DZIECKO,  RÓŻNOŚCI

Macierzyństwo to ściema

Pod takim tytułem w 2006r. ukazał się tekst Agnieszki Chylińskiej w Machinie, było to zaraz po urodzeniu pierwszego syna. Rok temu w wywiadzie z Magdą Mołek przyznała, że jest w chuj rozczarowana czasem, który upłynął na wychowywaniu trójki już dzieci. Powiedziała wiele innych prawdziwych rzeczy, ale nie chodzi o to, aby cytować kropka w kropkę.

Oczekiwania kontra rzeczywistość, jak pokazała wczorajsza wizyta fit pary u Kuby Wojewódzkiego, to dwa bieguny. Media to straszna świnia i bezczelnie nas okłamują. Niby każdy wie, że życie nie wygląda jak na zdjęciach, ale scrolluje przed snem i czuje się jak ostatni frajer, bo nie dość, że nie zrobił w przeciągu dnia nic wyjątkowego, to jeszcze ani nie wygląda ani nie ma odpicowanej chaty ani nawet nie zjadł na śniadanie acai bowl, tylko plebejską owsiankę na wodzie. W kwestii macierzyństwa sprawa wygląda jeszcze gorzej – wypasiona wyprawka, słodkie bobasy wystylizowane w ubranka z najnowszych kolekcji, szczęśliwi rodzice w objęciach na weekendowych wycieczkach, a Ty siedzisz pół dnia w dresie na podłodze i odklejasz chrupki z drewnopodobnych paneli. Stary wraca z roboty i modlisz się, aby na chwilę zabrał dzieciaki, po czym zamykasz się w łazience, żeby totalnie nie zwariować.

Są wzloty, owszem. Momenty totalnego rozkochania, gromkie śmiechy, cudowne chwile, ale jednak większość czasu to walka o przetrwanie. Przy dzieciach czas płynie szybciej, żeby się wyrobić, trzeba albo podbiec albo odpuścić, nie da się inaczej. Widząc kobiety, które idealnie żonglują między życiem rodzinnym, pracą i własnymi zainteresowaniami, można się nieźle sfrustrować, gdy nam przychodzi to z trudem. Mama musi dać radę, a jak nie daje, to znaczy, że coś z nią nie tak. Do tego powinna być seksowną laską z wysokim libido, żeby przypadkiem partner nie poczuł się odtrącony i zajebistą gospodynią z czystym piekarnikiem, z którego wyciąga niedzielne ciasto. Nie wiem na ile trzeba być zdeterminowanym, aby to wszystko się udawało na dłuższą metę. Jeśli się nie uda, to na pewno będzie Twoja wina, bo kiedyś to się szło jeszcze w pole i nikt nie narzekał.

Masz prawo czuć się oszukana, ja się trochę tak czuje mimo, że mam już dwoje dzieci. W pierwszym przypadku tak bardzo tego nie odczułam, bo szybko wróciłam do pracy, pomagały mi babcie i jakoś leciało. Teraz od ponad roku zajmuję się synem codziennie i przysięgam, że dziś wpisałam w wyszukiwarkę: mam dość własnego dziecka. Od rana snułam się za nim po chacie, dziesięć razy sprzątałam to samo, karmiłam, wycierałam, a jak w bólach zasnął, to starszy zaczął walczyć o uwagę i z trudem wydostałam się z piżamy. Kolejny dzień świstaka. Tak miało wyglądać moje życie? Serio?

Okazało się, że nie tylko ja się tak czuję, że wiele z nas mimo ogromnej miłości, ma poczucie, że coś im leci przez palce. Że wraz z latem radość gdzieś uciekła. Nie ma kiedy zająć się swoimi sprawami, a nawet jak wyrwie się chwile, to już się nie chce. Marazm i nostalgia, poczucie bezsensu. Minie, wiem i jeszcze będę tęsknić, ale dziś wysyłam do Was wirtualne serduszko, bo nawet jak nie wszystko wychodzi idealnie, to jesteście wspaniałe.

Tata dziś w jakiejś luźnej rozmowie rzucił: jesteś matką, powinnaś to wiedzieć. A ja się pytam kurwa skąd?

 

 

 

85 komentarzy

  • Lidiu

    I tak jesteś dzielna!

    Wpis piękny bo prawdziwy: ja nie chcę dzieci, nie czuję się na siłach. Ledwo radzę sobie sama ze sobą
    Rozwala mnie tekst ” A kto Ci na starość szklankę wody poda…” ;)

    Ściskam!

    • Soie

      Nie każdy musi mieć dzieci, to ogromne poświęcenie, które unieszczęśliwia wiele kobiet. Pewnie może też uszczęśliwić, ale nikt tego nie wie wcześniej. Dbaj o siebie, to sama sobie ogarniesz ;)
  • Kasia

    Jakie to prawdziwe!! Jestem w drugiej ciąży i już wiem, że będzie ciężko szczególnie, że mieszkamy w wynajmowanym 45m mieszkaniu na 4piętrze bez windy. :/
    • Soie

      Będzie. Będzie też cudownie, poznasz miłość większą niż każda inna i nieraz rozczulisz się widokiem więzi jaka łączy rodzeństwo. Jednak logistycznie na pewno trudno będzie się zorganizować i w takich warunkach nawet spacer jest wyzwaniem. Marzę o domu, żeby można było ich rano wypuścić, w bloku bywa trochę duszno, ale trzeba o czymś marzyć, prawda :*
      • Agata

        Haha,tez marzyłam o ” wypasaniu” moich owieczek w przydomowym ogrodku… teraz jest ogródek, ale jeśli mamy w nim nie ma,to małego tez nie.super tekst!dzięki za łyk prawdy
        • Soie

          Wiadomo, mama musi być, ale w ciepłe miesiące przyjemniej się żyje,jak możesz z rana wyjść w piżamie zamiast szykować wycieczkę na plac zabaw ;) Chociaż pracy przy domu też jest proporcjonalnie więcej, trzeba to wziąć pod uwagę.
    • Matkapolka

      Mieszkam na 3 piętrze, mam dwójkę dzieci. Córka ma już 4 lata, a syn 16 miesięcy. Powiem Ci, że jest bardzo ciężko. Czasem z ciekawości ważę ile kg wnioslam na górę, i uwaga ostatnio było to:28. Nikt mi nie pomaga, partner przyjeżdża tylko na weekendy. Teraz nie spie, choć rano muszę wstać, ale córka godzinę temu zrobiła taka awanturę o „nic”, że teraz z nerwów nie mogę zasnąć. Matkom powinni jakieś medale dawać, czy coś ;) Swoją bardzo podziwiam!!! A córki nigdy nie zapytam: to kiedy dzieci?
      • Soie

