W KUCHNI

20 marca / dzień bez mięsa

Musiałam się zastanowić jak długo już moja dieta opiera się na produktach roślinnych, bo stało się dla mnie to tak naturalne, że nie wyobrażam sobie, żebym miała wrócić do starych nawyków i codziennie na śniadanie zjadać kanapkę z szynką. W tym roku wbiją 3 lata większej świadomości w odżywianiu, nie określam się w żaden sposób, staram się po prostu ograniczać produkty zwierzęce i jeść racjonalnie. W naszym domu znajdziecie jajka i miód z lokalnych gospodarstw, czasem kupuję kozi ser albo jogurt naturalny, a jak najdzie mnie ogromna ochota na mięso, zjem. Baa, ostatnio upiekłam nawet kurczaka, bo taką zachciankę mieli moi chłopcy, a wolę żeby zjedli ekologicznego w domu niż byle co w knajpie. Skończyło się jednak na tym, że poskubali i zgodnie stwierdzili, że ani smak ani struktura nie są tak pyszne jak im się kiedyś wydawało. Sukces! Uważam, że nie warto popadać w skrajności, ani na siłę ograniczać i zmuszać do trzymania ścisłej diety, bo na dłużą metę skończy się i wyrzutami sumienia i tęsknotą za tym, co zakazanie.
20 marca jest Dzień bez mięsa, może spróbujecie? Potem dodajcie kolejny i następny, aż zobaczycie jak wspaniałe stanie się Wasze samopoczucie jeśli zaczniecie odżywiać organizm, zamiast truć produktami, które nam nie służą. Na spokojnie, bez przymusu. Warto też pomyśleć o naszej pięknej planecie, bo przemysł mięsny jest jednym z najbardziej zanieczyszczających środowisko i z etycznego punktu widzenia wręcz należy ograniczyć jego spożycie.
Zmiana nawyków i podejścia do gotowania wymaga odrobiny cierpliwości, ale jesteśmy w tak uprzywilejowanej sytuacji mając dostęp do przepisów i produktów z całego świata, że nie ma wymówek. Kuchnia roślinna może być przepyszna i różnorodna, potrzeba tylko otwartości i chęci.
Na zachętę przygotowałam dla Was trzy posiłki zainspirowane recepturami ze strony przepisy.pl. Trochę improwizowałam, ale na tym polega cała przyjemność gotowania, trzeba się tym bawić.

Na śniadanie szef kuchni serwuje dziś klasykę gatunku czyli owsiankę. Oglądałam kiedyś eksperyment, który dowiódł, że to najlepsza opcja na poranek i tego się trzymam. Każdy ma własne preferencje i jestem przekonana, że metodą prób i błędów znajdziecie w końcu taką, która będzie Wam smakowała i zapomnicie o mdłej ciapie. Dodajcie owoce sezonowe, garść orzechów i pełnowartościowy posiłek gotowy. Lubię taką najprostszą, gotowaną na mleku roślinnym z odrobiną cukru. Skusiłam się na truskawki, ale to jednorazowy wybryk, będę cierpliwie czekać na krajowe, za to słonecznik wprowadzam na stałe!
Przepis tutaj.

Zgłodnieliście już trochę? To zapraszam na talerz pachnących pieczonych warzyw! Młodych ziemniaczków jeszcze nie uświadczymy, ale te „stare” wcale nie są gorsze. Zanim wiosna rozgości sie w warzywniaku sięgnijcie po pietruszkę, bataty i marchewkę i zajadajcie z ulubionym sosem albo guacamole. Do tego micha lekkiej sałaty i obiad z głowy. Najczęściej robię sos z miodu, musztardy i oleju – po łyżce do słoika, wstrząsamy i gotowe.
Przepisy znajdziecie tutaj i tutaj.

Przydałoby się jeszcze coś słodkiego, prawda. Może tort? Za to taki, który można jeść bez wyrzutów sumienia. Lekkie naleśniki przełożone domowym kremem czekoladowym, bananami i odrobiną babcinego dżemu. Przygotowanie go nie zajmuje więcej czasu niż klasycznych zawijańców, za to efekt robi większe wrażenie. Następnym razem spróbuję z prażonymi jabłkami.
Naleśniki robię wg tego przepisu, zwiększam tylko ilość składników 😉

Smacznego!

 

P.S. Wpis przygotowałam jeszcze przed kwarantanną, ale jakbym podświadomie czuła, że trzeba iść w prostotę. Jestem daleka od paniki, ale w momencie, gdy co najmniej nierozsądnym jest codziennie chodzenie do sklepu, warto posiąść umiejętność pysznego gotowania ze zwyczajnych składników. Zawsze mam w domu zapas suchych produktów, potrafię zrobić chleb i makaron,  a białko roślinne może spędzić w szafce długie miesiące. Mięso bez lodówki jest śmieciem. Nie każdy musi być mistrzem kuchni, ale dbajcie o siebie!

