Creamy

Dres już na dobre rozgościł się w naszych szafach i z odzieży noszonej po domu stał się elementem codziennych stylizacji. Wcale mnie to nie dziwi, bo czy jest coś wygodniejszego niż mięciutka dzianina? Chociaż nadal lubię czasami założyć koszulę, to cieszy mnie to rozluźnienie i brak krzywych spojrzeń, gdy nie mam ochoty się stroić i najchętniej poszłabym po zakupy w piżamie. Tym bardziej, że wybór jest teraz ogromny i wcale nie trzeba decydować się na szary melanż z wypchniętym kolanem, który nawet mój 5 letni syn podświadomie uznał za mało wyjściowy.

Nie spodziewałam się, że sieciówkowa propozycja tak dobrze się spisze, bo właściwe każde dresowe spodnie, które miałam, pozostawiały wiele do życzenia. Oprócz kremowego, który widzicie na zdjęciach, mam również czarny komplet, który noszę codziennie od 2 tygodni i ani odrobinę się nie zniekształcił. Oczywiście nie można takiego wyboru nazwać do końca etycznym, bo nie wiem w jakich warunkach został wyprodukowany, za to już teraz wiem, że na pewno będzie mi służył przez dłuższy czas i będę z niego korzystać stosunkowo często, co chociaż trochę zrekompensuje ten fakt. Z drugiej ręki dresu się nie kupi, a polskie marki nadal mają wysokie ceny jak na nasze realia i daleka jestem od ocen. Raz lepiej, raz gorzej, ważne, że świadomie. 

dres – Sprandi (prezent) / płaszcz – H&M z drugiej ręki / torba – Max Mara z drugiej ręki / buty – Sofix / okulary – Solano