URODA

L’occitane

Od jakiegoś czasu jestem rozpieszczana przez L’occitane i jako jedna z ambasadorek mam możliwość sprawdzenia na własnej skórze, jak działają kosmetyki tej marki. Przyznam, że to bardzo przyjemne – zapachy, konsystencje, skuteczność, wszystko jest na wysokim poziomie. Nie mam obowiązku pisania o tym na blogu, ale może w natłoku informacji i multum nowości na rynku jeszcze nie miałyście okazji bliżej poznać mazideł z Prowansji.

Wrześniowym umilaczem jest Beauty Box skomponowany przez Agnieszkę Maciąg, którą bardzo podziwiam i nie ukrywam, że dzięki temu byłam nim jeszcze bardziej zainteresowana.

Krem do rąk z masłem shea – to chyba najpopularniejszy produkt marki. Nic dziwnego, bo jest treściwy, ale szybko się wchłania i świetnie wygładza dłonie. Ma delikatny zapach, wygodną tubkę, nie można mu nic zarzucić.

Migdałowy olejek pod prysznic – coś dla leniuszków. Przyznam, że nie jestem wzorem systematyczności – nakładam balsam po każdej kąpieli, po to, aby później nie nakładać go wcale i oprzytomnieć, gdy skóra zrobi się sucha. To rozwiązanie jest w sam raz dla mnie, nawilża podczas mycia, idealnie. Znowu o zapachu, ale to mocna strona tych produktów, jest wyważony i naturalny, miło otula ciało.

Odbudowujący szampon do włosów suchych i zniszczonych – nauczyłam się już, że szampon szamponowi nierówny i nie warto na nim oszczędzać skupiając się tylko na lepszej odżywce. Czystość i świeżość, to pierwsze o czym pomyślałam po użyciu. Niewielka kropla po jednokrotnym użyciu świetnie oczyściła skórę głowy, a często mam wrażenie, że włosy nawet po dokładnym szorowaniu pozostają oblepione u nasady. Niebawem napiszę Wam dokładniej jak je aktualnie myję, bo jak się okazuje to też jest istotne.

Mleczko do ciała Werbena –  mimo, że nie byłam fanką cytrusów na sobie, to już latem smarowałam nim skórę i jestem skłonna przyznać się do błędu. W połączeniu z pomarańczą i geranium pachnie lepiej niż niejedne perfumy. Wchłania się w mig, skóra jest gładka, a łazienka wypełniona wakacyjnym zapachem.

Krem Divine – nałożyłam go na noc i obudziłam się z cudownie odżywioną skórą, ale okazało się, że z moją tendencją do zapychania jednak jest dla mnie „za bogaty”. Przekazałam go mamie, która jest wymagającą recenzentką i potwierdziła moje odczucia, z tym że przy jej dojrzalszej cerze sprawdził się bez ale – cera po użyciu była wypełniona, nawilżona i aksamitnie gładka. Cena jest zaporowa, ale przy większej zasobności portfela warto się zainteresować.

Generalnie to bardzo dobre kosmetyki, składniki są wysokiej jakości i pochodzą ze sprawdzonych źródeł, a nad kompozycjami pracuje sztab specjalistów. Marka jest zaangażowana społecznie, jej celem jest czerpanie tego, co najlepsze z natury i wydobywanie z niej piękna. Zawsze jestem sceptycznie nastawiona, bo potrafię sama zrobić podstawowe rzeczy i niełatwo mnie zwabić, ale przyznaję, że L’occitane zdobyło moje uznanie.

Znacie, lubicie?

Jak wyglądać na ogarniętą, gdy się nie ogarnia

Do wpisu o przewrotnym tytule zainspirował mnie jeden z komentarzy na facebooku: „Jak dobrze wiedzieć, że nie jestem jedyna, bo już zaczynałam myśleć, że coś ze mną nie tak, no bo przecież inne mamy dają radę. Idąc z małą na zakupy patrzyłam na mamuśki umalowane, uczesane, paznokcie pięknie pomalowane, a ja??? Nie umalowana, tłuste włosy, stary lakier na paznokciach, ehh”

