Marzec to dla mnie Nowy Rok jeśli chodzi o ilość postanowień, ale czuję, że to dobry moment i wypływa to ze mnie, a nie z zewnętrznego przymusu. Usystematyzowałam sobie plan dbania o ciało i skórę, którego się trzymam i widzę efekty. Narysowałam w głowie, jak chcę wyglądać i w jakim kierunku iść, jeżeli chodzi o styl. Teraz pora na podjęcie decyzji w kwestii zakupów, bo jedno z drugiego wynika i nie chcę, aby się rozmyło.

Przechodziłam różne etapy. Gdy zaczęłam zarabiać pierwsze sensowne pieniądze, kupowałam dużo i bez namysłu, kolekcjonując w szafie szpilki, których nie nosiłam. Najpierw w sieciówkach, potem do tego doszły lumpeksy (jako nastolatka bardzo się wstydziłam, gdy w ogóle miałam tam wejść), a jak już zaczęłam prowadzić blog, a potem sklep, wszystkiego zrobiło się znacznie za dużo. Mnogość inspiracji i trendów zawróciła mi w głowie i mimo, że od zawsze raczej wiedziałam co lubię, to nie miałam na tyle wysokiego poczucia własnej wartości, aby przestać otaczać się przedmiotami. Jednak ani nowe kolczyki ani buty nie sprawiły, że zaczęłam wyglądać lepiej, przeciwnie. Od jakiegoś czasu przechodzę odwrót od takiej postawy i staram się, aby każdy zakup był przemyślany, ale wiem, że jeszcze wiele brakuje do ideału i muszę iść krok dalej. 

Postanowiłam więc przestać obserwować popularne sklepy, które kusza nowościami kilka razy w tygodniu, a tak naprawdę tylko tworzą sztuczne potrzeby i produkują rzeczy na kilka razy bez szacunku dla przyrody i ludzi. Nie robię detoksu od zakupów, ale zmieniam przyzwyczajenia. Zamiast zaglądać do Mango w poszukiwaniu nowych butów, sprawdzę najpierw polskie marki, bo jak się okazuje mamy ich całkiem sporo, a wzornictwo nie ustępuje szczególnie tym najpopularniejszym.  Ceny są różne, ale czy jeśli nie potrafię poczekać, aż bez wyrzutów wydam pełna kwotę, to tak naprawdę ich potrzebuję? Najlepsze ubrania najczęściej mam z drugiej ręki, a jak nie roztrwonię kasy na zamówienie w H&M, bo sukienka, promocja na koszulki i majtki do tego, to będzie mnie częściej stać na coś ekstra. Wiem, że wolę codziennie zakładać jedna, ale ulubiona sukienkę, niż trzy razy dziennie się przebrać w takie sobie ciuchy. Uświadomiłam sobie, że nie potrzebuję czekać na moment aż będę ultrabogata, bo dysponując takimi środkami jak do tej pory, mogę wyglądać i wybierać lepiej. Oznacza to oczywiście rzadsze zakupy, potrzeba więcej cierpliwości i dyscypliny, ale w tym momencie nie widzę żadnych minusów sytuacji, gdy zrezygnuję z wątpliwych etycznie źródeł chwilowej przyjemności.

Nie demonizuję sieciówek i nie będę się biczować, jeśli zgrzeszę, ale często żałuję, bo skuszona wyprzedażami czy ładnymi zdjęciami nabywam rzeczy, które nie są mi potrzebne, a mogłabym poczekać i kupić coś wyprodukowanego w Polsce (choć to nie jest warunek konieczny, byleby z zasadami sprawiedliwego handlu i szacunkiem) albo vintage luksusowej marki.

Trzymajcie kciuki i dajcie znać, jeśli macie sprawdzone firmy!

bluzka / koszyk / buty