Aesop / Galilu

Uważam, że trzeba się od czasu do czasu rozpieścić. Nie popadać w snobizm i szukać szczęścia w nabywaniu nowych i najlepiej drogich rzeczy, ale zamiast dwa razy w miesiącu zostawiać kasę w Rrossmannie, wolę rzadziej kupić coś super. Oczywiście nie chodzi o rzeczy pierwszej potrzeby, ale zawsze mówiłam sobie, że mnie nie stać na „ekskluzywne” produkty, co było tylko wymówką dla nierozsądnego wydawania pieniędzy. Tę zasadę stosuję z powodzeniem jeżeli chodzi o dodatki, z ubraniami bywa różnie, i chciałabym wprowadzić też rygor w kwestii kosmetyków.

Nie używam praktycznie żadnych produktów do stylizacji włosów, ale co jakiś czas i tak podczas zakupów wpadło coś, co później do niczego się nie nadawało. Nie wiem czy znacie stronę Element Żeński – świetna odtrutka na wszystkie kosmetyczne blogi, gdzie autorki testują co popadnie i prawie wszystko jest super. W jednym z wywiadów przeczytałam o fiołkowym balsamie do niesfornych włosów i nie chciał wyjść mi z głowy. Zamówiłam, choć cena w pierwszej chwili wydała mi się zaporowa. Mały kremik za ponad stówę – można mieć za to 10 szamponów! Na razie nie mogę wydać jednoznacznej opinii, ale na pewno pięknie ziołowo pachnie i nawilża końcówki. Design marki również bardzo w moim guście.Przy okazji skorzystałam z dużej przeceny na kolorówkę Ellis Faas – rozświetlacz, w przeciwieństwie do tych, których dotychczasowo używałam, nie posiada drobinek i jest bardziej matowy, a jedynie rozjaśnia skórę i daje opalizujący efekt, będzie świetny na jesień. No i największa przyjemność – nie mogłam sobie odmówić i zaspokoić ciekawości, jak pachną sławne perfumy Byredo – rozumiem fenomen, Mojave Ghost jest cudowny, tylko to jeszcze większy wydatek ;)

Wszystko znajdziecie w Galilu.

aesop