Ostatnio zachwycałam się, że nasze morze takie wspaniałe, że nie trzeba wyjeżdżać, wszystko mamy tu. Coraz częściej mówi się o zanieczyszczeniach oceanów, żółwiach ze słomkami w nosach, śmieciach, które zalewają wyspy, gdzieś tam, daleko, nas nie dotyczy. Nie możemy już mieć w tej materii kompleksów, dumnie dryfujemy w stronę zagłady.

Najczęściej jeździmy w mało uczęszczane miejsca, cisza, spokój,  nieskażona przyroda. Ostatnio z braku czasu wybraliśmy się do centrum, ot tak na krótki spacer i przysięgam, że tak brudnego wybrzeża jeszcze nie widziałam. Przywitał nas kosz wypełniony po czubek z masą odpadów w okół, wiadomo, kto by tam niósł je dalej, o segregacji nie wspominając.  Położę, wiatr rozwieje, mewy rozdziobią, nikt nie zauważy. Na plaży jeszcze lepiej,  nie każdy jest nawet tak wspaniałomyślny, żeby się pofatygować do śmietnika. Świetnie zbudować zamki z wieżami z butelek, po alkoholu, po napojach, kto większy, kto lepszy.  Fosę ułożyć z papierków i kawałków plastiku, posypać jak brokatem, niech świeci, niech błyszczy. Morze wszystko przyjmie, jest wielkie i cierpliwe, ale, w przeciwieństwie do nas, nie wie co to zachłanność i całość kiedyś odda, a te piękne łabędzie ktoś znajdzie martwe na brzegu.

To nie nasza wina, to tylko ta cholerna brudna woda.

 

trampki – Superga / koszyk – TineK / zegarek – Elixa