MÓJ STYL,  OUTFITS

Mój styl / płaszcz vintage

Odzwyczaiłam się ostatnio od płaszczy i na rzecz wygody szłam na łatwiznę wybierając lekką kurtkę, ale trzeba przyznać, że w wełnianym okryciu wygląda się porządniej. Powiedzcie tylko, że macie jakiś magiczny sposób na odgonienie białych kłaczków i paprochów, które lgną do mnie jak zwariowane?



wełniany płaszcz – vintage / kaszmirowy szalik – Westwing / okulary – Ray-Ban

22 komentarze

  • Alicja

    Wyglądasz jak gwiazda filmowa!
    Ja najczęściej chodzę w płaszczu, bo właśnie mam wrażenie, że nie muszę wtedy bardzo się starać i dobrze wyglądam;)
    Marzę o tej torebce. Ostatnio na instagramie padło pytanie o nią i wszystkie polecałyście, tutaj też dobrze ją widać i świetnie wygląda… właściwie jestem przekonana od dawna, czekam tylko na nowy sezon (ciepło) i trochę gotówki, czyli może początek kwietnia;)
    Pozdrawiam serdecznie!
    • Soie

      Och, dziękuję :* Szczerze mówiąc, to poza okresem letnim, gdzie łapię za koszyki, to nie używam już innych torebek. Jak mi się zniszczy, to na pewno kupiłabym kolejną, bo jest wygodna i do wszystkiego mi pasuje. Nie będziesz żałowała :)
  • Kasia

    Wałek z Ikei (najlepszy) i jedziesz!
    Zawsze po powrocie do domu, PRZED odwieszeniem do szafy..
    .. w innym przypadku nigdy nie mam czasu wyczyścić płaszcza i szybko łapie „czysta” kurtkę… :/
    • Soie

      Wałkowałam się i po powrocie do domu wyglądałam jak fleja. Wyczytałam gdzieś o sprayu antystatycznym, parę groszy w Rossmanie kosztuje, możne chociaż trochę pomaga.
  • DSko

    O to, to, to! Też chętnie poznam na to sposoby!

    Przy okazji – przyuważyłam, że planujesz psa – polecam Ci zaprzyjaźnić się z kłaczkami na ubraniach, płaszczach, kocach i poduszkach… i ze względnie brudnymi podłogami. Jak się z nimi zaprzyjaźnisz, to żyć będzie Ci łatwiej:) ja myję podłogi codziennie rano, odkłaczam rzeczy rolkami i szczotkami, psa szczotkuję, codziennie rano trzepię przed odkurzaniem wszystkie koce, pościele itp. – mimo tego, kłaczki są i będą, a podłoga daleka od czystości. Dodam, że myję psu łapy po każdym spacerze.
    może dorosły pies brudzi mniej, kto wie. Ja mam szczeniaka i 2 miesiące godziłam się z tym, że już nigdy nie będę mieć w domu idealnego porządku dłużej niż kilka godzin po morderczym maratonie ze szmatami, gąbkami, miotłami itp.

    • Soie

      Będzie trzeba pożegnać się z płaszczem ;) Chociaż mam już dwa koty, to znam problem. Dopiero jak położyliśmy białe panele, to widzę ile sierści zostawiają, ledwo odkurzę, a już coś fruwa. Najwyżej położę więcej dywanów i poproszę na urodziny o odkurzacz automatyczny, ale pedantką nie jestem i wolę więcej miłości, nawet kosztem większego bałaganu ;)
  • DSko

    Hej, Soie – ja jeszcze w sprawie psa. Nie mam konta na Instagramie, więc napiszę tu.
    Ja także starałam się o adopcję psa. Kiedy kupiliśmy z moim narzeczonym mieszkanie, uznałam, że wreszcie mogę spełnić swoje największe marzenie. Zaczęłam szukać – głównie poprzez fundacje i wolontariuszy, ponieważ zależało mi na psie z tzw. „domu tymczasowego”, a nie ze schroniska. Niestety byłam kompletnie zawiedziona i miałam i mam do dzisiaj takie odczucia jak ty – kilka różnych psów, na myśl o których już czułam się ich właścicielką i ciągłe niepowodzenia. A to ktoś właśnie zaadoptował, a to brak odpowiedzi, nagłe zerwanie kontaktu po ustaleniu przekazania psa, olewanie moich tzw. ankiet adopcyjnych… po 6 psach, na które miały być moje, postanowiłam szukać szczeniaków od osób prywatnych, oczywiście kundelków, nie pseudochodowli. I tak trafiłam na moją Daisy. Wzięłam ją od fantastycznej dziewczyny, która zajmuje się rasowymi psami profesjonalnie, ale suczka jej chłopaka uciekła z posesji i Ola na czas pirodu i karmienia wzięła ją do siebie. Pieska odwiedzałam póki był z mamą, potem przyjechałam z kocykiem, zabrałam i od razu pokochałam. Z Olą do dzisiaj mam kontakt, uwielbuam jej rodzinę i dom.
    Kiedy widzę tych wszystkich ludzi na fejsbuku piszących rzewne komentarze o potrzebujących psach, to mnie często cholera bierze, bo po swoich przygodach mam wrażenie, że na pisaniu komentarzy się kończy. Kiedy ja szukałam psa, to nie miałam żadnych oczekiwań co do płci, wyglądu a nawet wieku! A jednak wcale nie czekała na mnie sfora potrzebujących psów. Tzn. w internecie na zdjęciach czekała – schody zaczynały się gdy chciałam takiego psa zaadoptować.
    Inna sprawa – mnóstwo próśb o pieniądze na szczeniaki, też na fejsbuku, oczywiście wraz z łamiącymi serce zdjęciami. Jakiś czas temu napisałam, że wyślę podkłady higieniczne, karmę dla szczeniąt i batony, tylko niech podadzą adres (kupiliśmy hurtową ilość dla Daisy i spokojnie mogłam wysłać wyprawkę na 3 miesiące dla jakiegoś szczeniaka) – zero odpowiedzi. Za to 36 tysięcy udostępnień posta…
    • Soie

