Nie chcę więcej.

Świat pędzi, ja stoję. Ludzie szukają nowych wrażeń, ja cieszę się z tego, co mam. W walce o sukcesy i nowe przedmioty, mówię wystarczy.

Życie jest naprawdę proste, lecz upieramy się by je komplikować. Konfucjusz

W tygodniu pracujemy, aby podnosić standard życia, a w weekendy odcinamy alkoholem, bo przecież zasłużyliśmy po całym tygodniu wyrzeczeń. Czy nie widzicie w tym absurdu? Oczywiście nie każdy tak funkcjonuje, ale spora część z nas jest zamknięta w kołowrotku i nie potrafi powiedzieć stop.

Zaczęłam traktować każdą rzecz jak pochłaniacza energii. Już nie myślę, co bym nabyła/zrobiła gdyby. Nie szukam okazji, nie tłumaczę, że przecież mi się należy. Pieniądze lepiej odłożyć na konto, w końcu nie wiemy co nas czeka. Kupować tylko to, czego będziemy stale używać. Mało, a porządnie, a potem traktować z szacunkiem i miłością. Czas poświęcać na to, co nas rozwija i daje radość.

Myśleć tylko o tym, co teraz. Nie, nie jest okazją wpuszczenie do szafy szpilek z dużym rabatem, bo mogą przydać się na wesele. Ani kubków z gazetki, ani nawet dwóch czekolad w cenie jednej, gdy wiemy, że pół tabliczki nas nasyci. Wszystko ponad to, co teraz potrzebujemy jest nadmiarem i trzeba to sobie jasno powiedzieć. Pewnie, trzeba wziąć pod uwagę sezonowość, wizytę gości, specjalne okazje, ale nie tworzyć zapasów, którymi można obdzielić kilka rodzin. Im więcej rzeczy, tym więcej pracy trzeba włożyć, aby zachować porządek i o ile przynoszenie co tydzień nowości nie jest problemem, tak odgracenie przestrzeni, to już nie taka prosta sprawa.

Dojrzałam do tego, aby zamknąć sklep. Ktoś powie, głupia, mieć bazę klientów, stały dochód i obracać się wśród ciuchów, marzenie. Mnie to jednak zaczęło męczyć, bo jak mam sprzedawać rzeczy, które sama uważam za zbędne? Tworzyć potrzeby, więcej i więcej, składać, prasować, przechowywać. Minimalizuję swoją działalność, podczas gdy mogłabym wypłynąć na szerokie wody, ale to nie ja i życie w zgodzie ze sobą jest dla mnie ważniejsze niż pieniądze. Od przyszłego miesiąca ograniczam się tylko do konta na instagramie, gdzie od czasu do czasu będę wrzucać tylko rzeczy używane, ponadczasowe, świetnej jakości, bez presji, że muszę. Kupujcie polskie marki, szperajcie w lumpeksach, a przede wszystkim noście to, co już macie. Jeśli sam fakt zakupów i oczekiwanie na przesyłkę jest przyjemniejszy niż korzystanie z rzeczy, to znaczy, że nie była potrzebna.

Rozumiem już, że nie chodzi o ciągłe ściganie się ze sobą i wyciskanie do ostatniej kropli, a racjonalne korzystanie z zasobów. Puścić wolno, aby samem poczuć się wolnym.

sweter – Part Two / golf – KOKOworld  / apaszka – vintage / kolczyki – Sotho