Czasem się zastanawiam co ja tu robię, bo w porównaniu do koleżanek blogerek mało u mnie nowości. Te same spodnie od kilku lat, stara marynarka, buty z ubiegłego sezonu, nie można kliknąć w link i kupić identycznej stylizacji.  Kiedyś może byłoby mi głupio i traktowałabym to jako oznakę niezaradności czy zbyt małych zasobów finansowych, ale teraz wiem, że to jedyna słuszna droga. Dzięki ograniczeniom, które sama sobie narzuciłam, łatwiej jest mi wyklarować swój styl i choć nadal daleko do minimalizmu, to cieszę się, że nie uległam presji i ciągle jestem sobą.

marynarka – Burberry / spodnie – Levis 501 / koszula – co’couture / wszystko z drugiej ręki

Dzisiejszy zestaw w całości (prócz dodatków) składa się z rzeczy, które już ktoś przede mną używał. Czy wygląda gorzej niż ten z wystawy sieciówki? Nie wiem. Wiem za to, że te ubrania są na tyle ponadczasowe, że zostaną ze mną na długo, bo nie sztuką jest kupować, a umieć korzystać z tego co się ma.