My style / puff

Wyprzedaże już powoli znikają ze sklepów wypierane przez nową kolekcję, która kusi, gdy wszyscy są już stęsknieni za słońcem. W okresie przesilenia wiosennego na pewno wiele osób poprawia sobie nastrój zakupami i słusznie, o ile robione są z umiarem, a kupione rzeczy nam służą, a nie zalegają w szafie. Ja sporadycznie skuszę się na wydanie pełnej kwoty na ubranie, metka z napisem sale zawsze jest dodatkowym argumentem do wydania kasy. Na szczęście nauczyłam się już wybierać, to co faktycznie do mnie pasuje i nie rzucać się w wir kompulsywnego ładowania do koszyka, tylko dlatego, że jest taniej i można sobie pozwolić na więcej. Z tego powodu unikam galerii, bo tam często już nieco zmęczona i rozdrażniona ilością bodźców decydowałam się na zakup bzdur. Przed laptopem z kawą jest zdecydowanie wygodniej i pomimo, że nie ma możliwości zmierzenia, to sporadycznie coś odsyłam. Tym sposobem nabyłam świetną puchową kurtkę – pewnie kiedyś pomyślałabym, że przecież już koniec zimy i po co, ale teraz jestem bardziej praktyczna i wiem, że klasyczny model posłuży mi również w kolejnych sezonach. Spodnie to już inna historia, ale kosztowały tyle co duża pizza, a falbany ciągle na topie i co najmniej do lata będą w użyciu.

Mam nadzieję, że Wasze wyprzedażowe łupy równie udane – brak skromności wskazany, proszę się chwalić w komentarzach i podsyłać informacje, gdzie można zrobić dobry interes! :)

kurtka – mango / spodnie – zara / buty – vintage / torba – Zofia Chylak (jak zawsze <3) / czapka – dobrze