Microtrend: Martens boots

Zupełnie normalnym zjawiskiem jest, że elementy kojarzące się z subkulturami wchodzą do mainstramu. W tym sezonie wśród okryć wierzchnich wiedzie flek aka bomber jacket. Co prawda najbardziej pożądanym kolorem jest róż, ale sam fason noszony przez jest skinheadów od lat 80tych, a jeszcze wcześniej przez amerykańskich pilotów, o czym nie każdy już pamięta. Tak samo z obuwiem, sznurowane glany czy lżejsze Martensy były oznaką buntu czy synonimem słuchanej muzyki. Teraz nie ma już tak silnej potrzeby wyrażania poglądów przez ubiór, a charakterystyczne rzeczy stają się po prostu modne i to jest główny powód dla noszenia się w ten lub inny sposób.

Ja swoje Martensy mam od co najmniej 5 lat. Pamiętam, że będąc w ciąży (a mój syn ma już ponad 4 lata!) nosiłam je do białej sukienki i jeansowej kurtki. Nie jest to but, na który zawsze ma się ochotę, ale co jakiś czas przeżywa u mnie renesans i po kilku miesiącach niełaski znowu do wszystkiego zaczyna pasować. Najlepszą inwestycją jest czarny klasyk (pierwsze zdjęcie), kolorowe modele tracą swój charakter i na pewno nie będą ponadczasowym zakupem. Mnie podobają się jeszcze sztyblety, ale ze względu na wysokie podbicie jest mi w nich bardzo niewygodnie i niestety nie każde Martensy mogę nosić.

Ostatnio pojawiły się nawet na pokazie couture Victor&Rolf – stąd ten sentyment do połączenia z białą sukienką, ale to zestawy z jesiennej kolekcji BLK DNM z ciężkimi sznurowanymi butami skłoniły mnie do zrobienia wpisu, więc może i Was zainspirują :)

blkdnm

dm

1460 / Serene / Chelsea