, głupio mi było prosić sąsiada o to…)
    • Soie

      Teraz Kamil chory :D U mnie nosidło super się sprawdza, nie trzeba się tarabanić z wózkiem w drobnej sprawie. Na szczęście mam wszystkich na miejscu, więc w razie co zawsze jest na kogo liczyć. Zaraz wiosna, może się skończą te choróbska.
  • Kasia

    Dokładnie. Dla mnie to lansowane hygge, to jakby dla singli (albo po opuszczeniu domu rodzinnego, albo po opuszczeniu go przez własne dzieci..) Ja się uczę żyć teraz. Jestem mamą, czyli masa obowiązków. Czasami jest po prostu gonitwa, ale staramy się gonić cali i też się w tym cieszyć. Wszystko teraz, ale w szerszej koncepcji życia – czyli tego, co jest dla nas naprawdę ważne, żeby nie rozmienić się na drobne.
    „Życie” w moim wydaniu nie siedzi w łóżku z kubkiem gorącej kawy.. :), raczej cieszy się z czystego pustego zlewu, prawie pustego kosza na pranie, a w między czasie zagryza plastikowego loda i popija „nanibową” kawę zrobione przez syna.. :)))
    I stanowczo wybieram to drugie :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.