<p style="text-align: justify;">Wczoraj rano dostałam smsa od mamy czy na pewno wszystko dobrze, w odpowiedzi skąd takie pytanie - a bo nie było nic na blogu ani na instagramie :D Zatem gdyby ktokolwiek również odniósł takie wrażenie, to melduję, że dobrze :) W sumie szału nie ma, ale czego się spodziewać pod koniec ciąży. Zaczęło się. Nie śpię, bo mi niewygodnie, nie jem, bo mam zgagę, a do tego siedzę w domu i zaczynam wariować. Panikuję, bo nie wszystko jeszcze mam, a nie mam, bo nie wiem czy potrzebuję. Żeby sprawdzić, czytam w necie i mam w głowie jeszcze większy mętlik - woombie, szumisie, bambusowe kocyki, wózki, poduszki. Kaboom. W pierwszej ciąży byłam może mniej świadoma, ale czy przez to mniej szczęśliwa? Może dlatego, że była zupełnie bezproblemowa, a Antek był cudownym niemowlakiem, nie licząc krótkiego epizodu kolkowego, nie potrzebowałam zbyt wielu gadżetów. Wtedy nie przeglądałam też blogów parentingowych, pewnie nie było ich nawet tylu co teraz, nie korzystałam z porad wszystkich mądrych mam. Teraz odczuwam presję bycia gotową na każdą okoliczność, tworzę w głowie zasieki, jakbym czekała na największego wroga i musiała zapewnić sobie bezpieczeństwo, a przecież jest zupełnie odwrotnie! Tam w środku czeka mała, niewinna istotka, która nie potrzebuje nic więcej prócz mleka, suchej pieluchy i mojej miłości. Pewnie, że wszystko jest dla ludzi i po co sobie komplikować życie, skoro na każdym kroku jest tyle udogodnień, ale trzymajcie ze mnie kciuki, żebym nie dała się wciągnąć w wir konsumpcjonizmu. Nie jest łatwo.</p> <img class="alignnone size-full wp-image-4656" src="http://soie.pl/wp-content/uploads/2016/05/IMG_1914.jpg" alt="IMG_1914" width="800" height="533" />

Wczoraj rano dostałam smsa od mamy czy na pewno wszystko dobrze, w odpowiedzi skąd takie pytanie – a bo nie było nic na blogu ani na instagramie 😀 Zatem gdyby ktokolwiek również odniósł takie wrażenie, to melduję, że dobrze 🙂 W sumie szału nie ma, ale czego się spodziewać pod koniec ciąży. Zaczęło się. Nie śpię, bo mi niewygodnie, nie jem, bo mam zgagę, a do tego siedzę w domu i zaczynam wariować. Panikuję, bo nie wszystko jeszcze mam, a nie mam, bo nie wiem czy potrzebuję. Żeby sprawdzić, czytam w necie i mam w głowie jeszcze większy mętlik – woombie, szumisie, bambusowe kocyki, wózki, poduszki. Kaboom. W pierwszej ciąży byłam może mniej świadoma, ale czy przez to mniej szczęśliwa? Może dlatego, że była zupełnie bezproblemowa, a Antek był cudownym niemowlakiem, nie licząc krótkiego epizodu kolkowego, nie potrzebowałam zbyt wielu gadżetów. Wtedy nie przeglądałam też blogów parentingowych, pewnie nie było ich nawet tylu co teraz, nie korzystałam z porad wszystkich mądrych mam. Teraz odczuwam presję bycia gotową na każdą okoliczność, tworzę w głowie zasieki, jakbym czekała na największego wroga i musiała zapewnić sobie bezpieczeństwo, a przecież jest zupełnie odwrotnie! Tam w środku czeka mała, niewinna istotka, która nie potrzebuje nic więcej prócz mleka, suchej pieluchy i mojej miłości. Pewnie, że wszystko jest dla ludzi i po co sobie komplikować życie, skoro na każdym kroku jest tyle udogodnień, ale trzymajcie ze mnie kciuki, żebym nie dała się wciągnąć w wir konsumpcjonizmu. Nie jest łatwo.

IMG_1914