        O rany, to trochę przegięłaś. Mi bardzo zależało na lekkim wózku, ale jak się policzy to tak czy siak te 20kg z załadunkiem jest. Mam o tyle dobrze, że klatka jest szeroka i się wycwaniłam, żeby go sobie wciągać po schodach zamiast dźwigać. To są niby błahe problemy, ale potrafią skutecznie uprzykrzyć codzienne życie, bo to nas bardzo ogranicza. Teraz jak od rana do wieczora leje nawet wyjście po bułki do sklepu jest problemem. Wszystkie mamy zasługują na ogromny szacunek, szkoda że do wytykania błędów zawsze są chętni, a do dobrego słowa za takie przyziemne nawet sprawy niewielu. Ściskam!
  • Weronika

    Moim pierwszym odkryciem, kiedy urodziła sie Tola była samotność matki. NIeważne czy obok jest ojciec dziecka, dziadkowie, przyjaciele. Ona jest sama z tą ogromną odpowiedzialnością, z tym wszystkim czego nie wie, czego nikt jej nie pokazał, nie powiedział, co musi odkryć i to natychmiast.
    Z emocjami, zmęczeniem, stresem, bólem fizyczny, niewyspaniem. HIpersamotna.
    Drugim odkryciem było, że można ucieszyć się z 5 minut odpoczynku, że w ogóle istniej taka forma relaksu – 5 minutowa.
    Trzecim, że już nigdy nie będę w pełni beztroska. Nigdy.
    I wiem, że doświadczam cudu, absolutnego cudu jakim jest posiadanie dziecka, lubię być mamą Toli i często jej to mówię, ale staram się choć nazywać po imieniu to wszystko, co kryje się po ciemnej stronie. W końcu tylko obok ciemności widać jasność. Trzymaj się i z jednym nie masz w ogóle racji: wyglądasz i to jak wyglądasz, jak milion dolarów, nawet w dresie. cmok
    • Eloradana84

      Moje odkrycia były dokładnie takie same! Kolejne to: wcale nie jestem taka cierpliwa, jak myślałam i brakuje mi empatii w stosunku do dziecka, mimo że zawsze empatię uważałam za swoją mocną stronę. Niby wiem, że dziecko płaczem, marudzeniem, odmawianiem jedzenia chce mi coś zakomunikować, ale i tak mam wrażenie, że zwyczajnie robi mi na złość. I potem wyrzuty sumienia „Co ze mnie za matka?!”
      I płacz, bo jak to możliwe, że złoszczę się i gniewam na tą małą istotkę, tak zależną ode mnie. Przecież ono czuje moje emocje, czuje moją irytację, a przecież na to nie zasłużyło…
      A z drugiej strony kiedy mały utnie sobie dłuższą drzemkę albo po nocy,bywam za nim taka stęskniona! Jak noszę go na rękach, nawet jak marudzi, nie mogę się powstrzymać przed całowaniem jego polików. Jak mam zły dzień, kilka minut wygłupów i przytulasów z nim potrafi bardzo poprawić mi humor.
      Synek ma 9 miesięcy i już mogę powiedzieć, że było kilka momentów, w których moje życie z nim było lepsze, niż zanim się pojawił.
      • Soie

        Rozmawiałam z Kamilem i on w ogóle nie mógł pojąć, dlaczego mamy wyrzuty z takich powodów. Przecież to jest naturalne, że będąc z dzieckiem nawet te kilka godzin masz prawo się na nie wściec, nie mówiąc już o całym dniu przez 7 dni w tygodniu. Może ono nie chce źle, ale i tak bywa irytujące, taka jest prawda i nawet jak będziesz oazą spokoju, to tego nie unikniesz. Może dlatego facetom jest łatwiej, bo się nie karcą na każdym kroku, biorą jak jest i nie analizują wszystkich zachowań po 10 razy. Dla mnie też dzieci, to najpiękniejsze co mogło mnie w życiu spotkać i zawsze to powtarzam, bo uważam, że dzięki nim jestem lepszym człowiekiem, ale bywam nimi zmęczona i chciałabym mieć więcej czasu na swoje sprawy.
  • Koralina

    Bóg zapłać za te słowa!
    Też przesyłam wirtualne <3
    Siedzę 2gi tydzień w domu chora z chorym 4-latkiem;dodatkowo jestem w pierwszym trymestrze ciąży więc energię mam równą 0.
    Nie chce mi się ale jak już się zostaje matką to sentencja "nic nie muszę" przestaje obowiązywać,dodatkowo ojciec przychodzi z pracy i stwierdza,że tak źle się czuje że nie ma siły wstawić talerza do zmywarki…(Wiem,że nie na temat to narzekanie na ojca Ale musiałam) także tego,szlag mnie trafia.
    • Soie

      Na ojców to należałoby osobny wpis zrobić, dopiero by się posypały komentarze. Zupełnie inny poziom wrażliwości, a weź zwróć uwagę, to będzie Twoja wina. Doskonale Cię rozumiem <3 Chociaż na początku drugiej ciąży jak czułam się fatalnie, to po prostu się kładłam i miałam w nosie - okazuje się, że chłopcy świetnie sobie radzą, tylko są okrutnie leniwi.
  • Magda

    Hej! Dziękuję Ci za ten wpis. Nie jestem jeszcze mamą, ale mam analogiczną sytuację, tyle, że ze studiami. Wybrałam weterynarię i jest naprawdę ciężko. Są momenty, kiedy kompletnie nie mam czasu dla siebie. Ostatni rok był okropny, przez cały ten rok nawet nie ćwiczyłam (przez to moje samopoczucie i kobiecość niezłe ucierpiały), bo albo się uczyłam, albo jak miałam chwilę, to byłam po prostu zmęczona i wolałam pójść spać. Patrzę na znajomych, którzy wybrali inne studia i mam trochę jak Ty z „idealnymi mamami z internetu” – oni ogarniają studia, mają czas dla siebie, często jakąś dorywczą pracę i jeszcze momenty, kiedy mogą rozwijać pasje. Na weterynarii niestety nikt nie pracuje, bo nie ma na to po prostu czasu. I czasem czuję się jak taki życiowy przegryw. Dziś nie zdałam egzaminu, na który się całkiem sporo uczyłam, ale niestety nie poszło, nie ma u mnie warunków, więc stracę teraz rok i rok później skończę studia. No cóż, moja mama zawsze powtarzała, ze studia lekarskie, to wcale nie jest najlepszy czas w życiu – miała rację. może jak coś przychodzi zbyt łatwo, to ciężko to docenić? Ale mocno wierzę w to, że za kilka lat każda z nas zobaczy, że warto było. Ty będziesz patrzeć na mądre dzieci, które są takie tylko dzięki Tobie, a ja będę w ręce trzymać dyplom lekarza weternarii. Tobie i sobie życzę dużo wytrwałości i siły, ściskam mocno
    • Soie