      Czyli nie tylko ja odniosłam takie wrażenie :( Kurcze, szkoda, bo gdybym została inaczej potraktowana, to piesek byłby już z nami w domu, a to często jest impuls i po kilku dniach ludzie zaczynają analizować i rezygnują. Mam też fundację u siebie w mieście i całe szczęście, że zadzwoniłam, bo okazało się, że jest kilka szczeniaków do oddania, tylko jeszcze nie wstawiali ogłoszenia. Bez problemu, Pani mi dokładnie wszystko powiedziała i rozmowa przebiegła w zupełnie innej atmosferze, a nie jakbym była intruzem, który chce wyrwać pieska z objęć kochającej cioci do gorszych warunków. Szkoda mi tamtego psiaka, ale może tak miało być i jutro najprawdopodobniej pojedziemy wybrać dla siebie innego. Mi się wydaje, że babeczki tak mocno angażują się emocjonalnie, że brakuje im racjonalnego podejścia, a do tego dochodzą jeszcze ambicje i stąd takie sytuacje. Nie jestem jakaś narwana, rozumiem procedury i brak czasu, ale jak widzę, że wstawiają 5ty post na fb o biednych pieskach, a mi nie mogą przez cały dzień odpisać, to coś tu jest nie halo. Nie odbieram im zasług, bo jasne, wykonują super robotę, ale zniechęcają do adopcji, a powinno być odwrotnie.
      • e.

        Soie i DSko,
        to faktycznie specyficzne środowisko – pamiętam, jak parę lat temu moja siostra postanowiła zaadoptować psaka z domu tymczasowego (suczkę wielkości średniego jamnika), miała dobre warunki – własna firma, własne mieszkanie koło wielkiego parku, brak zobowiązań rodzinnych. I zaczęło się – ankiety, wizyty przedadopcyjne, wymogi nowej smyczy, nowego posłania odpowiedniej karmy etc. a na koniec – że psa wydadzą tylko, jak z miejsca, gdzie mieszka do DT jakieś 150 km przyjedzie po niego autem. Na to już się wściekła, bo auta nie miała i zamierzała wziąć go poprostu pociągiem,w końcu się na szczęście udało, ale jakaś awantura przy tym też była.
        A co do psów w ogóle, to bardzo polecam książkę „Okiem psa” (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/13394/okiem-psa), my mielismy psa po 3 właściecielach, około 5-letniego, sporego (30 kg), bardzo nam pomogła ta książka w ułożeniu relacji z naszą suczką, ale też jej wyjść z wcześniejszych stresów i traum i odnaleźć swoje miejsce w naszym małym stadzie.
        • Soie

          Tylko to jest absurd, bo żalą się na brak czasu, proszą o kasę, żeby utrzymać psy, a w momencie, gdy faktycznie chce się pomóc, to zamiast podziękowania opr. Mimo sporych pokładów cierpliwości, których się dorobiłam przy dzieciach, to zastanawiam się już czy gdzieś to zgłosić czy co, bo mimo tego, że jest możliwość przeprowadzenia wizyty itd. to mnie ignorują, a jak już odpowiadają to z wyższością jakbym była dzieckiem, które chce sobie zabawkę wziąć. Czasem się nie da bez awantury. Książkę sobie na pewno kupię, generalnie chcieliśmy małego psa, ale wiem, że wszystko jest kwestią ułożenia i poświęconego czasu, więc już nie wykluczam bardziej wymagającego egzemplarza i wiedza na pewno mi się przyda :)
          • DSko

