Kiedyś mocno skupiałam się na sferze zewnętrznej, pisałam głównie o ciuchach i pokazywałam swoje stylizacje. Myślałam, jaka to ja nie jestem zajebista, jak szybko wyłapałam trendy. Jaka ja mądra, że znalazłam odpowiedniki w lumpie czy sieciówce. Jak wspaniale połączyłam kolory, co za eklektyzm, prawdziwy geniusz. Chociaż nadal bardzo lubię ubrania, zmieniłam do nich podejście i zdałam sobie sprawę jak byłam próżna.

Choć bardzo wierzyłam, że ubieram się tylko dla siebie i podkreślam osobowość, to teraz widzę, że moje pobudki często były całkiem inne. Można chcieć się wyróżnić, zaimponować, wzbudzić zazdrość, przypodobać, wpisać w otoczenie. Każda z nas ma jakieś powody, dla których wybiera te, a nie inne ubrania i choć nie zawsze mamy tego świadomość, zawsze za naszym wyglądem kryje się jakiś komunikat. Przyjrzyjcie się dzisiaj sobie w lustrze i tak szczerze odpowiedzcie, dlaczego z całej sterty ciuchów wybrałyście akurat te. Same przed sobą.

Rany, jakie to wyzwalające! Obserwacje mogą być na początku przytłaczające i trudne do zaakceptowania, szczególnie, gdy rządzi nami ego. Będzie trudno, jeśli całe życie nosicie szpilki, nagle uzmysłowić sobie, że wcale nie jest Wam wygodnie, ale ściągacie spojrzenia i to uczucie dodaje Wam skrzydeł. Tak, że uwierzyłyście, że tylko w szpilkach można poczuć się kobieco, bo wtedy oglądają się za Wami mężczyźni. Jak macie gorszy dzień wybieracie sukienkę, która zebrała dużo komplementów, ale czy faktycznie dodaje Wam energii? Wiecie, ludzie maja różny gust i nie zawsze szczere intencje. Może kupujesz ciuchy inspirując się ulubioną blogerką albo aktorką i właściwie zapomniałaś co sama lubisz. Czasami tak mocno wchodzimy w jakąś role, że wręcz nie sposób sobie wyobrazić, ze można inaczej. Mama, silna babka, seksowna laska. Już jako dziewczynki jesteśmy oceniane i to nas definiuje na długie lata. Pamiętam taką scenę ze szkoły podstawowej, chodziłam może do 2-3 klasy. Dwie starsze dziewczyny chodziły po korytarzu i wskazywały palcem: brzydka, ładna, brzydka. Ładna wcale nie okazała się przywilejem. Sama też wepchnęłam się w szufladkę – jak będę brzydka, to stracę swoją wartość? Co wtedy będę miała do zaproponowania światu? Jak to ja, zawsze taka oryginalna i zrobiona miałabym się nagle pokazywać w dresie i bez makijażu. Wtedy okaże się, że to wszystko to ściema, że tak naprawdę jestem tylko brzydką oszustką.

„To bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze, byśmy akceptowali siebie dokładnie takimi, jakimi jesteśmy tu i teraz, a nie jakimi chcielibyśmy albo powinniśmy być.” Pema Chordon

Jesteś piękna taka, jaka jesteś i nic nikomu nie musisz udowadniać. To wcale nie znaczy, że mamy przestać o siebie dbać. Przeciwnie, dbajmy o siebie jeszcze bardziej, tylko w zupełnie inny sposób. Ćwiczę, ale nie dla brzucha, który pokażę na zdjęciu, tylko dobrego samopoczucia. Wybieram zdrowe jedzenie, nie po to, aby schudnąć, ale aby organizm prawidłowo funkcjonował. Kupuję porządne ubrania z naturalnych tkanin, nie dla statusu, tylko aby moje ciało było otulone i było mi wygodnie. Jeśli inwestuję w markowe rzeczy, robię to dlatego, bo wiem, że będą mi długo służyły i szanuję pracę innych, a nie po to, aby zakomunikować, że mi się powodzi.

Aktualnie głównym wyznacznikiem przy wyborze garderoby jest to, abym czuła się dobrze. Ja. Czy dobrze wyglądam? To zależy kto patrzy. Jednak sama od razu czuję, czy dane ubranie jest teraz dla mnie czy nie. Teraz, bo za pół roku może akurat zakocham się w mocnych kolorach i znudzą mnie beże. Dlatego nie zachęcam do wyrzucania wszystkiego z szafy, wiem jednak na pewno, że nikomu nie służą rzeczy, które zabierają energię. Sukienka, która ciągle się zsuwa albo jest za krótka i nie można się schylać; spodnie dopinające się tylko na wciągniętym brzuchu albo tak rozlazłe, że czujecie się w nich nieatrakcyjne. Reszta to kwestia wyboru. Na pewno po lecie będziecie robiły porządki w szafach (ja też i wyjątkowo się na nie cieszę!), ciekawe co wyniknie, gdy zrobimy to z uczuciem. Z miłością do siebie, by teraz i już zawsze czuć się pięknie. Nie można świadomie kreować swojego wizerunku bazując tylko na inspiracjach z zewnątrz. Można przeczytać stos poradników, śledzić wszystkie influencerki, obejrzeć wszystkie pokazy. Można zbierać komplementy i obiektywnie wyglądać całkiem stylowo, jednak dopóki nie dotrzemy do źródła, to nigdy nie będziemy my.