      Kochana <3 Bardzo mi przykro, że się nie udało, ale widocznie tak musiało być. Może ten rok przyniesie coś pięknego i wyjdzie Ci na dobre. Bardzo podziwiam, że zdecydowałaś się na tak trudny kierunek, musisz być bardzo wrażliwa i empatyczna. To dobre, ale trudne cechy w dzisiejszych próżnych czasach. Życzę Ci aby praca sprawiała Ci wiele satysfakcji, nigdy nie odpuszczaj :*
  • Ula

    Ja siedzę z pierwszym synem już drugi rok w domu a w marcu przyszłego roku dojdzie kolejne. Sama sobie powinnam wręczyć order za ten czas. Podpisuje się pod tym postem rękoma i nogami. Siłę kobiety poznajesz w pełni dopiero jak zostajesz matka.
  • Justyna

    Cóż,mimo że nasze dzieci (te młodsze :)) dzieli zaledwie 2msc, mam tak samo. Mój jeszcze nie chodzi…za to raczkuje z prędkością światła. I tylko pierś, noszenie na rączkach – najlepiej moich- i nocne maratony. Ty przynajmniej doszłaś do formy. Ja nadal kilka kg na +. Jest godz. 22:09 i właśnie otwieram lody o smaku masła orzechowego. Taka sytuacja.
    • Soie

      Mamy przerąbane z tymi naszymi cycusiami, nie ma co :/ Jest 23.04 a ja chyba jestem głodna :D Ostatnio spotkałam znajomą, dopiero urodziła, ale pierwsze co to jakby się tłumaczyła, że musi schudnąć – same się nakręcamy.
  • aga.sk

    Paznokcie nie zrobione od tygodni. Zestaw do hybryd się kurzy, bo wiecznie brakuje tej jednej godziny. A podobno to miało rozwiązać problem niezadbanych dłoni przy małym dziecku. Makijaż to trochę podkładu, róż i tusz. W sumie wychodzi ekonomiczniej. Jedyna akceptowana pozycja przez Małego to siedzenie. Ale hej, on jeszcze sam nie siedzi pewnie. Trzeba pilnować, bo już jedno limo pod okiem jest. W dzień nie je, bo to strata czasu, a tyle się dookoła dzieje. Ale w nocy żądanie co dwie godziny, bo kiedyś jednak trzeba brzuch napełnić. Wczoraj jak w końcu matka poszła do fryzjera pierwszy raz od bardzo dawna, to Syn po godzinie zrobił aferę, że chce mleko. I to było w połowie strzyżenia. A potem dwa łyki, bo OMG tu się tyle ciekawych rzeczy dzieje. Outfit of the Day? Stary tiszert i leginsy. I tak góra za godzinę zostanie uwalone mlekiem, chrupkiem albo burakiem. Dwudziesta trzecia się zbliża a pranie jeszcze nie wywieszone, sterta naczyń zalegnie pewnie do rana, ale jeszcze prysznic by się przydał, prawda? Cholera, miałam dzisiaj coś ambitniejszego wieczorem obejrzeć niż jutub, ale znowu nie wyszło.

    Pozdrawiam serdecznie
    Agnieszka

    • Soie

      Życie Kochana, życie :* Nadrobisz jak przyjdzie lepszy czas, bo mimo wszystko trzeba pamiętać o sobie. Ja też się wściekam, bo wiecznie jestem wymiętolona i to zarówno fizycznie jak i psychicznie, ale kilka dni postękam, żeby później kilka dni było dobrze i tak w kółko :D Mam od weekendu odpalone Twin Peaks w przeglądarce, ale nie obejrzałam jeszcze ani minuty, może dziś?
    • Kasia

      Przeczytałam gdzieś, że Francuzki malują paznokcie na czerwono, czarno, albo mają naturalne. I bardzo ułatwiło mi to życie :) Między jednym, a drugim łykiem kawy robię użytek z nożyczek i jestem prze szczęśliwa, ze już mam ręce na poziomie ;)
  • Aneta

    Bezapelacyjnie się z tobą zgadzam. Piątka !!!
    Kiedy zaszłam w ciążę wszyscy mowili ” to jest piękny czas”… yhy… oprócz małych cudów nic w nim pięknego, zwłaszcza jak to ciąża bliźniacza.
    Kiedy dowiedzieli sie,że bliźniaki ” o jeny! Jak super” yhy a ja padam na ryj i to z mężem.
    Chodź jest plus ciąży bliźniaczej i nie mówię tu o moich malutkich cudach bo to wiadomo tylko o tym że mój mąż dobrze wie jak można się zmęczyć i że tekst ” ja byłem w pracy i jestem zmeczony” przy bliźniakach nie obowiązuje
    Matki nie są robotami,czasami tez możemy mieć dość. Buziaki
    • Soie

      Dla mnie druga ciąża, to na początku był dramat, z resztą pisałam o tym na blogu, bo mam poczucie, że trzeba mówić prawdę. Dwoje malutkich dzieci nawet ciężko mi jest sobie wyobrazić, ale kłaniam się nisko, bo jesteś wielka!
  • Emilka

    :) mam 13miesięcznego syna i źle mi się robiło kiedyś jak wychodziłam na IG tych instamatek bo same zachwyty ochy i achy a ja bym swojego potomka najchętniej ubiła przez 90% czasu Tak jak piszesz sa momenty gdzie ma się ochotę dziecka nie wypuszczać z ramion ale głównie raczej takie gdzie nie chce się go widzieć na oczy Cieszę się że to napisałaś Uważam, że powinno się mieć dzieci ale takie udawanie że to cud miod i orzeszki to robienie kobietom wody z mózgu Tak samo to promowanie wyprawek/ wózków/ zabawek
    • Soie

      Dokładnie, ja absolutnie nie cofnęłabym czasu i cieszę się, że mam dzieci, ale to syzyfowa praca, która może dołować. Nie wierzę, że jakakolwiek kobieta, która ma jakieś pasje itd. odczuwa codzienną radość z siedzenia na placu zabaw. Trzeba to robić, wiadomo, że lepiej to robić z uśmiechem, ale mamy prawo mieć poczucie, że mogłybyśmy ten czas poświęcić sobie i jest to normalne.
      • Agata

        Meczylo mnie to od kilku dni i musialam to dopisac. Nie zgadzam sie z Toba! Ja naprawde lubie siedziec z corka na placu zabaw i sprawia mnie ogromna przyjemnosc obserwowanie jak sie bawi, usmiecha, jaka jest odwazna, jak swietnie sobiw radzi i uczy nowych rzeczy. Moze jest tak dlatego, ze dopiero zaczynamy chodzic na place, nie wiem. Wiem tylko, ze to lubie, za to nie lubie cudzych dzieci ;-)
        • Soie

