IDEALNY DOM,  INSPIRACJE,  RÓŻNOŚCI

Wabi-sabi / prawdziwe piękno

Zarzekałam się, że trendy przestają mnie interesować, ale wobec takiej wspaniałej mody nie sposób przejść obojętnie. Już w kilku źródłach trafiłam na pojęcie WABI-SABI jako tendencję w urządzaniu wnętrz na rok 2018 i uważam, że jest tak cudowna, że na stałe zagości w naszych domach.

Pojęcie w dosłownym tłumaczeniu to odnajdywanie piękna w niedoskonałości i prostocie. Cóż to oznacza? Ano na przykład stary drewniany stół z pęknięciem na środku i śladem po kubku, gliniane malowane miseczki, które nawet po wytarciu farby wyglądają uroczo, ścianę z widocznymi ubytkami, wymiętoszoną lnianą pościel. Odchodzimy od katalogowej wizji na wysoki połysk na rzecz naturalności i doceniania otaczających nas przedmiotów. Prawdziwe życie, nie na pokaz.

Niestety ciężko odnaleźć wabi-sabi gdy ma się meble z płyty, plastikowe okna i sztuczne dodatki. W przypadku nieautentycznych form to nie zadziała i takie rzeczy po kilku latach będą wyglądały po prostu staro i brzydko. Jednak można próbować je reanimować, tak jak zrobiłam z kuchnią. Teraz walczę z łazienką i mimo, że nie będzie idealnie, to łatwiej będzie mi to traktować jako atut, a nie wadę.

Pomyślcie tym w perspektywie wiosennych porządków czy kolejnych zakupów. Zdaję sobie sprawę, że często ciężko się oprzeć, bo producenci kuszą promocjami i niskimi cenami, a rzeczy dobrej jakości albo trzymają stały poziom albo trzeba się naszukać, żeby znaleźć coś na miarę możliwości. Warto odwiedzać targi staroci, przeglądać olx i allegro, wymienić się ze znajomymi czy spróbować zrobić coś samemu. Naprawiać, przerabiać, darzyć szacunkiem. To samo tyczy się każdej innej dziedziny życia. Zacerowany wełniany sweter i prosty nieprzetworzony posiłek będzie dla nas lepszy niż akryl prosto z taśmy plus frytki z McDonalda.

zdjęcia z Label Magazine 

Niech wabi-sabi będzie dla nas inspiracją w szerszym kontekście. Pielęgnujmy i masujmy nasze twarze zamiast wypełniać je kwasem, odżywiajmy i kochajmy ciała, które na co dzień tak wiele dla nas robią. Nośmy wygodne ubrania i buty, a nie takie, które tylko ładnie wyglądają na zdjęciu. Troszczmy się o bliskich, zamiast próbować zaimponować obcym.

11 komentarzy

  • Ya

    Nie wiem czy czytałaś książkę „Pochwała cienia”. Jeśli nie to polecam, genialny esej o japońskiej estetyce. Pojawia się tam właśnie wątek japońskiego podejścia do piękna, tak innego od zachodniego, gdzie wyjątkowo docenia się przedmioty po których widać upływ czasu. Mają chyba nawet swoje określenie na ten charakterystyczny blask jaki dają powierzchnie wypolerowane od używania, jak np często dotykane posągi :).
  • Magda

    Wnętrza ze zdjęć są cudowne, magiczne <3 ja uwielbiam starą, drewnianą podłogę. Ostatnie zdanie wpisu – mistrz. Ze wszystkim, co napisałaś się zgadzam, no…oprócz tych frytek z maka, Haha ;D
  • Agnieszka

    Mój stół, którego raczej nigdy się nie pozbędę, niegdyś pokryty politurą na wysoki połysk ma tak starty wierzch, że aż to nieprzyzwoite. Jest z drewna (słoje!) i surowe drewno zaczyna być już na nim widać. Celowo nie przykrywam go obrusem, bo jest na nim całą historia.
    Mama kazała mi go okleić okleiną, ale powiedziałam zdecydowane „nie”, bo nie chcę udawać, że jest on śliczny i nowy ;)

    Nie dorabiam do tego żadnej filozofii wschodu, od których jestem z daleka. Po prostu mój stół jest, jaki jest i tyle.

