Poród

 Pomyślałam, że na świeżo warto byłoby opowiedzieć Wam co nieco o porodzie i pierwszych dniach po. Często wydaje się, że wizyta w szpitalu to wierzchołek góry lodowej i z utęsknieniem wyczekujemy tego momentu, nie myśląc za bardzo co będzie dalej. Poza tym, że doświadczymy największego cudu świata, należy się liczyć z bólem, dyskomfortem i tym, że na początku może być ciężko. Nie należy jednak się bać, strach nie pomaga, warto za to wiedzieć, czego się spodziewać i wcześniej się z tym oswoić.

Bazuję na własnych doświadczeniach, a mam w domu dwoje dzieci, więc nie traktujcie tego jako wyznacznik, u każdej kobiety może być nieco inaczej.

Wybierając szpital nie czytajcie opinii w internecie, popytajcie koleżanek, jeszcze w ciąży jedźcie zobaczyć jakie są warunki. Teraz rodziłam w tym samym co ponad 4 lata temu i z ciekawości zaczęłam przeglądać wpisy innych kobiet. Same negatywy – oczywiście przez to zaczęłam mieć wątpliwości, bo mimo, że za pierwszym razem wszystko było w porządku, to przecież przez tyle czasu wiele mogło się zmienić. Nie miałam jednak alternatywy, więc przyjęłam, że nie należy spodziewać się miłej atmosfery i dobrej opieki. Baaaardzo się rozczarowałam, bo nawet gdybym chciała, się do czegoś przyczepić, to nie mam do czego. Zarówno sam poród przebiegł świetnie, jak i czas, który musiałam tam spędzić upłynął mi w spokoju, a każda osoba, z którą miałam styczność była miła i życzliwie nastawiona. Na pewno dużo zależało ode mnie – nie panikowałam, nie występowałam w pozycji roszczeniowej, byłam uprzejma i uśmiechnięta. Dla każdej z nas poród to wydarzenie życia, ale nie spodziewajcie się, że wpadniecie do szpitala i otoczy Was chmara rozemocjonowanego personelu. Dla nich to rutyna i codzienna praca – rzecz jasna wszyscy powinni rzetelnie wykonywać swoje obowiązki, ale każdy jest człowiekiem.

Tylko skąd wiedzieć kiedy do tego szpitala jechać? Nie ma reguł, ufajcie swojej intuicji. W pierwszej ciąży nie miałam żadnych objawów i przeczuć, po prostu poszłam spać i obudziły mnie odchodzące wody płodowe. Od razu zebraliśmy się i ruszyliśmy w drogę, mimo, że nie towarzyszyły temu żadne inne dolegliwości. Urodziłam dopiero następnego dnia po podaniu oksytocyny, ale byłam pod stałą opieką, a to ważne. Teraz było zupełnie inaczej, od miesiąca przed terminem ciało przygotowywało się do porodu – bóle podbrzusza i kręgosłupa były normą i łudziłam się, że spotkam się z synkiem wcześniej. Nic z tego, co prawda stało się to tylko dwa dni po terminie, do szpitala wysłały mnie dopiero regularne skurcze, ale nawet w trasie nie byłam pewna, czy nie jadę za wcześnie. Wszystko zadziało się błyskawicznie i okazało się, że idealnie wyczułam moment.

Jeżeli wszystko przebiega prawidłowo, po wypełnieniu dokumentów i wstępnych badaniach – KTG, USG i badanie ginekologiczne jedziemy na porodówkę :) I faza porodu może potrwać kilka godzin i trzeba się uzbroić w cierpliwość. Po przebraniu się w koszule, kolejne KTG i wypełnienie planu – dzięki niemu położna będzie wiedziała jakie macie oczekiwania i jak się zachowywać – czy zastosować znieczulenie, czy partner ma być z Wami cały czas czy podczas badań można go wyprosić, żeby się za dużo się nie naoglądał, czy chcecie decydować o najwygodniejszej pozycji itd. To jest standard i macie prawo, o niego poprosić, gdyby osoba, która się Wami zajmuje nie dała Wam szansy na wybór. Wszystkiego jednak nie da się zaplanować, ja chciałam być twardzielką i zaznaczyłam tylko naturalne formy łagodzenia bólu – śmiałam się do Kamila, że jak będzie bardzo bolało, to mi się odechce więcej dzieci :D Jednak w momencie, gdy skurcze były już bardzo mocne i zaproponowano mi kroplówkę ze środkiem przeciwbólowym plus gaz, to nie odmówiłam. Myślałam, że wspomagacze ingerują w naturę i komplikują sprawę, ale gaz jest świetny. W momencie skurczu nie koncentrujecie się na bólu, tylko na oddychaniu, a to ułatwia poród. Kilka wdechów i nie mogłam uwierzyć, że zaczęła się II faza i za chwilę zobaczę moje dziecko.