          I bardzo dobrze! :) Ten plac zabaw to tylko taki przykład – bardziej chodziło mi o powtarzane codziennie czynności, które mogą momentami być nużące, tym bardziej jak wiesz, że masz jeszcze tyyyyle do zrobienia. Wyjście z domu przy całodziennej opiece nad dzieckiem to dobra rzecz, będę pisać, bo mam duzo pomysłów dzięki tej notce i Wam :)
  • ola

    Kiedy urodzilam, syna, wyszlam ze szpitala i wpadlam w panike z histeria, podparta płaczem, że juz nigdy nie bede sama… a ja bardzo lubilam czas ,gdy bylam sama ze soba. Najtrudniejszy moment to bunt dwulatka, byłam bliska szaleństwu. Przetrwałam. Młody ma 5 lat prawie, za 4 tygodnie na świat przyjdzie jego siostra, przygotowuje się psychicznie na tę orkę :) a może nie będzie aż tak źle, szczególnie, że syn codziennie w szkole do 15. W wyimaginowany świat celebrytek i instamatek już dawno przestałam wierzyć. Wolę czytać twoje wpisy tego typu, może trudne, może niezachecajace, ale prawdziwe. Dużo siły i cierpliwosci :)
    • Soie

      Wzajemnie :) Oj ja też lubię być sama, nie wiem jak można się ze sobą nudzić, ale aktualnie samotne momenty mam jedynie wieczorem w wannie. Na pewno dasz sobie radę, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że czasem będzie fatalnie i można jedynie wyć do księżyca ;) Generalnie nie ma nic piękniejszego niż urodzić dziecko i każda mama tak powie, ale trzeba sobie wszystko przewartościować. Powodzenia!
  • Anita

    To, to o mnie! A najgorsze jest to, że żadna nie chce się przyznać przed sobą i drugą matką że ma dość.
    No tak kurwa zwyczajnie. Pakuje się i jadę na Madagaskar.
    Kotłuje się to wszystko gdzieś w środku, aż w pewnym momencie zastanawiasz się czy jeszcze jesteś normalna czy już powinnaś się leczyć.
    No i całkowicie rozumiem teraz te wszystkie depresję, zwłaszcza kiedy dookoła tyle ‚IDEAŁU’.
    • Soie

      Tak, tak, a jak się przyznasz, to nie przesadzaj ;) Trzeba mowić o takich rzeczach, zobacz ile komentarzy tu się pojawiło, to nie jest powód do wstydu. Aż mi się oczy otworzyły, bo też często myśle, że może ja jestem za wrażliwa, że coś ze mną nie tak, że nie potrafię docenić, a to jest właśnie normalne.
  • Panda

    Cieszę się, że napisałaś tekst o dzieciach, do tego bardzo dobry i szczery. Ostatnio miałam wrażenie, że tematyka idzie w bardzo różne strony. Widzę, że masz też inne pasje, ale ja chętnie czytam o Twoich dzieciach (nawet jeśli sama nie mam dzieci), ponieważ widać w tym dużo Twoich prawdziwych emocji :) Po komentarzach można wnioskować, że nie tylko ja to tak odebrałam.
    Twój blog kojarzy mi się z taką normalnością i jest jedyną rzeczą, która skłania mnie do nieśmiałej myśli, że jedno dziecko może mnie kiedyś nie zabije ;)
    Mam nadzieję, że nie będziesz ‚na siłę’ perfekcyjna tutaj, takich ‚perfekcyjnych’ miejsc jest już wystarczająco dużo.
    Buziaki

    P.S. Od wczoraj robię z Twojego polecenia koktajl z jarmużu. Będę go robić, aż mi się jarmuż skończy – a jak wiemy spore są te opakowania. To pierwszy koktajl z jarmużu, który jest dla mnie ‚pitny’. Dzięki za przepis!

    • Soie

      Trochę się boję poruszać takie tematy, bo raz baaardzo bym nie chciała wpaść w parenting i pisać bloga dla Grażyn, które nie chcą samodzielnie myśleć, a dwa to inne mamy wiedzą lepiej ;) Nabieram jednak coraz większej odwagi i mam ochotę pisać więcej, bo potrzeba takich normalnych dziewczyńskich treści i na pewno nie chcę popadać ani w moralizatorski ton ani udawać perfekcyjnej. Tematyka będzie rożna, bo u mnie jedno z drugiego wynika, ale mam nadzieję, że to na plus. Koktajle to samo dobro, pij na zdrówko!
      • Panda

        W życiu byś mi się nie skojarzyła z blogiem dla Grażyn! Kojarzysz mi się trochę z elementem zenskim (taki blog). Lubię właśnie taką swojskość i dziewczyńskość.
        Różnorodna tematyka jest jak najbardziej na plus. Zwłaszcza czekam na więcej wegańskich myków :D
  • Agata2

    Mogłabym samą napisać to co Ty napisałaś. Dokładnie tak czuję i tak mam. Jestem mamą dwójki : niespełna 3latka i 10miesiecy. Od początku pierwszej ciąży jestem w domu. Czasem myślę, że zwariuję a czasem, że już zwariowałam. Ciągle tylko bieganina za dziećmi, to nieszczęsne gotowanie (jeszcze każdy je co innego) i ogarnianie chaty. I nie chce mi już nawet siebie ogarnąć,bo nie mam ani czasu, ani motywacji ani takich potrzeb (?). I nawet pomimo tego, że nie jestem samotną matką, to czuję się taka osamotniona w tym wszystkim, bo na moje łzy i nerwy mąż reaguje milczeniem, a z drugiej strony kto lepiej zrozumie niż inna matka? Kiedyś kupię sobie chyba złoty medal jak ogarnę to drugie dziecię do przedszkolnego wieku. Też mi się zdarzalo pomyśleć „mam dość mojego dziecka” i czułam się jak matka-przestępca, zła matka, nienormalna matka. I wiecznie wyrzuty sumienia pt. „Co z Ciebie za matka?”. Macierzyństwo to temat rzeka i najtrudniejszy z możliwych dla mnie tematów, ciągle brak mi siebie w tym wszystkim. Życzę dużo siły w byciu Mamą i dużo siły i odwagi w realizowaniu się jako Kobieta!
    • Soie