    • Soie

      O nie, okleina to zło. Dla mnie też takie podniszczone rzeczy są spoko, ale wiele osób uważa, że skoro można iść do sieciówki i kupić nowy za nieduże pieniądze, to albo jesteś sknera albo niechluj i zupełnie nie widzą o ile Twój stół jest ładniejszy niż nówka z płyty. Teraz chociaż masz argument – mamo to wabi-sabi ;)
  • Alicja

    Z jednej strony śmieszne jest to, że w pewnym momencie każde zjawisko dostaje swoją nazwę (w moim domu rodzinnym wabi-sabi i styl skandynawski były od zawsze, teraz praktykuję to u siebie;)), a z drugiej – fajne są takie mody na normalność: wabi-sabi, świadome odżywianie, normcore… dzięki temu więcej ludzi ma szansę dostrzec i docenić naturalność.
    Swoją drogą, ciekawa ta na nazwa, nie słyszałam wcześniej. Wiesz może skąd wzięło się wabi-sabi?
    PS Dla mnie Ty właśnie jesteś taka normalna w najlepszym tego słowa znaczeniu i przez to niezwykle inspirująca. Nie przesadzam, mój ulubiony blog, a trochę ich już widziałam!
    Pozdrawiam!
    • Soie

      Jak się zastanowić, to faktycznie te wszystkie rzeczy wydają się tak oczywiste i proste, że aż dziw, że trzeba o tym mówić. Jednak potrzebujemy przykładów z góry, które nam powiedzą co jest dobre, a co nie. Zobacz jak jest z modą – w pewnym okresie jakiś ciuch to szczyt obciachu, ale zaczyna go nosić kilka ‚influencerek’ i już jest hit dla mas, na którym można zarabiać kasę.
      Wabi-sabi jest piękną ideą, dlatego zdecydowałam się o niej napisać. Tutaj jest chyba najciekawiej opisane: http://www.polska-azja.pl/k-rokita-japonska-estetyka-wabi-sabi/

      Bardzo dziękuję, cieszę się, że to doceniasz <3

  • PD

    Absolutnie uwielbiam ten styl. Nawet nie wiesz jak się cieszę, kiedy trafię na osobę, która tak jak Ty podziela moją miłość do nadgryzionych zębem czasu przedmiotów.
    Serdecznie pozdrawiam! :)
  • elza12

    Czasem nazwanie czegoś porzadkuje naszą wiedze i odczucia. Ja tak mam z wabi-sabi ;). Oczywiście najprościej wprowadzać ten styl mieszkajac w starej kamienicy lub 100 letniej willi. Ja mieszkam w zwyklej kostce z lat 70, gdzie z pod tynku wygladają pustaki, okna sa platikowe, a najstarsze meble to te z PRL. Ale staram sie zmieniać to co moge, wprowadzać naturalne meteriały i nawet troche polubiłam ten popękany cement przed domem zamiast kostki,,,W końcu ważne, że z okna mam widok na łąke i spacerujące sarny, a w ogródku mogę zawiesić hamak albo postawić leżak i kontemplować przyrodę czytając „Żyja wabi – sabi” (nic nowego, ale bardzo odprężające i przypominające co jest w życiu ważne.
    • Soie

      Och, w pięknej kamienicy to nawet odrapane ściany są piękne. To ja tak samo, chcąc coś zamontować na ścianie, nie wiadomo czy nie trafi się na dziurę. Ale i tak masz zdecydowanie lepiej, bo u mnie ani widoków ani ogródka, ale zdecydowania lepiej docenić i działać niż narzekać :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.