Święta w Soiowie

Śniło mi się ostatnio, że pomyłliam Wigilię z Sylwestrem i jakoś przed 31 zorientowałam się, że nie przygotowaliśmy świąt. Biorąc pod uwagę aktualną aurę łatwo można byłoby przeoczyć, że mamy chociażby grudzień. Zawsze lubiłam ten przedświąteczny gwar na ulicach, zakupy robione u pojedynczych sklepikarzy, wieczorne spacery, a w tym roku nie chce się nawet nosa wychylać z domu. W nim trochę święta widać, co prawda plastikowe Mikołaje nie opanowały mieszkania, mamy tylko kilka akcentów.

Będziemy u rodziców, jednych i drugich, więc nie planowałam nawet żywej choinki. Jednak jak miałam wyciągać sztucznego iglaka, stwierdziłam, że o wiele przyjemniej jak pachnie świerkiem i kupiliśmy chociaż niewielką, żeby Mikołaj mógł nas odnaleźć. To w sumie pierwsze całkiem świadome święta Antka, więc trzeba się pilnować ;) Koty też mają atrakcje, więc jak je na trochę zostawimy w samotności nie umrą z nudów. Ozdobiliśmy ją tylko wspólnie upieczonymi piernikami i plasterkami pomarańczy, taka najbardziej mi się podoba. Reszta też naturalna, trochę gałęzi, papieru i szyszek, a w jadalni wianek, który dostałam w prezencie.

IMG_4671 IMG_4623 IMG_4672 IMG_4641 IMG_4644

Do kuchni nie jestem za bardzo wpuszczana przy takich okazjach. Przypadł mi tylko zaszczyt upieczenia sernika, a to musi znaczyć, że jest naprawdę dobry. Niedawno testowałam łazanki z Jadłonomi, pyszne, więc one też zagoszczą na stole, przepraszam cię bigosie. Czasami na obiad robię drożdżowe pierogi, więc jak mi starczy czasu (dziś i jutro w pracy:() to do barszczu na pierwszy dzień świąt byłyby jak znalazł. To tyle, nie mogę za bardzo wchodzić mamie w kompetencje, ale jak tak dalej pójdzie, to może za kilka lat Wigilia będzie u mnie ;)

A jak u Was? Czuć święta?