      Podziwiam, bardzo dużo trzeba poświecić i nikt tego nie docenia. W naszym społeczeństwie zapomina się, że mimo że zostajemy mamami, to nadal jesteśmy indywidualnymi jednostkami. Musimy o tym pamiętać i próbować przestać całkiem się zatracać, chociaż wiem że to tylko tak łatwo się mówi. Na pewno masz takie potrzeby, tylko na potrzeby sytuacji je stłumiłaś, żeby jeszcze bardziej się nie frustrować. Tak myślę. Ja cały czas szukam rozwiązania i choć idealnego nie ma, to obiecałam sobie, że nigdy nie zapomnę o tym, żeby się rozwijać i nawet jak to są tak przyziemne sprawy jak gotowanie właśnie. Poszukaj, na pewno gdzieś tam jesteś :* Faceci rzadko to rozumieją, też jestem często rozczarowana i czuję się jak wariatka we własnym domu, to też jest normalne, tylko też się o tym nie mówi. Trzymam kciuki, pamiętaj, że jesteś super!
  • Marta

    Jestem mamą 9 miesięcznej Lili i choć chcieliśmy z Mężem dziecko to rzeczywistość nas przerasta. Koniec bycia sam na sam, podróży – bo córka przez ząbki od 3mscy budzi się co godz., półtorej, czasem nie może zasnąć, więc skąd tu rano energia na eksplorowanie nowego miejsca. Pocieszamy się, że będzie lepiej jak córka przestanie jeść moje mleko. Póki co od 9 mscy nie przespałam dłużej niż 2 h bez przerwy. Czy ktoś przygotowuje na tę i inne niedogodności? Nikt ze znajomych nie mówi negatywnie o rodzicielstwie, bo jak można?
    Kochamy córkę i z jednym dzieckiem mimo wszystko z pomocą Męża można dużo ogarnąć ale szok był i trochę nadal jest ogromny.
    Marzy mi się dzień i noc bez dziecka… Tylko jeden :-). Pozdrawiam i podziwiam wszystkie matki, trzymajmy się razem i mówmy sobie miłe słowa, nie oceniajmy i krytykujmy.
    To może zacznę, podziwiam Cię Magdo za ład i porządek w domu (przynajmniej na zdjęciach ;-) i za wspaniałe zdjęcia przygotowanych dla rodziny potraw.
    • Soie

      Otóż to, brakuje takiej kobiecej solidarności, jest dużo zawiści niepotrzebnej krytyki i oceniania właśnie. Każdy daje sobie prawo do oceny, nikogo nie interesują okoliczności. Mimo wszystko cały czas uważam, że trzeba walczyć o siebie, z czasem minie i wróci czas na przyjemności, ale często jest chujowo, często bardzo. Kostek też cały czas na piersi i też tak sobie myślałam, że odstawię i się poluzuje, ale teraz mam jednak trochę obawy czy to nie pogorszy sprawy, jak nie będzie miał czym sobie ulżyć. Czekam aż sam zadecyduje, ale przestaje się łudzić, że to będzie w tym roku :D

      Bardzo Ci dziękuję, ja Cię podziwiam, że nadal Ci się chce, a Twoja córka ma piękny wzór do naśladowania :)

      • Alicja

        Tutaj na blogu widać naszą dziewczyńską solidarność:) pamiętam, kiedyś napisałaś, że chciałabyś, żeby stworzyła się tutaj taka wspólnota kobiet, grupa wsparcia. I jest! Widać to po komentarzach. Za to bardzo Ci dziękuję.
        Ja mam w domu zbuntowanego dwulatka. Co tu dużo mówić… podpisuję się pod tekstem i pod komentarzami. Najgorsza jest ta samotność w macierzyństwie, fakt, że cała odpowiedzialność za wszystkie sfery życia dziecka spada na nas. A w tym wszystkim musimy jeszcze odnaleźć siebie. Ja na przykład próbuję pisać doktorat… I też, tak jak Wy, często czuję się jak wariatka we własnym domu.
        Trzeba o tym mówić. Dziękuję Ci za ten tekst. Ja czasem wspominam o tym wśród znajomych lub w rodzinie, wtedy wszyscy pukają się w głowę. Szkoda, że musimy się mierzyć nie tylko z rzeczywistością, z naszymi słabościami, ale również z wdrukowanymi przekonaniami naszych najbliższych, które są przecież takie szkodliwe. O idealnym internecie nie wspominając.
        Komentuję po raz pierwszy. Musiałam:) chociaż obserwuję Cię od półtora roku, od połowy drugiej ciąży. Wtedy sama miałam maleństwo w domu i szukałam normalności na blogach. Znalazłam ją tutaj. Jesteś taka jak my:) we wszystkim co robisz jesteś autentyczna. Plus masz fantastyczny styl:)
        Pozdrawiam serdecznie:) i wspierajmy się, dziewczyny!
        • Soie

          Piękna sprawa, dziewczyny mają wielką siłę i jestem przeogromnie wdzięczna, że aż tyle miało ochotę zabrać głos. Tym bardziej, że to jest głos mądrych, świadomych kobiet, które mimo wszystko czują się przytłoczone, to nie są problemy marginesu i ludzi nieporadnych. Doktorat!? Wow, jesteś niesamowita. Możesz być z siebie dumna i mam nadzieję, że uda Ci się zrealizować cele. Bardzo dziękuję, to dużo dla mnie znaczy :)
  • Agata

    Staram sie nie narzekac, a juz na pewno nie na moje dziecko ;-) Moze dlatego, ze kiedys uslyszalam, ze moge nigdy nie miec malucha. Jedyne co mnie wkurza to czas pracy mojego meza, ktory ostatnio ma tyle wolnego co kot naplakal. Czasami bywa ciezko, bo chce miec obiad, idealny porzadek w domu, a przy dwoch kotach jest to ciezkie w realizacji, no i staram sie zapewniac dziecku coraz to nowe wrazenia. Zapedzam sie tym czasem pod sciane. Ale gorsze chwile mijaja i jest ok. Jestem wdzieczna za to co mam.
    • Soie

      Najgorsze, że właśnie same siebie nakręcamy, a potem jeszcze rozliczamy, bo wygląda na to, że albo źle zarządzamy czasem albo jesteśmy za mało ogarnięte albo cośtam. Mi właśnie to sprawia dużo problemów, bo ciężko odpuścić, ale czasem trzeba, bo się zajedziesz i zgubisz siebie w tym wszystkim, a z Ciebie fajna dziewczyna i musisz o nią dbać :*
    • Soie

      Najgorsze, że właśnie same siebie nakręcamy, a potem jeszcze rozliczamy, bo wygląda na to, że albo źle zarządzamy czasem albo jesteśmy za mało ogarnięte albo cośtam. Mi właśnie to sprawia dużo problemów, bo ciężko odpuścić, ale czasem trzeba, bo się zajedziesz i zgubisz siebie w tym wszystkim, a z Ciebie fajna dziewczyna i musisz o nią dbać :*
  • Daria