            Dobrze wiedzieć, że to nie moje fanaberie, a więcej osób potwierdza moje odczucia.
            Soie! Myślę, że warto byłoby to nagłośnić, bo wiele psów traci przez to możliwość na kochający dom.
            w Twoim przypadku, myślę, że kręcą nosem na metraż mieszkania. Ja pamiętam jak starałam się o boksera. Mam 100 !! metrowe mieszkanie przy ogromnym parku, ja pracuję w domu i mam czas dla psa – z jakichś powodów moje warunki nie były wystarczające.
            Wkurzające jest też to wciąż pokutujące wśród ludzi przekonanie, że pies w mieszkaniu się męczy. Bzdrura!!! Pies w domu ma odpoczywać, jeść, spać i czyścić się, a jeśli ma zapewniony ruch – spacery, ćwiczenia fizyczne i intelektualne na dworze, to nawet 60kg pies może mieszkać w kawalerce. Zato nawet jeśli ma do dyspozycji największy ogród koło domu, a nie poświęca mu się czasu, to jest nieszczęśliwy lub znudzony. Dlatego np. husky, które nie są wybiegane uciekają z posesji.
            życzę Ci powodzenia! Pies daje ogromnie dużo radości, dodaje wartości, których inne zwierzęta i ludzie nie dają, ALE bezpowrotnie zmienia tryb/styl życia (i ubierania się).
            • Soie

              Tylko staram się o maleńkiego pieska, a o metraż mieszkania czy inne istotne rzeczy nikt mnie nie zapytał :D Aktualnie problem jest w tym, że rzekomo jest problem z wizytą przed adopcyjną, a wiem że nie ma i Panie mnie ewidentnie zbywają, mimo, że wstawiają posty zachęcające do adopcji małej. Serio, nie wykazano żadnej chęci, żeby nas poznać, sama się narzuciłam mówiąc o sytuacji życiowej – też jestem w domu, pytałam o koty i dzieci. Mała jest ponoć trochę oporna w kontakcie z człowiekiem, ale wrzucają filmiki, gdzie się bawi i nie wygląda na bardzo zestresowaną, więc jestem przekonana, że poświęcając jej czas i otaczając opieką na pewno by się u nas odnalazła, tak samo jak odnalazła się w domu tymczasowym. Ręce mi już opadają i chodzę struta od kilku dni, bo nie wiem jak mam się dogadać. Moje życie i tak już się zmieniło, bo mając dwoje dzieci ich potrzeby są na pierwszym planie, a skoro im niczego nie brakuje, to wystarczający dowód, że potrafię zadbać też o psa. Jeśli dziś się nic nie zmieni, to będę musiała coś z tym zrobić, bo ambicje Pań nie mogą być ponad dobro zwierząt.
              • DSko

                Absurd! Masz rację, walcz. Może porozmawiaj nie z wolontariuszkami tylko z kimś z „zarządu” fundacji/schroniska? Powodzenia i pisz na bierząco jak idzie!
                • Soie

                  Nie ma z kim, bo fundację prowadzi mama z córką. Jednak musi być ktoś nad takimi osobami, chociaż nie chcę nikomu utrudniać pracy i szanuję za pomoc zwierzakom, to nie może być tak, że tworzy się sztuczne problemy.
  • Tynka

    Ja ostatnio wydałam krocie na nowy płaszcz który idealnie leży, a nie noszę go bo czepia sie wszystko :( także znam ból.
    Na vintage nigdy nie trafiam, bo nigdy nie jest ‚troche’ za duży tylko ‚za bardzo’ za duży :-) Twój, jak i cały look mega!
    • Soie

      Nawet nie wiedziałam jak to wygląda i byłam przekonana, że zgłaszając się po psa nie będzie problemów. Z drugiej strony to rozumiem, bo nie chcą oddawać osobom, które nie są w stanie się nimi dobrze zaopiekować czy narażać na niebezpieczeństwo, ale w mojej sytuacji liczyłam raczej na podziękowanie za adopcje, a nie kopanie się z koniem.
  • Małgośka

    … dlatego u mnie same znajdy :D bo jestem pewna, że zawsze znajdzie się jakaś „bida” która potrzebuje domu i miłości. Odkąd pamiętam to w domu jakieś zwierzątko jest, bo akurat ono potrzebowało przygarnięcia ;)
    Życzę impulsu i tego pieska który poruszy serducho :)
    • Soie

      Właśnie uparłam się na małą suczkę, ale ciężko dogadać się z fundacją i mimo, że na fb proszą adopcje, to ewidentnie przeciągają i utrudniają sprawę. Jest tych biedaków sporo, więc na pewno ktoś z nami zamieszka :)
      • Małgośka

        Soie tylko mi chodziło, że ja zawsze znalezionego zwierzaka miałam, a nie ze schroniska (w życiu nie myślałam, że adopcja to taka akcja :O). Albo akurat trafiam na jakiś miot którego właściciel chce się pozbyć :/ a koty to nawet nie wiesz jak często podrzucane są mojej cioci na wsi (tragedia), jeszcze mam koleżankę której bratanica pracuje w schronisku i ona też przygarnia takie połamańce ;D ale jakie one wdzięczne i kochane są :) Powodzenia i nie daj się :D
        • Soie

          Wiem i podziwiam za wielkie serce. Też nie wiedziałam, całe życie się człowiek uczy ;) Później się dziwić, że pełne schroniska, a na fb co chwile jakieś udostępnienia o biednych pieskach, jak trzeba się prosić o to, aby można było pomóc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.