Dbanie o siebie to kluczowy element dobrego samopoczucia, którego nie da się pominąć w budowaniu poczucia wartości i pewności siebie. Przykładanie uwagi do wyglądu to nie jest przejaw niezdrowego egoizmu czy narcyzmu, to norma. Troska o ciało i samopoczucie to coś, o czym wiele z nas zapomina koncentrując uwagę na dzieciach, partnerze, domu, a wystarczy kilka trików, żeby na tym przysłowiowym placu zabaw nie czuć się jak ostatnia sierota, która najchętniej zakopałaby głowę w piaskownicy. Przez lata wychodzenia z domu w pośpiechu wyłapałam już co się sprawdza i bardzo liczę na Wasze patenty, bo jesteście niezastąpione w uzupełnianiu moich myśli.

Umówmy się, że doklejone rzęsy i hybryda nie zrobią z nas damy, trzeba zacząć od podstaw i zbudować bazę, która niezależnie od okoliczności sprawi, że będziemy wyglądać dobrze i sprawiać wrażenie doskonale zorganizowanych.

1. Pielęgnacja to kluczowy element dbania o cerę. Znajdźcie te 10 minut wieczorem i zaoszczędzicie ten czas przed wyjściem na tuszowanie niedoskonałości. Na twarzy widać zmęczenie i upływające lata. Niedostatek snu, stres i brak rutynowych czynności szybko dadzą o sobie znać, więc tu kluczowa jest systematyczność. Porządne oczyszczenie twarzy połączone z masażem, serum z witaminą C, mocno nawilżający krem albo olejek nałożony na wilgotną skórę, peeling i maseczka dwa razy w tygodniu, tyle wystarczy, aby polepszyć wygląd. Mocny makijaż dodaje lat, więc nie ma co się katować konturowaniem twarzy i dorysowywaniem brwi – lekki podkład, róż i szminka zbliżona do koloru ust w połączeniu ze zdrową cerą będą okej.

2. Włosy – cierpiąc na niedoczas najlepiej postawić na kolor zbliżony do naturalnego i długość umożliwiającą ich związanie. Często poleca się kobietom po porodzie obciąć włosy na krótko, bo i tak wypadną i tak jest wygodniej – bzdura. Fryzura na chłopaka z gniazdem od poduszki na pewno nie polepsza nastroju i niestety niewiele kobiet może sobie na taką pozwolić, aby wyglądać korzystnie. Duży odrost przy dużo ciemniejszych lub rozjaśnionych kosmykach również nie sprawi, że będziecie wyglądały na zadbane. Jeżeli nie możecie sobie pozwolić na regularne wizyty u fryzjera, to nie eksperymentujcie i postawcie na prostotę.

3. Pozostając w temacie włosów – ile razy byłyście wkurzone, bo nie zdążyłyście ich umyć przed wyjściem? Mnie się zdarzało, dlatego staram się zawsze mieć w łazience suchy szampon, a jeśli się skończy, można poratować się mąką ziemniaczaną, która usunie nadmiar sebum. Szybkie odświeżenie obije włosy od nasady, pozwoli przetrwać i wyglądać schludnie. Oczywiście to nie jest codzienne rozwiązanie, ale zbyt częste stosowanie środków myjących też wcale nie jest dla nas korzystne – warto czasem odpuścić i dzięki temu przyzwyczaić skórę głowy do 2 czy 3 dni bez szamponu.

4. Zadbane dłonie. Nie jestem fanką wymyślnego manicure, tym bardziej na długich paznokciach, ostre kolory, misterne wzory czy dżety nie kojarzą mi się z klasą. Zamiast tego wybieram krótką płytkę pomalowaną na neutralny kolor. Dlaczego? Czerwony lakier po odpryśnięciu nie wygląda ładnie, a do tego cholernie ciężko mi się go zmywa. Czasem się skuszę, ale zaraz żałuję, za to beż lub jasny róż to idealne rozwiązanie dla osób, które samodzielnie dbają o dłonie i nie mają sprzątaczki.