Naturalne sposoby na przeziębienie

Dzień dobry w pierwszy dzień jesieni!

Nie wiem jak u Was, ale nad morzem aura już od jakiegoś czasu wskazywała na zmianę pory roku i mamy za sobą pierwsze grupowe chorowanie. Nie ma jednak tego złego, bo dzięki temu uporządkowałam sobie sposoby na walkę z przeziębieniem i mam nadzieję, że i Wam się ta lista przyda. Natura wymyśliła dla nas wszystko co najlepsze, wystarczy skorzystać, ale też w porę zareagować. Jeśli w momencie osłabienia zbagatelizujemy problem, to później niestety będzie trudno wyleczyć się bez chemicznych środków. Bacznie się obserwujcie i jak tylko zaczniecie pociągać nosem, wzmocnijcie od środka. Najlepiej korzystając z kilku sposobów na raz, bo to nie są cuda i nie ma co się łudzić, że łyk syropu od razu postawi nas na nogi. U mnie z reguły potrzeba 2-3 dni, abym czuła się zupełnie dobrze. U dzieci stosuję również środki homeopatyczne, bo nie są fanami czosnku z cebulą.

Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem.

Hipokrates


Szot witaminowy

  • sok z dwóch cytryn
  • dwa ząbki czosnku wyciśnięte przez praskę
  • łyżeczka imbiru lub kawałek starty na tarce
  • pół łyżeczki kurkumy
  • pół łyżeczki chilli
  • łyżeczka cynamonu
  • łyżeczka miodu

Wszystko wrzucam do słoika i wstrząsam. Piję łyżkę stołową co jakiś czas i kilka łyków przed snem.

Syrop z cebuli – pewnie każdy ma już swój przepis, a jak nie to odsyłam tutaj.

Kisiel z siemienia lnianego na gardło – 2 łyżki siemienia lnianego gotowane przez 15minut w 250 ml wody. Ja gotuję całe ziarna i wypijam je razem z kisielem. Można odcedzić oraz wzmocnić go sokiem, miodem lub przyprawami.

Płukanka do gardła:

– woda z wodą utlenioną w proporcji pół szklanki na łyżeczkę

 – pół szklanki ciepłej wody, do której dodajemy po pół łyżeczki dentoseptu, octu jabłkowego i soli

Sanie oleju – przepłucz usta wodą i weź do ust łyżkę oleju roślinnego (np. lniany, kokosowy, słonecznikowy). Należy trzymać go w jamie ustnej ok.15 minut, jeśli nie dacie rady wypluć i zacząć jeszcze raz. Wypłukać usta wodą i gotowe.

Złote mleko – klasyk z dzieciństwa. Trzeba tylko zaraz po wypiciu nałożyć ciepłe skarpety i opatulić się kołdrą. W garnku podgrzewamy mleko z dodatkiem masła. W międzyczasie wyciskamy przez praskę ząbek czosnku i odkładamy. Gdy mleko nieco przestygnie dodajemy do niego łyżkę miodu, czosnek i łyżeczkę kurkumy.

Woda utleniona do ucha – to dyskusyjna metoda, bo podobno nie powinno się niczego wlewać do ucha, ale kilka razy stosowałam i pomogło. Kładziemy się na boku i wlewamy 3 krople wody, czekamy kilka minut aż przestanie bąbelkować i wycieramy nadmiar. Powtarzamy z drugiej strony.

Duże dawki witaminy C – badania nie są w tej kwestii jednoznaczne, ale zaszkodzić nie zaszkodzi, a może nieco skrócić cierpienia. Najwyżej pojawi się lekki efekt przeczyszczający, chociaż nie proponuję faszerować się aż do tego momentu.

Aromaterapia / gorąca kąpiel – olejki eteryczne albo nawet znany wszystkim Amol to świetni pomocnicy. Nie wyleczą, ale złagodzą objawy takie jak zatkany nos czy ból głowy. Gorąca kąpiel z dodatkiem lawendy, eukaliptusa albo tymianku to świetny pomysł przed snem. Można dodać również sodę oczyszczoną albo sól, aby pozbyć się toksyn.

Napary ziołowe – nawadnianie jest bardzo ważne na co dzień, a już szczególnie w momencie obniżenia odporności trzeba zadbać o odpowiednią ilość płynów. Ciepła woda i zioła to najlepszy wybór. Czystek, lipa, szałwia, rumianek albo gotowe mieszanki. Do tego naturalny sok z malin czy bzu albo miód.

Wzmacniające posiłki – na przykład rozgrzewająca zupa plus długo gotowany ryż albo kasza jaglana z dodatkiem oleju i startej marchewki/jabłka. Unikam wtedy ciężkich potraw, aby organizm nie tracił niepotrzebnie energii na trawienie. Jak już najgorszy etap choroby minie warto wzmacniać się kiszonkami, świeżymi warzywami/owocami oraz dodatkiem wartościowych nasion i orzechów.

