To niesamowite, bo niby się człowiek rozwija, sprawdza, szuka, a jednak co jakiś czas wraca do tych samych punktów zaczepienia. Wiele zależy od otoczenia, stylu życia, możliwości, ale każdy z nas ma wewnętrzny kompas, który nim kieruje. Trzeba tylko się zatrzymać i czasem na niego spojrzeć. 

Japoński minimalizm pociągał mnie od dawna, kiedyś podświadomie, bo nie definiowałam swojego stylu, ale był to mroczny klimat i teraz już nie czułabym się dobrze w czarnych płachtach (internet nie zapomina klik, klik). Teraz znowu szukam inspiracji na wschodzie, ale głębiej, bo czuję, że ta kultura skrywa wiele dobrego. Oczywiście nie można uogólniać, bo nic nie jest krystalicznie czyste, ale wiadomo, że lepiej wybierać to, co nam odpowiada niż dołować się wadami. Będę pisać.

 

„Nie ma piękna bez cienia” Jun’ichio Tanizaki 

sukienka – Mango Committed / klapki – Nomadic