2016 / wnioski

Zapieram się rękami i nogami przed robieniem podsumowań i popularnych na blogach list, ale kilka myśli samo do mnie napłynęło, więc co będę trzymać dla siebie, męczcie się z nimi i Wy :D

Rok 2016 obiektywnie był dla mnie przełomowy – urodziłam dziecko, w związku z czym dwukrotnie zmieniło się moje ciało, straciłam pracę i pozornie bezpieczną furtkę do dalszego życia. Wszystko to jednak zmiany na lepsze i tak staram się podchodzić do tego, co się przydarza. Wyciągać wnioski i korzystać z nich, bo sama wiedza to tylko połowa sukcesu. Zmieniło się też trochę bardziej błahych rzeczy, ale jak się zastanowić, to wszystko pięknie się łączy i jedno wynika z drugiego. Do rzeczy.

  1. Ciąża i poród – nie jestem już laikiem, bo to moje drugie podejście do macierzyństwa, ale teraz na pewno bardziej przytomne. Bardzo uzależniamy swoje samopoczucie od wyglądu i nie da się tego uniknąć, ale najważniejsze, żeby kochać i szanować swoje ciało, nawet jeżeli pojawią się na nim rozstępy, przytyjemy czy popsuje się cera. Skupianie się tylko na powierzchowności na dłuższą metę nie prowadzi do niczego dobrego i narcystyczne zapędy należy nieco przygaszać. Mimo, że fizjologiczna strona wydania na świat dziecka nie jest zbyt apetyczna, to tylko wzmocniła moje poczucie wartości i pozwoliła poczuć się superbohaterem. O szczegółach posiadania na stanie niemowlaka napiszę trochę w osobnym wpisie, bo dziś mija pół roku odkąd Kostek jest osobnym bytem.
  2. Wolność – przez jakieś 6 lat byłam przywiązana do roboty jak pies do budy. Spoczywała na mnie cała odpowiedzialność za funkcjonowanie sklepu w galerii handlowej, więc musiałam lecieć jak ktoś zawalił, ciągle być pod telefonem, w razie gdyby coś się działo i siedzieć tam jak frajerka, gdy brakowało ludzi do pracy. Strasznie mnie to męczyło, ale nie widziałam dla siebie wtedy innej drogi. Czułam się też niejako ważna i wolałam to niż typową pracę na etacie od 8 do 16. Sklep zamknęli, nawet nie podziękowali, a ja w końcu mam poczucie wolności. Nie muszę nikomu się z niczego tłumaczyć, będąc w domu mam lekką głowę i mogę skupić się na tym, co tu i teraz. Jestem niezależna od obcych ludzi i dopóki mnie sytuacja nie zmusi będę tej niezależności bronić. Nadal nie wiem kim będę, jak będę dorosła, ale wierzę, że to tylko kwestia czasu aż otworzy się kolejna furtka.
  3. Naturalność – nie ukrywam, że przez większość życia dawałam się manipulować i trochę dorysowywałam swój wizerunek, czy to w pogoni za aktualną modą czy z chęci bycia oryginalną. Odkąd wyluzowałam i zaczęłam mieć w poważaniu, aby się komukolwiek przypodobać, wyglądam, moim zdaniem, o niebo lepiej. Przestałam farbować włosy, mniej się maluję, nie kombinuję zanadto z ubraniem. Jedyne co chciałabym poprawić to jędrność i sprawność ciała. Wróciłam do wagi sprzed ciąży, ale co nieco obwisło i czuję, że potrzebuję chociażby lekkich, ale regularnych ćwiczeń, aby wszystko zaczęło grać. Zaciekawiła mnie też joga twarzy, ale bez ciśnienia, zobaczę na ile mi się będzie chciało.
  4. Dieta – jak to mówią, dieta to styl życia, a nie chwilowy sposób odżywiania i tak podchodzę do jedzenia. Raczej, że czasem zjem trochę chipsów i wypiję colę, ale to wyjątki, a nie rutyna. W tym roku chcę jeszcze bardziej zagłębić się w kuchnie wegańską i wprowadzić do jadłospisu nowe rzeczy. Karmię jeszcze piersią i mało sypiam, więc nie jest to zbyt dobry moment na radykalne cięcia, ale Kotko również zaczyna rozszerzać swoją dietę i będę starała się trochę go od siebie odseparować, bo jestem już umęczona sjestami przy cycku. Gotowanie i poznawanie innych połączeń sprawia mi ogromną radość, więc z zapałem będę się uczyć. Wczoraj oglądałam film Julie i Julia i chętnie wybrałabym się chociażby na weekendowy kurs przy garach. Na pewno największym odkryciem ubiegłego roku była mnogość zastosowań kaszy jaglanej, od słodyczy po kotlety, super sprawa.
  5. Zdrowie i pielęgnacja – całkiem niedawno zaczęłam się interesować wytwarzaniem produktów do pielęgnacji w domu, dzięki temu powstały fajne prezenty świąteczne i mam kolejne ujście dla swoich twórczych zapędów. Poznaję zastosowanie surowców, wpływ olejków eterycznych  czy właściwości roślinnych maseł i mam zamiar kontynuować tę wędrówkę. Jestem coraz bardziej świadomym człowiekiem i ufam w zbawienne działanie natury na nasze zdrowie i urodę. Najczęściej tylko gasimy pożary, lekarze nie szukają przyczyn, tylko niwelują skutki, a trzeba poszukać głębiej, aby dojść do tego, co nam sprzyja, a co szkodzi.

To chyba najważniejsze wnioski z ostatnich miesięcy, z których automatycznie wypływają plany na kolejne i będzie mi bardzo miło, jeżeli będziecie mieli ochotę dalej mi towarzyszyć. Dzięki, że jesteście, bo bez Was nie byłoby mnie tutaj.


Jako ciekawostka – najchętniej czytanym wpisem był ten o metamorfozie kuchni (kilk), nie trzeba mnie długo namawiać na domowe rewolucje i mam nadzieję, że w tym roku uda się wyremontować ohydną łazienkę.  Think pink, tego się trzymajmy!

unnamed