Przeczytałam ostatnio na stronie Elle tekst Iny Lenkiewicz, nt. trendów, które istnieją tylko na Instagramie (tutaj) i uznałam, że mój strój to idealne przeciwieństwo do niepraktycznych zestawów ze zdjęć. Nie jestem jednak bez grzechu, bo na mnie to medium też wywiera wpływ i wielokrotnie zaczynam chorować na jakąś rzecz, bo zobaczyłam ja odpowiednio wystylizowana na ładnym obrazku. Tak było na przykład z koralikową torebka w mini rozmiarze czy średnio wygodnymi, ale za to ładnymi i pasującymi do wielu rzeczy, sandałami z Zary. Z reguły idę jednak po rozum do głowy, bo kreowanie fałszywego wizerunku i udawanie damy, gdy zaraz przebiorę się w dres, nie byłoby ani mądre ani moralne. Ciekawa jestem jak Instagram wpłynął na Wasz styl i wybory zakupowe? Stałyście się bardziej odważne czy może przeciwnie i przez mnogość trendów wybrałyście prostotę?

Kiedyś, kiedy ludzie rzucali kamieniami w dinozaury, nie było nawet blogów i pamiętam ile to trzeba było się nakombinować, żeby mieć fajne ciuchy. Poszarpać jeansy, wbić ćwieki w kurtkę, pochodzić, poszukać. Teraz wystarczy klik i ilość pokus większa, co z jednej strony jest bardzo wygodne i można w mig znaleźć multum inspiracji, ale chyba gdzieś w tym wszystkim gubi się też nasza unikatowość. Przynajmniej na zdjęciach, bo bez filtra już jakby zwyczajniej.

spodnie – Champion / buty – Dr.Martens