Podsumowanie lutego / koreańska pielęgnacja, kwiaty i spacery

Luty z reguły był dla mnie miesiącem przestoju, nieznośnego oczekiwania na wiosnę i natężoną pracę. W tym roku jest zgoła inaczej i muszę przyznać, że te 28 dni przyniosło sporo fajnych rzeczy.


Przede wszystkim odkryłam swoją nową pasję, o której będę Wam gadać pewnie do znudzenia, no ale jak już się czymś zajaram, to nie ma przebacz – do następnej zajawki :) Zatem najważniejszym faktem jest to, iż wymyśliłam dla siebie pracę, którą mogę wykonywać opiekując się dzieckiem i udało mi się ją urzeczywistnić. Milionerką raczej nie będę, ale jak na tak krótki czas, to jest super – sprzedaję, wykonuję zamówienia indywidualne i wiem, że się podoba, to najważniejsze. Jeżeli macie ochotę na wiosnę w domu przez cały rok, to zapraszam. Jestem też na instagramie.


Na początku miesiąca przeczytałam Sekrety Urody Koreanek i część porad wprowadziłam w życie. Na razie nie chcę wchodzić w szczegóły, bo potrzeba czasu, żeby zobaczyć, czy daje to rezultat. Moja cera w ostatnim czasie zachowywała się jak rozkapryszona nastolatka, ale jest poprawa, więc zobaczymy, czy ma to jakiś związek. Zwróciłam większą uwagę na oczyszczanie i nawilżanie, a makijaż zszedł na dalszy plan. Kiedyś było odwrotnie, ale w tym roku ostatnie dwadzieścia, a nie chcę się obudzić, jak już nawet podkład nie pomoże. Na pewno jeszcze pojawi się wpis na ten temat i zawsze miło powymieniać się uwagami w komentarzach.

Już teram mogę za to polecić szczotkowanie na sucho. Rany, w życiu bym nie pomyślała, że szorowanie ciała może być takie przyjemne! Staram się być regularna i choć rano nie zawsze się udaje, to prócz cielesnej radości, zauważam, że pupka stała się nieco gładsza. A że pupce nie za bardzo chce się ćwiczyć, to chociaż tyle dobrego. Ciało po ciąży i wraz z wiekiem nie jest już tak sprężyste, skóra na brzuchu cały czas po ściśnięciu wygląda jak stare jabłko, ale na pewno poprawa krążenia i regularne złuszczanie choć trochę mnie odmłodzą. W tej chwili używam szczotki z Rossmana, koszt ok.15zł, ale czaję się na Edwarda, wieczory z tym chłopcem są kuszące. Jestem raczej delikatna i siniaki niewiadomego pochodzenia to norma, więc bez obaw, szorujcie na zdrowie.

Na zdjęciu powyżej są jeszcze dwa hity – zalotka i kościółkowe perfumy. Tyle lat doprowadzałam rzęsy do porządku tuszem, a okazuje się, że nie trzeba ich tyle smarować czarną mazią, tylko wystarczy podkręcić i raz wytuszować. Oko otwarte, demakijaż łatwiejszy, a po jakimś czasie włoski same zaczynają się lepiej układać. Ubytków brak, polecam. Swoją kupiłam w Lidlu, ta wydaje się być identyczna. O perfumach dowiedziałam się na instagramie, że podobne do Avignon od Comme des Garcons, tylko duuuużo tańsze. Prawda, kompozycja jest zbliżona, trwałość też słaba, ale za 39zł (w promocji) nie ma co wymagać cudów. Jeżeli macie ochotę sprawdzić czy podoba Wam się zapach kościoła na sobie , to warto wypróbować. Szukajcie między Playboyem, a Adidasem na dziale męskim w Hebe :)

Gazetka to Wysokie Obcasy Extra, też spoko.


Zakupiłam w końcu wózek i to nie byłe jaki, bo najbardziej ekologiczny na świecie. Póki co jestem zachwycona – ładny, lekki i świetnie się prowadzi. Byliśmy na spacerze w lesie i też dał sobie radę. Coraz więcej osób się nim interesuje, więc z czystym sumieniem mogę polecić. Nawet mój marudny syn nie jęczy podczas spacerów, a to jest sukces. Mam już tę nową wersję opcji Classic (klik) i dobrze, że nie zdecydowałam się na Revisible, jak na początku planowałam. Kotkowi jest wygodnie i na pewno starczy na dłużej. Oparcie się rozkłada, do kosza na spokojnie mieści się koc i nosidło (wkładam w nie małego jak schodzę i wchodzę do mieszkania, wyjście z 10 kilowym gościem, który nie porusza się o własnych siłach, nie jest lekkie), a w razie co na rączce jest hak na torbę. Budka jest bardzo duża, dobrze chroni przed słońcem i wiatrem.

Już nie mogę się doczekać, aż słońce rozgości się na dobre, będziemy łazić, siedzieć na ławkach i czytać książki, a w domu wcinać ziemniaki z koperkiem. Marzec musi być jeszcze lepszy.