Pomyśl, zanim kupisz

Wiosenna aura za oknem sprawia, że mamy ochotę zrzucić kurtki i stopy wsunąć z lżejsze buty, a co za tym idzie wiele osób ruszy na zakupy. Absolutnie tego nie neguję, też lubię sprawiać sobie przyjemność nowymi rzeczami, ale mam świadomość, że każdy taki nabytek to również odpowiedzialność.

Byłam wczoraj na chwilę w galerii, w kątach upchnięte są jeszcze wyprzedażowe wieszaki, za 50zł jeansy, za 30 bluzka, żal nie brać. Tylko przed każdym sięgnięciem do portfela należy sobie zadać pytanie: po co? Czy to nie chwilowa emocja, chęć wywołana zdjęciem z internetu,  a może zwykła próżność. Przyznaję, że mną rzadko kieruje faktyczna potrzeba, dlatego staram się wdrożyć u siebie kilka zasad , które pomagają mi dokonywać dobrych wyborów. Dziś dwie na dobry początek:

  • jesteś Małym Księciem odpowiedzialnym za swoją różę. Niestety nie ma przebacz, kupując należy zastanowić się co zrobimy z daną rzeczą, gdy się znudzi / wyjdzie z mody / przestanie pasować. Zapewniam Was, że dużo łatwiej nabyć niż później sprzedać, a nie możemy tworzyć kolejnych gór śmieci. Może to niezbyt romantyczne, ale chwila uniesienia to za mało, żeby się razem zestarzeć. Wełniany sweter można zacerować, potraktować golarką, przerobić na kamizelkę, a i na pewno jeszcze komuś się przyda. Tani syntetyk to śmieć już w momencie zakupu. Warto kupować mniej, jednorazowo wydawać więcej. To trudne, ale w ostatecznym rozrachunku wszystkim się opłaca.
  • zainspiruj się i poszukaj podobnych rzeczy w swojej szafie. Regularnie zaglądam na strony ulubionych sklepów, bynajmniej nie po to, aby się torturować i walczyć z pokusami. Znajduję tam świeże spojrzenie, którego mi czasami brakuje. Zasoby, które już posiadamy nie budzą takiej ekscytacji jak świeżutka przesyłka, ale kolejny zakup nie stworzy za nas stylu. Zatem najpierw sprawdzam, czy nie jestem w stanie zbudować nowych zestawów z tego co już mam, a najczęściej się da, i dopiero oceniam, czy potrzebuję nowego elementu do swojej układanki. Zostawiam kilka sylwetek od By Malene Birger – oczywiście nie ubiorę się identycznie, ale praktycznie wszystkie mogę w pewnym stopniu odtworzyć bez ponoszenia żadnych kosztów. Czy to nie dobry interes?