To prawda, że w tym momencie zapominamy o tym co wydarzyło się chwilę temu i jak bardzo bolało, ale nie myślcie sobie, że to już koniec. Przed Wami jeszcze łożysko i pogawędka z położną/lekarzem podczas szycia – to nieprzyjemne, ale trzeba przeżyć. Nie dotyczy to co prawda wszystkich, jednak warto się nastawić (później zabierajcie do łazienki tantum rosę w butelce z dzióbkiem;))

Na pewno dobrze spakowana torba ułatwi Wam pobyt w szpitalu – tutaj o tym co spakować dla nas, a tutaj co zabrać dla maleństwa. Przydało się wszystko, niczego nie zabrakło. Sukienka z granatOVO sprawdziła się idealnie, wykorzystałam nawet opcję kangurowania, bo jednego wieczoru mały bardzo płakał i nie chciał samotnie leżeć, a tak podtrzymany warstwą materiału i jedną ręką pozwolił mi w spokoju umyć chociaż zęby. Nie było żadnego problemu z bielizną (siateczkowe bokserki), nikt nie zwrócił na to uwagi. Warto było również spakować w rożek pierwsze ubranko dla malucha, obolała i wymęczona nie musiałam szukać gorączkowo w torbie wszystkich potrzebnych rzeczy po pierwszej kąpieli. Jeżeli wszystko będzie w porządku, to spędzicie w szpitalu 2 doby. Nie są to wczasy w hotelu, ale jak dla mnie było spoko, nawet jedzenie nie najgorsze. Przygotujcie się tylko, że apogeum osiągnie częstotliwość rozkładania nóg przed obcymi ludźmi i porad, jak zajmować się dzieckiem. Nawet jak wiecie swoje, to nie ma co się sprzeczać, przecież zaraz będziecie w domu i nie ma po co się denerwować. U mnie położne same proponowały środki przeciwbólowe, często zaglądały pytając czy wszystko jest w porządku – nie wstydźcie się prosić o pomoc, nie musicie być idealne, w tak ekstremalnej sytuacji nawet nie powinnyście.

Wracamy i bach, kolejne zmierzenie z rzeczywistością. Możecie być jeszcze bardzo osłabione, szwy nie pozwalają wygodnie usiąść, a noworodek ciągle domaga się mleka. A brodawki bolą – na początek można się wspomóc maścią, a gdy pokarmu będzie więcej przy i po karmieniu wystarczy smarować je własnym mlekiem, mi wystarczyło. Pierwszy tydzień może być trudny, więc nie bądźcie siłaczkami i skorzystajcie z opieki partnera i rodziny. Nie chcemy bejbi bluesa.

W ciągu 48 godzin od wyjścia ze szpitala powinna odwiedzić Was położna – jeżeli tak się nie stanie, to zadzwońcie do przychodni. Mnie podobno szpital nie zgłosił i musiałam się upomnieć. Obejrzy maluszka, sypnie garścią porad, a po ok.5-6 dniach ściągnie szwy – dopiero wtedy zaczęłam normalnie funkcjonować.

Jak widzicie, to nic strasznego, samo życie i z każdym dniem coraz mniej się pamięta o ciąży i dolegliwościach, które nam towarzyszyły, o bólu związanym z porodem czy problemach zaraz po. Ani personel szpitala, ani tym bardziej dziecko nie są Waszym wrogiem, lepiej się nastawić na tak, niż blokować byciem na nie. Wiadomo, że wiele będzie trzeba przewartościować, nieraz zmienić plany i sobą zająć w drugiej kolejności, ale każdy dzień z małym człowiekiem jest tego wart.

IMG_1989[1]

Jeżeli coś nie jest dla Was jasne, a wiem, że często się niejasno wyrażam ;), chciałybyście się poradzić czy chociażby mogę Was wspomóc dobrym słowem, to walcie jak w dym – tutaj czy na maila. Trzeba się wspierać, a u mnie nie ma tabu!