Zmiana pory roku to zawsze moment, który skłania do przemyśleń. Latem oczyszczałam myśli, aby jak najlepiej poznać siebie, teraz czas na porządki i decyzje. Wygląd nie jest już dla mnie tak ważny jak wcześniej, ale ta wierzchnia warstwa to coś, co najłatwiej ocenić. Robimy to, nawet jak nie chcemy, dzieje się to mimowolnie. Żyjemy w społeczeństwie, nie można zatem tak totalnie sobie odpuścić, stwierdzić, że od dziś rozwijam się tylko mentalnie i nie zwracam uwagi  na resztę. Poza tym to nie byłoby dobre również dla nas, duch i ciało powinny działać w harmonii. Sama wiem, że jak jestem taka rozmemłana fizycznie, to moje działania też nie są imponujące. Nawet jeśli nie muszę nigdzie wychodzić, zupełnie inaczej funkcjonuje jak zacznę dzień wcześnie rano i się ogarnę niż jak przeleżę poranek w łóżku, a potem snuję się w piżamie.

Pogodziłam się jednak z tym, jak wyglądam. Składam się z cech, których nie jestem w stanie zmienić, a te które mogłabym zmienić, aby na przykład poprawić proporcje czy wyglądać młodziej/atrakcyjniej biorę z miłością, bo taka jestem. Taka jestem okej i nie muszę się wszystkim podobać.

Upraszczam swoją garderobę. Nie ma w niej już miejsca na efekciarstwo, odwracanie uwagi czy dodawanie sobie pewności przez modne detale. Moje ciało nie jest już miejscem na eksperymenty, a ja nie chcę się mocno definiować przez styl. Doceniam prostotę, widzę w niej dużą siłę, a co najważniejsze ja czuję się silna, jeśli moja powłoka mnie nie przytłacza. Jakość, ponadczasowość, uniwersalność. Fast fashion nie ma sensu, wyprodukowano już tyle rzeczy, że kupowanie wciąż czegoś nowego dla zaspokojenia chwilowej zachcianki jest po prostu głupie. Może to mocne słowa, ale coś tu jest nie tak, jeśli 16letnia dziewczynka walczy o planetę, a dorosłe kobiety popisują się ciuchami i nakręcają ten biznes.

Generalnie mało kupuję, a jak już chcę sprawić sobie przyjemność, to są to prędzej książki albo suplementy niż nowa sukienka. Mam dużo ubrań, a i tak wciąż noszę te same, więc muszę gruntownie posprzątać i pozbyć się wszystkiego co przestało do mnie pasować. Do tego bardziej zwracam uwagę na to, czy ubranie jest praktyczne, co mi po futerku jak często pada, a nie mam porządnej kurtki przeciwdeszczowej. Oczywiście nadal wiele rzeczy mi się podoba, ale ciesze się, bo nie zachwycają mnie już sezonowe smaczki. Zastanawiałam się jak mogłaby wyglądać moja garderoba, tak aby była spójna i zgodna ze mną i wybrałam trzy marki, na których kolekcje mogłabym wymienić wszystkie swoje wieszaki.

Toteme

Elementy

Ania Kuczyńska

Więcej nic. Żadnego poczucia straty, że ominą mnie koronki, kwiatki i falbanki. Nie twierdzę, że są złe, mi nie pasują, a szkoda mi już energii na kombinowanie. Klasa i moc, do tego chciałabym dążyć. Oczywiście wszystko jest proste w teorii, w tym każdy jest dobry. Patrząc na zdjęcie, tu by odjął, tam by dodał, zmienił buty, a wiskozę wymienił na jedwab. Życie to jest jednak co innego niż układanka na pintereście czy praca stylisty. Ważny jest również aspekt etyczny i szacunek do tego, co już posiadamy. Pojawiają się ograniczenia budżetowe, a styl życia, warunki atmosferyczne i codzienne lenistwo, sprawia, że często wybieram dres zamiast wełnianych spodni, ale to już chyba temat na kolejny wpis 😉

koszula – dobrze / golf – KOKOworld