Domowe kosmetyki / mgiełka różana

Chciałoby się zacząć, że coraz cieplej i dni coraz piękniejsze, więc odświeżająca mgiełka będzie idealnym kompanem podczas słonecznych chwil, no ale z tym muszę się jednak trochę wstrzymać. Na szczęści produkt z dzisiejszego przepisu sprawdzi się przez cały rok i nie trzeba czekać do lata.

Przepis zaczerpnęłam z bloga Czarszki i dopasowałam do składników, które miałam w domu.

Po tym wpisie dostałam sugestię, że warto byłoby do listy dodać także hydrolat i było to trafne spostrzeżenie. Od jakiegoś czasu miałam w lodówce różany i nie bardzo wiedziałam do czego go zużyć, ale pogrzebałam i znalazłam dla niego zastosowanie. Sam również można stosować jako tonik lub dodawać do maseczek zamiast wody, ale mam jeszcze ziołowy od Jan Barba, a naturalnych surowców nie można przetrzymywać w nieskończoność. Zrobiłam więc mgiełkę, którą spryskuję twarz i był to strzał w dziesiątkę (bez skojarzeń:D).

Przygotowanie jest bardzo proste – wlewamy po kolei wszystko do butelki z atomizerem (u mnie 100ml) i mieszamy. Już.

Składniki:

Opcjonalnie można dorzucić żel z aloesu albo glicerynę roślinną.

Kiedy i jak używać? Świetna jest rano, po oczyszczeniu twarzy taki zimny prysznic pozwala się dobudzić. W ciągu dnia (z daleka psikam też na makijaż) dla odświeżenia i nawilżenia buzi. Wieczorem pod olejek, który powinno się nakładać na wilgotną skórę albo zamiast toniku – można poczekać aż wyschnie albo delikatnie przetrzeć wacikiem. Dekolt czy włosy również nie obrażą się za odżywczą mgiełkę.

Przechowujemy w lodówce, ale nie ma problemu, żeby wrzucić ją do torebki wychodząc – pamiętajcie tylko, żeby nie leżała tam zbyt długo i schłodźcie po powrocie :)