Odpoczynek i spokój – czasami nie da się po prostu niczego przyspieszyć i trzeba zgodzić się na kilka dni lenistwa. Nasz organizm jest mądry i jeśli tylko będziemy go uważnie obserwować, da znać czego mu trzeba. Oczywiście można zamaskować objawy, ale każdy dąży do równowagi i jej brak będzie skutkował złym samopoczuciem.


Ważne jest również, jak żyjemy na co dzień, dlatego warto zadbać o wzmacnianie odporności i wprowadzić zdrowe nawyki. Postaram się przygotować również taki wpis, aby choroby pojawiały się rzadko i przebiegały łagodnie.

na zdjęciu przepyszne soki wyciskane metodą cold press – 1,5 kg dobroci w jednej butelce!

Polecam Wam również blog Marcina (Pan Tabletka) oraz Agnieszki Maciąg, gdzie znajdziecie więcej inspiracji i przepisów.

Holistycznie

Ciężki jakiś ten początek marca – przesilenie, pochmurna pogoda i marazm wzięły mnie w swoje objęcia, ale chwilę się poprzytulaliśmy i już mogę wracać do siebie. 

Zbliżają się kolejne 30te urodziny i na początku roku postanowiłam, że w prezencie zafunduję sobie botoks, żeby rozluźnić nieco zmarszczone czoło. Byłoby to jednak pójście na łatwiznę i tylko zatuszowanie problemu, a jednak sama je tak sobie załatwiłam i teraz muszę popracować, żeby wyglądać i czuć się lepiej. Poszperałam, poczytałam i zanim sięgnę po radykalne rozwiązania rzucam sobie wyzwanie, aby sprawdzić czy holistyczne zadbanie o siebie przyniesie efekty. Muszę się ukochać, tak szczerze, całościowo, żeby później powiedzieć , dobra babo, zrobiłaś co mogłaś.

Prowadzę raczej zdrowy tryb życia, ale na pewno jest jeszcze wieeeele do poprawienia, żeby wskoczyć piętro wyżej i skoro wiosny nie widać, to ponure popołudnia są świetnym pretekstem, aby się sobie przyjrzeć. Każda z nas ma inne potrzeby, ale ciało to ciało, wiele nas nie różni, czysta biologia. Co zamierzam?

  • pić odpowiednia ilość wody. Jest to w zasadzie najprostszy sposób poprawy wyglądu i samopoczucia, ale tak ciężko mi wyrobić nawyk, że po tygodniu pilnowania się, dwa tygodnie lecę na kawie i tak w kółko. Rano szklanka ciepłej wody plus olej lniany, szklanka przed snem i butelka 750ml w ciągu dnia to moje minimum i będę się tego trzymać choćby nie wiem co.
  • odżywianie. Tu łatwo sobie pofolgować i naprawdę podziwiam jak ktoś jest tak maksymalnie zorganizowany, że nie sięga po niezdrowości. W słabszych momentach zawsze rzucam się na słodycze, staram się robić je w domu, ale drożdżówką nie pogardzę. No a po drożdżówce z kawką nie bardzo chce się już jeść. Staram się, aby chłopcy dobrze się odżywiali, a sama często nie świecę przykładem, najgorzej. Może to i głupie, ale zakupiłam w końcu porządny blender i myślę, że będzie to dobry wstęp do wskoczenia na dobre tory. Mając narzędzia będę mogła sama zrobić więcej rzeczy, bez poświęcania na to mnóstwa czasu – koktajle, hummusy, roślinne mleko, masło orzechowe, nie ma problemu. 
  • codzienny masaż twarzy. Teraz wydaje mi się to tak logiczne, że mogę tylko pluć sobie w brodę, że nie robiłam tego już kilka lat wstecz. Zazwyczaj orientujemy się, gdy już matka natura zrobi swoje i chociaż nawet wtedy warto się masować, to jednak dużo lepiej byłoby dbać o przepływ limfy regularnie, zanim to nastąpi. Przydałoby się też wzmocnić mięśnie – tak, na twarzy mamy mięśnie, brawo Sherlocku i nawet oglądając serial można trochę je ruszyć. Niżej wklejam kilka filmów, u mnie będzie to wypadkowa wszystkich, tak żeby była to dla mnie też przyjemność, a nie tylko sztywny schemat. 

Jest to na tyle dużo, że na pewno będę mogła za miesiąc ocenić efekty, ale też na tyle mało, że nie mam absolutnie żadnej wymówki, żeby o siebie nie zadbać. Holistycznie. 

Nie będę robić żadnych porównań przed i po itd. Niczego nie chcę też udowadniać, ale może Was zainspiruję  i też postanowicie bardziej się ukochać. Dla siebie. 

Westwing Home & Living