Marie Zélie to marka, która od razu kojarzy mi się z sukienkami, a to dobrze, jeśli słysząc nazwę od razu mamy w głowie klarowny obraz. Pamiętam, że oglądałam kiedyś program telewizyjny, gdzie znane osoby gościły w swoich domach. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie garderoba Katarzyny Bondy – jeden fason sukienki odtworzony w wieeelu kolorach i rodzajach tkanin. Nie wyobrażam sobie aż takiej bezkompromisowości w budowaniu wizerunku, ale trzeba przyznać, że taka postawa sprawia, że osoba zapada w pamięć i można ją sobie bez problemu zwizualizować. Chociaż można spotkać pisarkę w innych modelach, to rozkloszowana sukienka z rękawem do łokcia jest jej znakiem rozpoznawczym.

Tak samo myślę o Marie Zélie, która nie ulega trendom i stąpa jasno wyznaczoną ścieżką – kobiecość ubiera w jakość. W ofercie można znaleźć bajeczne wzory, ale znam siebie i wiem, że to nie mój styl, za to prosty model w naturalnym kolorze idealnie pasuje do mojej szafy. Chociaż na pierwszy rzut oka może nic jej nie wyróżnia, to po założeniu widać jak dobrze jest skrojona. Materiał jest przyjemny w dotyku, zaszewki podkreślają talię, długość za kolano pasuje do każdej sytuacji, rękaw 3/4 równoważy proporcje. Nic mnie nie ogranicza i wygodą dorównuje dresom, ale czuje się w niej ładnie i kobieco.

Ostatnio o marce zrobiło się głośno w kontekście wartości z jakich wyrosła i negatywnego artykułu w Vogue. Nie jestem zagorzałą katoliczką, ale też w żaden sposób mi nie ubliża, że ubrania, które noszę, są oparte na jasnej koncepcji. Przeciwnie, uważam, że to postawa zasługująca na szacunek. Modne ciuchy są oferowane przez sieciówki i co? Mamy tony szmatek, których po sezonie nikt nie chce nosić. Klasyczne fasony z dobrych materiałów, które można wystylizować w różnym stylu, sprawiają, że zawsze wyglądamy dobrze i mamy się w co ubrać. Mam jeszcze bluzkę i spódnicę tej marki – obie rzeczy świetnej jakości, starannie wykończone, więc jestem przekonana, że zostaną ze mną na długo.sukienka – Marie Zélie