Wracam do Was z zestawem z drugiej ręki, który powstał przypadkowo, bo nie ubierałam się z myślą, aby cokolwiek udowadniać. Jednak idealnie wpisuje się we wrześniową akcję zapoczątkowaną przez brytyjską organizację charytatywną, która zakłada, że przez miesiąc nie kupujemy nic na rynku pierwotnym. Wiem, że dla wielu z Was, to nic odkrywczego i prowadzicie taki styl życia. Jednak okazuje się, że popularne sieciówki już nadrabiają, i to z nawiązką, straty po lockdownie i nadal kupujemy zdecydowanie za dużo. Nie jestem bez grzechu, bo paradoksalnie podczas pandemii nabyłam dużo więcej nowych rzeczy niż przez w poprzednim roku, ale wiem też, że muszę zacząć się pilnować i jest ku temu wspaniała okazja.

Nic tak nie zachęca jak przykład, to powiem Wam, że wróciłam do przeglądania allegro i tym sposobem mam w kolekcji baleriny Hermesa za niecałe sto złotych – to jest coś! Oczywiście nie chodzi, aby zasypywać się teraz stertą ubrań z lumpeksu, po prostu zastanówmy się czy faktycznie dana rzecz jest tym, co będziemy z przyjemnością nosić i czy nie da się kupić jej na rynku wtórnym. Proste, prawda?

 

Golf udało mi się upolować w internetowym second handzie Hopla, niby nic, ale wycięcie na plecach zawsze robi wrażenie. Jeansy natomiast znalazłam stacjonarnie w dniu wyprzedaży za całe 3 złote. Torbka jest z allegro, wymieniłam tylko pasek na szerszy i krótszy, dzięki czemu wygląda współcześnie. Buty również z drugiej ręki, chociaż wyglądały jak nowe i nie mam oporów, aby je nosić. Można? Bez problemu!