Tęskniłam!

Chwilę mnie tu nie było, więc należy się Wam słowo wyjaśnienia. Sprawdziłam dziś z ciekawości statystyki, z przekonaniem, że nikt tu nie zagląda i oniemiałam, bo odwiedzacie mnie regularnie! Ogromnie mnie to cieszy i tylko potwierdza, że warto wrócić. Jak większość twórców porzucam to miejsce na rzecz instagrama, bo szybciej i łatwiej i nikt nie czyta, ale może się myliłam i warto znowu zaufać intuicji,  żeby zostawiać tu trochę czasu i serca. No zobaczymy.

Mam jednak poczucie, że zewnętrzna aplikacja to za mało i w miejscu, gdzie wartość treści mierzona jest w serduszkach, a zdjęcia kawy urastają do rangi sztuki, rozwój jest mocno ograniczony. Łatwo jednak wsiąknąć i zachłysnąć taką estetyką, a przy okazji pogubić. Skoro to, co ja uznaję za piękne nie podoba się innym, to może obrałam zły kierunek? Może lepiej robić to co reszta, po co się wychylać. Zawsze jednak z tyłu głowy mam hasło, że idąc po czyiś śladach zawsze będę z tyłu i jeśli chce rozwijać swój potencjał, muszę w siebie uwierzyć i odciąć od ocen.

No i tu się trochę pochwalę, bo mam drobne powody, aby poczuć, że czas rozwijać skrzydła. Widzę jak duży postęp zrobiliśmy, jeśli chodzi o zdjęcia i choć nadal pewne kwestie wymagają pracy, to mam określony styl i dostrzegam więcej niż kiedyś. Jestem doceniana przez wiele marek, w tym (co mnie najbardziej cieszy!) polskich, a moja praca przekłada się na ich sprzedaż. Zrobiłam sesje dla portalu, który czytam od kilku lat, udzieliłam wywiadu, doczekałam kopii moich zdjęć. Poczułam, że mój głos ma moc, gdy publikacja w sprawie biżuterii obiegła cały internet, chociaż nigdy się nie spodziewałam, że z takiego powodu wyląduję na Pudelku. To mało? dużo? Nie wiem i chociaż nadal uważam, że skromność to zaleta, to nie ma żadnych argumentów za tym, aby sobie umniejszać.

Z Instagrama nie znikam, będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie znak, że jesteście, ale chciałbym mieć większy wpływ na swoją działalność, a gdzie jak nie tutaj. Każda przerwa pozwala nabrać dystansu i określić co sprawia największą frajdę. Ile razy bym nie uciekała, ile razy nie chciała uznać to za próżność, to tematy okołomodowe wracają jak bumerang i nie będę się tego wypierać. Kreatywność jest moją mocną stroną, mam nosa i całkiem niezłe wyczucie. No cóż, jedni dostali talent do nauk ścisłych, mi przypadł talent do szmatek.

Nie będę jednak niczego zapowiadać, niech samo płynie.

Tymczasem zostawiam nadmorskie kadry z sukienką od Lovlin w roli głównej. Jaki jest koń, każdy widzi, ten jest wyjątkowo piękny, więc nie ma co się rozwodzić. Dzięki uprzejmości Natalii, która odpowiada za te cuda, z kodem soie do końca dnia obowiązuje 15% rabatu i przyznajcie, że to był mocny powód, aby jeszcze dziś opublikować ten wpis.