My style / pins

Zdawałam sobie sprawę, że wychowywanie dwójki dzieci to zgoła co innego niż obserwowanie już 5 letniego chłopca w zdobywaniu kolejnych szczebli samodzielności. Jednakże młodzieniec, nawet w wieku niemowlęcym, nie mógłby konkurować z bratem w walce o uwagę i mogę dziś śmiało stwierdzić, że za pierwszym razem przyszedł do mnie anioł. Konstanty natomiast, miesięcy za chwilę osiem, jest mistrzem w odbieraniu mi samodzielności. Kocham go bardzo, ale wkurza mnie okrutnie, chociaż staram się zachować zimną krew. W ciągu dnia każdy krok najchętniej obserwowałby z poziomu moich rąk, które są długie z natury, a niebawem zaczną sięgać ziemi. Nie inaczej sprawa ma się w godzinach nocnych. Jeżeli tylko przytulę głowę do poduszki, mogę być pewna, że ze słodkiej fazy zasypiania poderwie mnie krzyk. Krzyk, bo nie płacz nawet, jakby ze skóry obdzierano i czasem się obawiam, czy podczas wyjścia na siku i odłożenia chłopca w bezpieczne miejsce, nie zastanę pod drzwiami policji z opieką społeczną po alarmie od sąsiadów. No masakra jakaś, huba we mnie wyrosła. Żyję zatem na trybie zombie i czekam aż wiosna wyrwie mnie z letargu. Dziś chwila słońca sprawiła, że zmieniłam dres na jeansy, więc kiełkuje nadzieja. Karmię, więc jestem, inaczej czasem bym uciekła trzaskając drzwiami.


Wykrzesałam odrobinę kreatywności i kolczyki zamiast w płatki uszu wbiłam w czapkę. Zdradzę Wam nawet jeszcze jeden tip – w lumpeksach nie polujcie tylko na osławione Levisy 501, model 536 tak samo leży na pupie, a ma węższą nogawkę, fajnie co nie :)


kurtka – >ango % / spodnie – Levis 536 / czapka – dobrze / torba – Mumu / kolczyki – Kopi