MÓJ STYL,  OUTFITS,  RÓŻNOŚCI

Naturalnie piękna, czyli jaka?

Zmywałam wieczorem makijaż, delikatny, ale codziennie go robię. Potem nałożyłam serum do rzęs, nie używam tuszu, ale stwierdziłam, że fajnie gdyby były dłuższe i jakoś podświadomie zrobiło mi się głupio, że nakładam na powieki jakiś chemiczny płyn. Odgoniłam te myśli i zaczęłam się zastanawiać, czy aby przypadkiem sama nie wpadłam w swoje sidła: naturalne = lepsze. Bo w jaki sposób określić, tak na 100%, czy jestem jeszcze naturalna czy już jednak nie. Czy podkład i  farba do włosów są jeszcze okej czy to już może sprawia, że  sztucznie kreuje swój wygląd? Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Dla Ciebie czerwona szminka jest normą, ja używam różowego błyszczyka. Czy któraś z nas ma przewagę?

 

 

Absolutnie nie i nikt nie ma prawa tego oceniać. Nie znam nikogo, kto mógłby to rozstrzygnąć. Ostatnio spotkałam się narracją, że „naturalne” kobiety to zagrożony gatunek, jednocześnie dopiekającą tym, które skupiają się na urodzie, korzystają z medycyny estetycznej, itd. Ponownie, zamiast jednoczyć się w nurcie #girlpower, dzielimy się na obozy, gdy można po prostu zaakceptować różnorodność. Owłosienie pod pachami czy widoczne pryszcze są spoko, ale już korekta nosa czy wypełnienie zmarszczek nie i na odwrót. A zabiegi kosmetyczne czy wybielanie zębów, do jakiej kategorii to zakwalifikować? Jeszcze własne czy już może zrobione. Również niepokoi mnie fakt, że w dążeniu do piękna trochę się zatraciliśmy i zamiast się indywidualizować upodabniamy się do nieistniejącego ideału, jednak każdy powinien mieć wolność w wyrażaniu  się przez wygląd.

 

 

Oczywiście wypowiadam się tylko w swoim imieniu, ale doszłam do wniosku, że byłoby wspaniale, jeśli ‚naturalne piękno’ zaczęlibyśmy traktować po prostu jako wygląd zgodny z naszą naturą. Dla każdego indywidualne. Jestem przeciwna definiowaniu się tylko poprzez zewnętrzną powłokę, za to dojście do wnętrza na pewno sprzyja zadowoleniu z odbicia w lustrze. Tu po raz kolejny polecam medytację. Rozbicie skorup, rozgrzebanie aż do dna. Dlaczego osoba, która urodziła się jako szara myszka, a wewnętrznie czuje się seksbombą, miałaby zrezygnować z podbijania swojej osobowości wyglądem. Niech rozjaśnia włosy, powiększy biust, nosi dopasowane sukienki, skoro to właśnie jest zgodne z jej naturą, dodaje energii i taka czuje się najpiękniejsza. Dlaczego społeczeństwo ma jej umniejszać; aby tak wyglądać wkłada swoją pracę, swój czas i swoje pieniądze. Nie rodzimy się doskonali, bywa, że zostaniemy włożeni w złe ciało, a fizjonomia zupełnie nie odpowiada cechom wewnętrznym. Szczęśliwy ten, kto dostał pełen pakiet i wszystko się zgadza. Wtedy faktycznie łatwo czuć się lepszym, naturalnie pięknym i nie rozumieć, jak można tak dużo energii poświęcać na zmiany.

 

 

Zawsze byłam gdzieś pomiędzy, niby niebrzydka, ale bezpieczniej czułam się z makijażem, wyraźnym strojem i wymyślną fryzurą. Dopiero, gdy postarałam się lepiej się zrozumieć swoją duszę, zobaczyłam, że to wszystko było tylko próbą dopasowania/ucieczki do/od czynników zewnętrznych. Stało się niepotrzebne i teraz najbardziej lubię względną prostotę bez krzykliwych upiększaczy. Jednak to są tylko moje wnioski, Twoje mogą być zupełnie inne. Każdy ma własną prawdę, swój trzon, do którego może wracać, gdy pobłądzi. Nie ma jednego słusznego kanonu urody, właściwego stylu i dobrych decyzji. W momencie, gdy zaczęłam z szacunkiem podchodzić do siebie, zupełnie zmieniło się też moje spojrzenie na inne kobiety. Nie ma znaczenia, że mamy inną estetykę, nie mam prawa oceniać Twojej. Możemy sobie pomagać i dzielić się wiedzą, ale dlaczego miałabym obniżać Twoją pewność siebie, jeśli to tylko moje subiektywne odczucia. Pewnie profesjonalna stylistka ubrałaby mnie zupełnie inaczej, lekarz zaproponował powiększenie ust, a fryzjer inną fryzurę. Co z tego, jeśli kolejnego dnia chciałabym wrócić do domu, bo wiem, że w zgodzie ze sobą jest mi najlepiej.

Jestem naturalnie piękna, gdy widzę w lustrze siebie. Każda z nas jest. Jeśli tylko przestaniecie się szukać na zewnątrz, na pewno do tego dotrzecie.

 

 

4 komentarze

  • Natalia

    O tak, niby powinnyśmy się wszystkie wspierać, ale po obu stronach tego spektrum widzę poczucie wyższości, że dzięki temu co robię jestem lepsza od nich.
    Wyglądajmy, jak chcemy i róbmy z naszymi ciałami, co chcemy, ale grunt żeby akceptować swoje ciała. Czuję, że znalazłam swoje miejsce. Maluję paznokcie i rozjaśniam włosy nie dlatego, że bez tego czuję się brzydka ale dlatego, że takie mi się bardziej podobają. Pomimo bardzo nasilonego trądziku chodzę bez makijażu bo moja skóra go nie lubi. Nie jestem więc ani w pełni naturalna ani w pełni zrobiona, dobrze czuję się w tym miejscu i nie chciałabym zmuszać się do wyrzeczeń żeby wpisać się w jakiś schemat.
    Dziękuję za ten wpis, jest nas więcej
    • Soie

      Cudzoziemka w raju kobiet ;) Właśnie dlatego nie można podążać za tłumem, tylko poszukać swojej drogi, bo zawsze będzie gdzieś za mało albo za dużo. Cieszę się, tak trzymaj!
  • michal

    Wygląda Pani naturalnie pięknie, w dodatku ubiera się w ulubionym przeze mnie stylu. Jestem zachwycony urodą i klasą jakie Pani prezentuje, jest Pani przepiękną Damą.
    Ta stylizacja to czysta klasyka, lata 80. Puchóweczka, obcisłe jeansy, proste, bez zbędników, skórzane kozaki! Bosko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.