W KUCHNI

Urodziny / na słodko

W weekend świętowaliśmy urodziny Antka – wyobrażacie sobie, że mój mały chłopiec ma już 6 lat i lada moment pójdzie do szkoły. Później tylko czekać aż przyprowadzi do domu dziewczynę i oznajmi, że się wyprowadza. Ciężko pojąć.

Póki mam go jednak na wyłączność (i co najmniej raz dziennie marzę, aby się wyprowadził ;)), to jak co roku szykujemy słodkości i przyjmujemy gości. Nie opanowałam jeszcze sztuki pieczenia wegańskiego biszkoptu, więc zamiast tortu stanęło na jagielniku. Musiał być z Oreo, a dużo Oreo plus kremowa masa = sukces. Jeśli jeszcze nie próbowaliście, to serdecznie polecam, robiłam wg tego przepisu, ale z większą ilością ciastek.

Do tego przesłodkie banoffee podawane w szklankach, połączenie orzechowego karmelu, banana i kokosowej śmietanki zadowoli największego łasucha, a do tego jest banalne w przygotowaniu. Przepis tutaj.

Jako dodatek na szybko ukręciłam muffiny, które zawsze wychodzą (klik). Aktualnie używam do nich mleka roślinnego i nie zawsze dodaję jajko, a nie zdarzył się zakalec. Tym razem do środka dodałam dropsy z ciemnej czekolady. Przy okazji dorzuciłam na blachę ciasto francuskie pokrojone z małe kwadraty, posmarowane miodem.

Solenizant samodzielnie wybiera prezenty, ale muszę przyznać, że w tym roku okazał się bardzo rozsądny i zażyczył sobie same fajne rzeczy, a nie jednorazowe fanty. Pudło Clics, PlayDoh Dentysta i Twister, z którego mamy chyba jeszcze większą radochę niż on.

Pij wodę, będziesz zdrowy!

Woda to życie, tak mówi mój sześcioletni syn i cieszę się, że tak myśli. Z resztą oboje z Kostkiem nie mają problemu z jej piciem i nie proszą nawet o inne napoje. Gorzej zawsze było ze mną i nigdy nie wyrobiłam w sobie takiego nawyku, ale skoro postanowiłam inaczej się odżywiać, to naturalnym było, że kwestią odpowiedniego nawodnienia organizmu również należałoby się zająć. Owszem, miałam lepsze momenty, ale ciągle daleko do regularności. Nie pomogła nawet wizyta w szpitalu z powodu kolki nerkowej – przysięgam, ból gorszy niż podczas porodu.

Dlaczego jeszcze tak mi na tym zależało i dlaczego warto sięgać po wodę?

  • zbyt mała ilość płynu skutkuje słabszym samopoczuciem, pojawiają się bóle głowy, a w następstwie trwałego odwodnienia choroby nerek, problemy z trawieniem i kłopoty z układem krążenia.
  •  usuwa toksyny z organizmu i przyspiesza metabolizm
  • poprawia wygląd skóry – cera jest lepiej nawilżona, grubsza i jędrniejsza, a zmarszczki mniej widoczne
  • wspomaga wchłanianie wartości odżywczych i reguluje pracę wszystkich narządów wewnętrznych
  • pomaga w odróżnieniu pragnienia od głodu, tym samym dostarczając odpowiednią ilość wody, mniej jemy i łatwiej utrzymać zgrabną sylwetkę

Na początku starałam się mieć zawsze zapas wody butelkowanej, bo do picia z prosto z kranu nie mogę się przekonać, a przegotowana nie jest dobra, więc to nie było ani wykonalne ani ekologiczne. Zainteresowałam się alternatywą w postaci butelek wielorazowych z filtrem węglowym – wybrałam butelkę i dzbanek od marki bobble i z ręką na sercu przyznaję, że to działa. Zawsze mam obok napełnioną butelkę i nawet nie wiem kiedy znika jej zawartość, a że napełnia się ją kranówką, to nie mam dla siebie wymówki. W kuchni stoi dzbanek i rano automatycznie wstawiam czajnik, aby zaparzyć kawę i nalewam szklankę wody, tak samo gdy przygotowuję posiłek dla rodziny. Filtry działają przez ok.2 miesiące, więc wychodzi taniej niż gdybym kupowała gotowy produkt, tu cena za litr to trochę ponad 30 groszy i ogromny ukłon w stronę środowiska. Na rynku jest kilka firm stosujących takie rozwiązanie, ale nie ukrywam, że lubię otaczać się ładnymi przedmiotami, a bobble ma świetny design, a wykorzystany plastik jest miękki i lekki, więc chętnie wrzucam butelkę do torebki. Woda ma czysty smak, bez żadnych domieszek, więc nie można tłumaczyć się, że się jej nie lubi, a jak wolicie doprawioną, to jest też opcja wrzucenia sobie do środka ulubionych dodatków. Dla mnie bomba i chyba będę musiała dokupić kolejne, bo chłopcy również są zachwyceni i zaczęły się bitwy ;)

 

Wegańskie masło

Świeży chleb z masłem to jedno z najpyszniejszych połączeń na świecie i przyznam, że trochę brakowało mi tego smaku po zrezygnowaniu z nabiału. Próbowałam już zrobić alternatywę  z jakiegoś przepisu wyszukanego w necie, ale to zupełnie nie było to, a że teraz jemy kanapki głównie z warzywnymi pastami i pasztetami, to nie stanowiło to dużego problemu. Wczoraj jednak ugotowałam sporo kaszy jaglanej i szukając inspiracji jak ją wykorzystać trafiłam na recepturę na smarowidło.

Jestem zachwycona! Dzięki dodatkowi kaszy masło jest kremowe i naprawdę bardzo dobrze udaje to z krowiego mleka. Nawet jeśli nie jesteście na diecie wegańskiej, to warto spróbować, bo ceny w sklepach poszybowały w górę, a robi się je naprawdę raz dwa.

Przepis pochodzi z bloga Veganbanda.

  • szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
  • pół szklanki mleka sojowego
  • pół szklanki płynnego oleju kokosowego
  • pół łyżeczki soli himalajskiej i szczypta kurkumy

Wszystkie składniki dokładnie miksujemy blenderem ręcznym i przekładamy do pojemnika. Przechowujemy w lodówce, najlepiej pod przykryciem, bo na wierzchu tworzy się skorupka, ale za to nawet jak zapomnicie je wyjąć, to cały czas jest miękkie. Olej i mleko można zastąpić innymi, ale nie wiem na ile wpłynie to na efekt końcowy, dla mnie takie jest idealne i na stałe zagości w kuchni.

Westwing Home & Living