Dream kitchen

Zawsze jak wyobrażałam sobie idealną kuchnię, to było w niej przede wszystkim duże okno, przez które cały dzień zagląda słońce. Szeroki parapet, a na nim stale świeże zioła i inne dobrodziejstwa do przygotowywania potraw. To wszystko w otoczeniu bielusieńkich mebli, sterylnej czystości i ogólnego porządku.

 A potem się obudziłam. Nie wiem na ile to moje pragnienie, a na ile zostało wykreowane przez amerykańskie filmy z pieprzonym happy endem, ale jak już przyszło co do czego, to wizja mija się z rzeczywistością. Jeszcze co prawda nie zabieramy się za remont, bo kuchnia jest całkiem przyzwoita, ale kto bogatemu zabroni chociaż sobie poplanować. Biel w wnętrzach to mój numer jeden, ale dużo gotuję, a sprzątać lubię znacznie mniej. Jak sobie pomyślę o codziennym szorowaniu, oooo niee. Ściany wszędzie mamy niekolorowe, a jak się doda do tego dziecko, to po niespełna pół roku już wiele miejsc nadaje się do malowania, bo farba zmywa się i owszem, ale do pomarańczu, który był pod spodem. Co innego zdjęcia z pinteresta, a co innego życie, więc mieszkanie trzeba dopasować również do jego trybu, możliwości, nie zapominając o funkcjonalności  Jak zobaczyłam poniższy obrazek, wiedziałam, że to jest to. Pochodzi z tego bloga.  Reszta domu nie jest do końca w moim stylu, ale kuchnia idealnie oddaje to, jak będzie wyglądała moja.

005

Z reguły składa się ona z szeregowej zabudowy jednakowych szafek plus sprzęt. Taadaam. No a ja, to ja i jak zwykle bym chciała trochę inaczej, więc szare szafki połączone z półkami z naturalnego drewna bardzo przypadły mi do gustu. Panele zamienić na małe prostokątne kafelki, blat na kamienny i nawet kanapki do pracy będę robiła Kochanie z przyjemnością. Jadalnie już Wam pokazywałam TU i TU i nawet TU i chyba się zgodzicie, że razem pięknie by to wszystko grało?