My style / linen dress

Dobrze prowadzić bloga i czasem szczerze się pożalić na swój los. Ktoś postanowił się nade mną zlitować i widząc moje zmienne nastroje odesłał mnie na przymusowy wypoczynek. Nie jestem zołzą, więc zabrałam rodzinę i choć nie spałam dłużej niż zwykle, to brak obowiązków domowych bardzo mnie zrelaksował. Zatrzymaliśmy się w hotelu Ibis w samym centrum – opowiem Wam o nim w którymś z kolejnych wpisów, bo na pewno wielu z Was szykuje się na wojaże i może pomogę Wam podjąć decyzję co do lokum.

Generalnie dobrze od czasu do czasu wyjechać, gdziekolwiek, nie muszą to być dalekie podróże. Wystarczy noc w innym miejscu i łatwiej się zdystansować do bieżących spraw. Trochę ostatnio pobłądziłam, myślałam, że zmiana zajęcia otworzy mi nowe drogi, a stało się zupełnie odwrotnie. Wracam zatem do tego co kocham najbardziej i najpierw przearanżuję mieszkanie, bo naturalność lubię bardziej niż róż i sztuczne kwiaty, żeby je potem utopić w ciuchach i reaktywuję sklep. Postanowione. Specjalnie o tym piszę, żeby mi nie zabrakło zapału jak zwykle.

Wracając jednak do weekendu. Udało nam się trafić na jeden dzień wspaniałej pogody i sobotni poranek był bajeczny. Wybraliśmy się na Wrzeszcz, a dokładnie ulicę Wajdeloty i nie mogłam wybrać lepszego stroju na ten czas. Idealnie wpisałam się w mieszczański klimat tego miejsca. Głównym celem wycieczki był sklep Emalia z drobiazgami do domu i faktycznie można tam znaleźć cuda cudeńka, jak się tylko uda przekopać przez tonę towaru – od kaset magnetofonowych i książek po zastawę stołową i obrazy. Świeciło słońce, przed lokalem wystawione były pudła, w których można pogrzebać, Pan poopowiadał mi o swoich znaleziskach i czułam, że jestem u siebie. Później trafiłam jeszcze do świetnego lumpeksu, którego właścicielka również ma pasję i na wieszakach można odnaleźć prawdziwe perełki – Józefina na ul.Wyspiańskiego. Tam czułam się jeszcze bardziej u siebie:) Teraz rozumiecie, że to tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że poprzednia droga to jedyna słuszna. Pospacerowaliśmy, zjedliśmy lody w Kwaśniaku i było absolutnie cudownie.


sukienka – Mango / torba – H&M / buty – Mint&Berry / kolczyki – Kopi