    Uwielbiam Cię ❤️ Od czasu kiedy natrafiłam na Twoje oszałamiające zdjęcie w ciąży w obcisłej sukience zaczęłam czytać bloga.. Zapisalsm sobie Twój tekst na temat porodu, jaka koszule wybrać żeby nie wyglądać jak siedem nieszczęść na tej porodówce.. „Moze się kiedyś przyda” przydał się. Szybciej niż myślałam. Rodzę pierwsze dziecko 3 października Obserwuje instamatki i myśle ” o fak” ja nie mam dla małej takiego pięknego pokoiku, ciuszków z Elodie Details i Cybexa Priama do wożenia księżniczki.. Czy okrawam ja z dzieciństwa i tego całego piękna ? One są takie piękne i już 4 dni po porodzie spacerują z tymi pięknymi wózkami zachwycone i zgrabne.. Trafiam na Twój wpis i myśle Uff. To jest życie, taka jest prawda. Są piękne chwile ale tak naprawdę to ciężka orka.. I chodź cieszę się ze zostanę mama upragnionej córeczki to wiem ze to nie będą tylko cukierki. Wiem ze będzie ciężko, wiem ze czekają mnie trudy i błędy, ale wiem tez ze mam do tego prawo.. Dzięki za ten wpis i za to ze jesteś !
    • Soie

      Gratulacje, to już za miesiąc! Instamatki nie mają też połogu, ale na pewno o nim wspominałam, więc nie będziesz zaskoczona ;) Królowej instagrama to może bez tych wszystkich akcesoriów z Ciebie nie będzie, ale naprawdę dziecku jest wszystko jedno, ważne, abyś Ty była blisko. Powodzenia, będzie dobrze :) Dziękuję!
  • Kasia

    Rany tez to znam! Mam 5 letniego syna. Czasami to tylko się modle, żeby nasz widok-łamany-przez-odgłos nie był dla kogoś naturalną anty koncepcją… :)
  • rasowa

    Miałam fazy na dzieci, mama mówiła że szło książkowo czyli pojawiały się wraz z jakimś tam instynktem. Dziś nie mam fazy i nie wiem czy będę mieć dzieci. Mam 29 lat i nie czuję, że to ten wiek choć niektórzy członkowie mojej rodziny sądzą inaczej. Albo mi mówią żebym dom budowała albo rodziła dzieci….i co ja będę robić w tym domy?! Patrzeć się na mojego faceta i sprzątać? Może kiedyś, nieduży.
    A Ciebie podziwiam jak wszystkie mamy, jak moją która miała jazdę bez trzymanki. Dwoje dzieci, praca, studia, dom i pieprzony obiad zawsze zrobiony. Ni chuja nie chce tak, chyba że mi odwali i sama zdecyduje ze zamiast tego co mam chce coś innego.
    Powodzenia! Jestem dumna będą kobietą kiedy przyglądam się tak wspaniałym jak Ty!
    • Soie

      Nie chcesz wielkiego domu do sprzątania najlepiej z kredytem, który Cię zniewoli do końca życia? Dziwna jesteś :P Ja zbuduję, jeżeli będzie mnie w stać bez kompromisów, ale w ogóle ostatnio odczuwam coraz mniej materialnych potrzeb. Jakkolwiek nie zdecydujesz, to masz do tego prawo i nikt nie ma prawa Cię z tego rozliczać. Dziękuję :)
  • Tynka

    Nie jestem mamą i nie wiem czy dorosnę kiedyś aby nią być ale wiem jaka to trudna rola. Potrafię sobie wyobrazić. Mam sąsiadkę którą nieustannie podziwiam..ma schorowanego męża, pracuje na dwa etaty, ma syna i jeszcze wstaje o 6 na siłownię a figure ma niesamowitą – jak nastolatka (jest po trzydziestce). Da się, ale nie każdy potrafi być tak zawzięty – nawet mi czasem trudno, a nie mam dzieci i mam dopiero 21lat.
  • wenta

    Ja nie rozumiem po co w takim razie decyzja o drugim dziecku skoro mieszkamy na wynajmowanych 45 m w bloku bez windy albo partner przyjeżdża tylko na weekendy. Same sobie taki los gotujecie…
    • Soie

      Czekałam na taki komentarz. To nie o to chodzi, że generalnie jesteśmy niezadowolone z życia i żałujemy decyzji o posiadaniu dzieci. Nawet mieszkając w pałacu, mając kupę hajsu i pomoc opiekunki kobieta może się czuć w tym wszystkim osamotniona i mieć takie dni jak ja, gdy to pisałam. Ja nikomu nie odbieram prawa ponarzekania, że ma ciężko w pracy czy na studiach, bo przecież sam sobie tak wybrał. Mam nadzieję, że gdy Ty się tak poczujesz, to nikt Ci nie powie, że sama jesteś sobie winna, bo to nie jest okej.
    • Alicja

      Prawda jest taka, że w życiu nigdy nie ma idealnego momentu na dziecko;) a macierzyństwo daje po łbie każdej niezależnie od warunków i poziomu życia.
  • Mama

    W pelni popieram i lacze sie w bolu:) jestem mama dwojki dzieci z roznica 2 lata miedzy nimi. Mlodsze dziecko chore na nowotwor mozgu. Ostatnie dwa lata biegalam miedzy szpitalem w ktorym mieszkalam a domem obowiazkami frustracja corki ktora czula sie odrzucona… Pelen szacun dla mam:)
    • Eloradana

      Chore dziecko to już w ogóle jakiś kosmos. Bardzo mocno cię przytulam i wysyłam moc dobrej energii. Jesteś prawdziwą bohaterką!
  • KAROLINA

    Mam 2 synow- róznica wieku miedzy nimi to równe 2 lata i tydzien. W 2 ciaze zaszłam szybko bo chcieliśmy, żeby dzieci szybko ogarnęły temat samodzielnej, wspólnej zabawy. Mieszkamy za granicami Polski. Jesteśmy zdani sami na siebie-czytaj jestem zdana sama na siebie. Ambicja mnie zniszczyła, jako kobietę i jako mame- bo ostatnio podczas odwiedzin babci usłyszałam od niespelna 4letniego syna, że babcia jest fajna bo się z nim bawi, A mama cały czas mówi zaraz. Zaraz bo obiad, Zaraz bo młodszy pieluchy zasral po pachy, zaraz bo muszę przygotować to i pierdylion innych WAŻNYCH rzeczy, bez zrobienia ktorych, znowu położę się z wyrzutami że jestem do dupy.
    Jest w cholerę ciężko, czasami pod prysznicem sobie popłaczę,czasami się wyżalę, choć to przychodzi mi z trudem i rzadko. Skoro moja mam wychowała nas czworo, bez pampersow,podgrzewaczy i innych cudownych wynalazków to na co ja mam narzekać? Faktem jest, że rodząc 4 dzieci w przeciągu 13tu lat, przeplacila to choroba alkoholowa i totalnym uzależnieniem od meza- brak pracy, brak własnych pieniędzy… ostatnio zlapalam.sie na yym, że idę w tym samym kierunku-dobrze, że w pore! Macierzyństwo jest ogromnym poswieceniem, wspaniałym doświadczeniem i dlatego mimo wszelkich trudów marzę o trzecim dziecku. Gdy młodszy syn skończy 3 lata zaczniemy starać sie o córkę tym razem ;) Jest mega ciezko, będzie jeszcze ciężej, ale za to jak fajnie. Bo macierzynstwo to takze wielka radosc z małych rzeczy- z samodzielnego jedzenia, z pierwszego kroku, z przekrecania słów… Nie zrozumie tego nikt, poza nami matkami. I choćby nie wiem.jak ciężko było, małe rączki i „mama” wynagrodza każde zwątpienie.
    • Soie

