Pod względem pogody ten weekend należy zaliczyć do wyjątkowo przyjemnych. Słońce o poranku i dłonie niemarznące bez rękawiczek podczas spaceru. Nie zapominam jednak jeszcze o nakryciu głowy i nie powielam błędów z młodości, gdy zamiast włosów miałam sople i nie rozumiałam dlaczego jest takie ważne. Tym bardziej, że wybór jest ogromny i czapka może być dopełnieniem stylizacji, a nie kwiatkiem do kożucha.

Balaclava w tym sezonie zaczęła pojawiać się na instagramie i chociaż to żadna nowość, to nie mogłam sobie wyobrazić, że mogę w niej teraz dobrze (to subiektywne) wyglądać. Żal mi było nie spróbować, bo mam zdolną mamę, więc poprosiłam o zrobienie tego cuda, żebym mogła się przekonać. Mówcie co chcecie, ale jaka to jest wygoda! Nic się nie zsuwa, szyja zakryta, w razie potrzeby wystarczy zsunąć. Przyznaję, że czułam się trochę niedzisiejsza pośród spacerowiczów w kolorowych puchówkach, ale to uczucie towarzyszy mi dość często i już nawet je lubię. Na przyszły sezon zamówiłam sobie czarną, zerknijcie na propozycję od The Row, czy nie wygląda pięknie?

Właściwie prawie cały zestaw pochodzi z drugiej ręki:

płaszcz – 2nd Day upolowany na allegro / kaszmirowy golf i wełniane spodnie ze stacjonarnego sh / torba – Max Mara model z 2011r. również z allegro / buty – Sofix / okulary – Solano