Lęk przed pustką. W sztuce przejawia się wypełnianiem całej przestrzeni, nie pozostawiając „czystych” miejsc. Bogactwo wzorów, przepych kolorystyczny, mnogość dekoracji. Przeciwieństwo tak popularnego obecnie Amor Vacui, który dąży do ograniczenia elementów i oszczędności w wyrazie. Co jest lepsze? Nie mnie rozstrzygać. Sama jednak staram się nie ograniczać do jednego stylu i szukam balansu pomiędzy japońskim minimalizmem, a barokową obfitością. Różnorodność jest potrzebna i pomaga się rozwijać.

Chociaż Anna Heinrichs zdaje się jednoznacznie określać, nazywając swoją markę Horror Vacui, to w jej projektach jest coś świeżego i nie wsadziłabym ich do szuflady z etykietą kiczowate. Połączenie wielobarwnych deseni i graficznych zdobień z obszerną formą nawiązującą do koszuli nocnej ma w sobie coś hipnotyzującego. Pomimo wysokich cen większość modeli opatrzona jest informacją: out of stock, jak widać nie tylko ja jestem zauroczona taką estetyką.

A jak u Was? Horror czy amor? 🙂