      Najważniejsze, że masz świadomość i potrzebę zmiany, gdy czujesz, że zaczyna się źle dziać. Babcia zawsze jest najlepsza! Antek już się kilka razy wyprowadzał, bo u babci nic nie musi, babcia się z nim cały czas bawi, a jeszcze pokarmi i da słodycze. Zawsze będzie lepiej niż domu, ale nie można porównywać kilkugodzinnej opieki do pełnoetatowej pracy, więc się w ogóle tym nie przejmuj ;) Nie ma opcji, żeby ogarnąć dom i inne obowiązki, w tym samym czasie dopieszczać dziecko i jeszcze nie zapomnieć o sobie, jest to fizycznie niemożliwe. Dzieci stają się sensem życia, to jest naturalne, ale nigdy nie będziemy idealnymi mamami, tak jak one nie są idealnymi dziećmi. Powodzenia!
  • lo

    Wiesz, ale jednak ten wywiad z Chylińską był straszny, o jeden most za daleko. Wyobraź sobie Jane Birkin, która mówi: „rozklapiocha”. No nie.
  • Natalia

    Magdo,
    Dziękuję Ci za ten tekst. Może to, co chcę napisać nie do końca związane jest z macierzyństwem w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale temat, moim zdaniem, też wart uwagi.
    Ponad trzydziestoletnie doświadczenie egzystencjalne mówi mi, że jeśli jakaś myśl zbyt długo pałęta się po głowie, to należy ubrać ją w słowa. Tylko jak znaleźć te właściwie, żeby być dobrze zrozumianym? Większe prawdopodobieństwo bycia zrozumianym towarzyszy użyciu prostych słów (fak, odkryłam Amerykę), więc nie będę tu, excusez le mot, odpierdalać językowej ekwilibrystyki, tylko choć raz wezmę przykład z Mariusza Maksa Kolonki i piszę jak jest.
    Kiedy ledwo przekraczasz trzydziestkę, to z jakiegoś powodu ludzie zaczynają zadawać ci pytania, których ty sama nie zadałabyś nikomu, bo jednak czujesz, że pozostajesz w kontakcie ze swoją głową, więc nie pierdolnęłabyś w jakimś small talku uwagami dotyczącymi czyichś planów prokreacyjnych i nie przypomniałabyś życzliwie temu komuś, że „latka lecą”. Na początku, w wyniku szoku i zażenowania takim pytaniem człowiek wystękał coś pod nosem, ale wraz z częstotliwością ich pojawiania się rośnie w nim coś takiego, przy czym tortury Ramsaya Boltona z „Gry o tron” to smyranie piórkiem po dupce – ogólnie krew sika na wszystkie strony i flaki szybują hen, aż po horyzont. No, ale mimo tych morderczych wizji, ulgi nie było. Człowiek łaził struty i zastanawiał się, czy ludzie są aż tak bezczelni, czy aż tak nieświadomi tego, co wypowiadają ich usta (moją frustrację wzmagały dodatkowo problemy zdrowotne, z którymi borykałam się przez ostatnie dwa lata). Staram się zawsze interpretować na korzyść drugiego człowieka, więc tłumaczyłam to ich zainteresowanie aktywnością mojego układu rozrodczego zwyczajnym brakiem świadomości. W pewnym momencie doszłam jednak do wniosku, że no way, odpalę im petardę oświaty i podpowiem, że może coś im pod kopułą nie styka skoro interesuje ich intymność drugiego człowieka, bo niewinne pytania o plany prokreacyjne i „troskliwe” wskazywanie na upływ czasu to pogwałcenie owej intymności, która należy się każdemu człowiekowi i nikt nie ma prawa się w nią wpierdalać. Plany prokreacyjne lub ich brak (cokolwiek, aby w pełnej zgodzie ze sobą) to sprawa moja i mojego partnera, więc po chuj będę siedzieć cicho, skoro nie odpowiada mi, że ktoś interesuje się moją macicą tylko dlatego, że bieda umysłowa jest dla niego wygodniejsza niż myślenie nad tym, co mówi. A teraz pytanie zasadnicze: po co ja tu ten ekshibicjonizm uprawiam skoro jakoś mnie od niego w internetach odrzuca? Bo wiem, że wśród kobiet (zapewne także czytających Twojego rewelacyjnego bloga Magdo) jest sporo takich, które wysłuchują podobnych uwag od ludzi (co najśmieszniejsze najczęściej są to inne kobiety), a nie mają odwagi się przed nimi bronić, więc chciałam im powiedzieć, że wcale nie muszą być uprzejme i grzeczne – grunt, żeby były skuteczne. Dla własnego dobra. Nie martwcie się, skurwesyństwa w zdrowym, mało szkodliwym wydaniu da się nauczyć, czego jestem najlepszym przykładem. Na przykład na pytanie dotyczące prokreacji wystarczy odpowiedzieć także pytaniem na podobnym poziomie: „Czy obserwowałaś/eś dziś swój stolec?”, „A co tam słychać w twoich majtach?” albo „Słyszałam, że w zimie kąpiesz się tylko w soboty?” Efekt pożądany w postaci zamkniętej gęby natychmiastowy. Mam tyle lat, że choć mam małą dupę, to mieści się w niej więcej niż wtedy, kiedy miałam lat -naście, czy -dzieścia i w onej dupie małej mam też ludzi, których żywoty są jak szachy: czarne, białe i kwadratowe, bo czują nieodpartą potrzebę niezdrowego interesowania się życiem innych. Czy to mamom wizualizującym sobie dla ulgi dzieciobójstwo nad kubełkiem lodów orzechowym, czy kobietom, które borykają się z presją otoczenia lub innymi problemami wynikającymi z faktu bycia kobietą, życzę pojemnych dup i wysyłam moc uścisków.
    P.S. Przepraszam za tę kuchenną łacinę gdzieniegdzie, ale nie będę udawać, że gdy się wkurwiam, to używam polszczyzny jak z „Gościa niedzielnego”.
    • Soie

      „Lepiej być człowiekiem, który głośno przeklina niż małym, cichym skurwysynem.” Z takimi pytaniami lepiej się wstrzymać, bo coraz więcej par boryka się z problemem niepłodności i ma trudności z zajściem w ciąże, więc to trochę tak jakby pytać kogoś chorego na raka kiedy w końcu wyzdrowieje, co najmniej niegrzeczne. Jako że jesteśmy w podobnym wieku, to pojemność i twardość siedzenia porównywalne ;) Pozdrowienia! Dzięki za tak obszerny komentarz.
  • lo

    Masz rację, to porównanie od czapy, zasugerowałam się chyba Twoimi niedawnymi fotografiami. Tak czy owak dla mnie Chylińska to zero klasy, pospolitość i rozpacz. A śpiewa coraz gorzej.

