Baby is coming!

It’s official! W końcu mogę się z Wami podzielić szczególnie ważną dla mnie wiadomością, która wpływa na moją nieobecność. Jestem w 12 tygodniu ciąży :) Czekałam z nowinami, bo wiadomo, że pierwszy etap jest szczególnie narażony na niebezpieczeństwa i różnie bywa z utrzymaniem tego stanu. Wczoraj miałam ważne badania, na których lekarz uspokoił mnie, że maleństwo rozwija się prawidłowo i nie ma żadnych powodów do stresu. Co więcej obraz na monitorze kilkukrotnie dość jasno wskazał, że to dziewczynka. Chłopcy zachwyceni, Antek od początku mówił o siostrze, a Kamil dumny, bo byłaby z nas książkowa rodzina. Różowych ubranek i tak pewnie nie będzie w szafie zbyt wiele, więc za jakiś czas asekuracyjnie zacznę kompletować neutralną wyprawkę, żeby nie było niespodzianek.

Wcześniej twierdziłam, że i ciąża i poród to sielanka i bułka z masłem, ale cofam, bo mojego samopoczucia zupełnie nie da się porównać do stanu sprzed prawie 5 lat. Raz wiek nie ten, a dwa nie ma reguł. Najgorszy okres przypadł akurat na szarugę i depresyjny okres, a po dodaniu do tego mdłości i ciągłego zmęczenia nie jest dobrze. Gdyby nie ciąża, zaczęłabym się poważnie nad sobą zastanawiać,  bo ograniczenie aktywności do pracy, snu i jedzenia to nie jest dobra opcja na dłużej. Podobno zaraz to minie i wrócę na szczyt swoich możliwości, nie mogę się doczekać.

Teraz muszę sobie uporządkować sytuację zawodową, ale jestem przekonana, że wszystko będzie dobrze i od stycznia będę pracowała tylko w domu. Spodziewajcie się zatem, że uraczę Was ciążowymi rozterkami i postaram się przy tym nie wyglądać jak ziemniak, bo chyba nawet spodnie na gumkę mogą być stylowe? ;)

IMG_9733