Wczoraj odświeżyłam sobie świetny film z Danuta Stenką – polecam w ramach kobiecego wsparcia. No i tak sobie myślę, jak bardzo się krzywdzimy, jeśli zamkniemy się na życie, zaklinając rzeczywistość słowami nigdy albo zawsze.

Bardzo często tak robiłam, określałam się sama albo przy pomocy innych ludzi, a chętnych do szybkiej psychoanalizy nie brakuje. Ustawiałam w rzędzie, jako lepsza i gorsza, pozbawiałam możliwości, a walczyłam o to, do czego brakowało już serca. Zmieniamy się, a jeśli wciąż jesteśmy tacy sami, to znaczy, że stanęliśmy w miejscu. Naszym zadaniem jest się rozwijać, poszukiwać, zapalać i gasić ogień. Porzucenia czegoś nie traktuję już jako powodu do wstydu, że się nie udało. Przeciwnie, nauczyłam się, zapamiętam, ale zrzucam balast i idę dalej. Nie chce już sobie mówić, że nigdy czegoś nie zrobię, a tym samym karmić strachu i powodować blokad. Jasne, mam ograniczenia. Tak, potrzebuję rutyny i bezpieczeństwa, ale tylko w kwestii zaspokajania podstawowych potrzeb. Po co samemu odbierać sobie wolność, o która tak zacięcie walczymy?

Uczę się od dzieci. Wzmacniam w nich wiarę, że mogą być kim tylko chcą. Mogą zmieniać zdanie, mylić się i błądzić, lubić różne rzeczy, sprawdzać, eksplorować. Codziennie mówię, że są wspaniali, że lepszych nie mogłam sobie wymarzyć i kocham bezgranicznie. Zwracam uwagę na złe zachowania, ale uznaję je za element całości bez którego nie mogliby się rozwijać. Daje im oparcie, ale nie zatrzymuję, gdy chcą sami próbować. Pielęgnuję empatię, ale też szanowanie swoich potrzeb i dbam, aby potrafili je rozpoznawać. Dzięki temu zawsze można się zachwycić, a dni nigdy nie są takie same.

W nas dorosłych też jest dziecko. Otulone warstwami, w różnym stanie, czasem potłuczone, ale ciągle żywe i czekające na miłość. Będę się o nie troszczyć.

„Proszę się nie poddawać! Nigdy w życiu!

W imieniu redakcji,”

Magda