    Jeśli chodzi o instamatki, instamateczki, jak się same nazywają: zaglądam czasem na profil pewnej mamy, która robi landrynkowe zdjęcia swojego małego dziecka w otoczeniu przeróżnych kolorowych gadżetów, odpowiednio te gadżety tagując. Tworzy cukierkowe, fałszywe scenerie, w których zresztą tego dziecka w ogóle nie widać, bo ono zawsze jest tłem i pretekstem, mimo że znajduje się na pierwszym planie. Jakoś tak to jej wychodzi. Patrzysz i widzisz tylko cotton balls na tarasie, świece, mapy, modne książki, poduszki, „tematyczną” pościel, przedmioty, dużo przedmiotów. A wśród książek na poważnie brane, cytowane i fotografowane całymi akapitami „Hygge” albo mądrości Coelho. No żesz.

    I to dziecko, śpiące albo patrzące w bok, w otoczeniu jakichś np. poukładanych fantazyjnie wokół niego kwiatów, ziół, pocztówek, świecących lampek, nie wiem, kurde, map, kubków z „motywującymi” albo „śmiesznymi” napisami. Dziecko pochylone nad półmiskiem pełnym przekrojonych cytryn z tkaniną w przekrojone cytryny w tle. Patrzące na jakieś rozwijające się nad jego łóżkiem albo nad wanną taśmy z durnymi hasłami. Calm down i coś tam zrób albo bądź czy nie bądź. Albo kąpiel dziecka wśród świec w wannie. Najgorsze.

    A kiedy babcia przychodzi zaopiekować się kilkulatkiem, to na insta jest o tym odpowiedni anons i zdjęcie dziecka w koszulce z napisem „To co robię babcia i ja to nasza sprawa”. Potem następuje romantyczny wieczór z mężem, równie słodko sfotografowany. Jest #sushi, #prosecco, #prosciutto, #parmigiano. A potem z raju do raju, powrót do dziecka. Na śniadanie fotografia naleśników z malinami i bitą śmietaną, a obok kakao z pianką i tęcza za oknem w tle.

    Już kończę. Już chyba wiesz, za co lubię Twój blog i Twoje insta. Cześć!

    • Soie

      Ja tam ją lubię, bo pewnie ma w poważaniu co o niej myślisz ;)

      Haha, najgorzej – ale lajki się zgadzają? Zgadzają, czyli opłaca się to robić, inne mamy kupują, firmy płacą, będzie się kręcić. Szkoda, że rozumu nie kupisz. Wiesz, że kiedyś sama pomyślałam, że może by się tak bardziej przyłożyć do zdjęć, poukładać, wystylizować, a nie tak od czapy robię głównie krajobraz zastany. No ale nie potrafię się zmusić, bo też zupełnie nie moja estetyka. Nie mam szans aby być #instamatką, fak.

  • E.

    Eh, a pomyslcie o kobietach, ktore nie moga miec dzieci. Od lat probuja, cuduja, a ciazy nie ma. To jest bol. Wiekszy niz niepomalowane paznokcie, albo brak czasu na pasje. Chcialabym miec kiedys w domu zbuntowanego dwulatka.
  • Travelling Milady

    Świetny tekst. Właśnie takich brakuje pośród tych wszystkich wymuskanych o życiu na pokaz, które o lata świetlne mijają się z prawdą. I dotyka nie tylko macierzyństwa, ale wszystkich sfer. To chyba jeden z największych problemów naszych czasów. Karmi się nas ideałami z obrazka powodując tym samym frustrację i niechęć do samych siebie, przez to, że wydaje się, iż wszyscy wszystko mogą lepiej, a my ledwo ogarniamy codzienność. Ja czuję taki przesyt od dawna, z tym większą przyjemnością czytałam jak walisz prawdę prosto między oczy i obserwując jak pryska ta cała fikcja. Nie musimy być idealni. Idealne jest właśnie to, że tacy nie jesteśmy.
    • Soie

      Bardzo fajnie napisane :) Też uważam, że jest to problem, jestem dorosła i świadoma, ale i tak mam często poczucie bycia niewystarczającą. Będę o tym pisać, dziękuję za motywację!
      • Travelling Milady

        Chyba każdy od czasu do czasu czuje się niewystarczający, ale dobrze, jeśli to uczucie nie nabiera na sile i częstotliwości. Czekam na więcej i wyrozumiałości do siebie życzę. Skoro możemy dla innych to dla siebie też bądźmy dobre. Pozdrawiam ciepło :)
  • S

    Ja zdecydowałabym się na dziecko nawet zaraz gdybym mogła zostać ojcem;) = bez porodu, bez tych oczekiwań i presji społecznej (nieporównywalnie większej wobec matek niż ojców). I zawsze mnie coś kłuje kiedy czytam, jak ostatnio w WO, jak aktorka w wywiadzie wspomina, że jej ojca nie było od dziesiątego do osiemnastego roku życia, że dużo wtedy podróżował i że dopiero później odnowili kontakt i jest wspaniale. Wyobrażacie sobie, że coś takiego robi matka?? Opuszcza, bez większych wyrzutów robi swoje, a potem wraca, inspiruje i „uczy życia” swoje dorosłe już dziecko, stając się dla niego najważniejszą osobą?
    • Soie

      W ogóle mamy przerąbane i jesteśmy inaczej traktowane, ktokolwiek cokolwiek by nie mówił, nie ma mowy o równouprawnieniu. Nie dość, że trzeba po roku wracać do pracy, to jeszcze nosi się garb odpowiedzialności, a gdzie cała reszta. Każdy to sobie może rozwiązać w domu wiadomo, ale jednak to na nas spoczywa więcej, a mężczyzna może sobie pozwolić na więcej wolności. Facet zwiedzał świat i się rozwijał, kobieta porzuciła rodzinę i jeszcze pewnie się „puszcza”, tak to wygląda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.