5. Proste ubranie, które pasuje do sylwetki. Lubię ciuchy, ale nie będę ściemniać, że idąc na plac zabaw komponuję wymyślne zestawy. Bardziej zależy mi na tym, aby włożyć coś na tyłek, bo dzieci już gotowe i stękają pod drzwiami. Jeansy, gładka bluzka, wygodne buty i drobne dodatki to rzeczy, które wybieram najczęściej. Nie mam nic przeciwko dresom, o ile nie są powypychane na kolanach i wybierane świadomie. Legginsy i tunika z nadrukiem to nie jest dobry strój, tak samo jak wyzywająca sukienka i buty na obcasie, które w codziennych sytuacjach wyglądają pretensjonalnie.

6. Czarne skórzane buty powinny znaleźć się w każdej szafie. Wiem, że macie alergię na słowo „must have”, ale to jest moim zdaniem must have. W pewnym wieku trampki z Pepco po prostu nie przystoją i nie przyjmuję tłumaczenia o braku kasy.  Nie jest wielkim wyrzeczeniem odłożyć co miesiąc chociażby te 50zł i raz na pół roku kupić dobre gatunkowo obuwie. Za 3 stówy naprawdę nie ma problemu, żeby znaleźć coś fajnego, a mając już załóżmy baleriny i botki, można poszerzać zawartość garderoby. Dlaczego czarne i skórzane? Ponieważ pasują do każdego ubrania i można je wypastować, jeżeli obetrzecie je podczas spaceru.

7. Podkręć strój dodatkami. Fajny pasek, szalik czy kolczyki sprawią, że całość nie będzie wyglądała na przypadkową. Do niedawna nie przepadałam za biżuterią, ale odkąd częściej sięgam po „zwyczajne” rzeczy, to ten niby drobny element daje mi poczucie, że mimo prostoty ogół jest dopracowany.

8. Polub okulary przeciwsłoneczne. Czasem wyglądamy i czujemy się fatalnie i niestety nie da się tego przeskoczyć. Zmęczone i podkrążone oczy łatwo zamaskować, ale zamiast sypać brokatem lepiej założyć okulary. Do tego lekki makijaż i nikt się nie zorientuje, że nie spałyśmy przez pół nocy.

9. Przygotuj wieczorem rzeczy na kolejny dzień. Jak chodziłam do pracy ten patent sprawdzał się znakomicie, ale przyznaję, że teraz zupełnie o tym zapomniałam. Idąc rano do przedszkola też spoko byłoby mieć wyprasowaną koszulkę i nie wściekać się, że „przez dzieci” wyglądam jak fleja. Zatem idę przygotować outfit i czekam na Wasze triki!

10. Postaw na kolor! Nic tak nie dodaje mocy jak intensywne barwy. Absolutnie nie przebieramy się za papugę, tylko stawiamy kropkę nad klasycznym zestawem. Dla mnie takim kolorem jest czerwień, nieważne czy zakładam sukienkę czy tylko maluję usta, automatycznie bardziej prostuję plecy.  – punkt dodany dzięki komentarzowi Lidiu, dziękuję! :)

Domowe kosmetyki / serum z witaminą C

Jak tam Wasze buźki po lecie? Słońca było jak na lekarstwo, więc pewnie tak jak ja łapczywie wystawałyście policzki do promieni. A teraz piegi, plamki, przebarwienia. Skóra może być dodatkowo niewystarczająco nawilżona, a wtedy bardziej widać upływ czasu i każda zmarszczka jest jakby głębsza. Na szczęście jest na to rada. Oczywiście nie ma cudów i wszystkich zmian nie da się cofnąć, ale odpowiednia pielęgnacja jest w stanie bardzo pomóc.

Odkąd zaczęłam stosować to serum z witaminą C stałam się wielką fanką kwasu askorbinowego, bo widziałam naprawdę fajne efekty. Jakiś czas temu dostałam jednak trochę tej witaminy w proszku, więc byłoby zbytkiem kupować kolejną butelkę, jak można podobny kosmetyk wykonać w domu.

Potrzebujemy:

  • 1ml witaminy C w proszku (dostępna w sklepach z surowcami kosmetycznymi, sklepach ekologicznych i aptekach)
  • wodę destylowaną (do kupienia na stacji benzynowej)
  • opcjonalnie kilka kropli witaminy E
  • dla wzbogacenia składu można dodać: pantenol, kwas hialuronowy lub żel z aloesu

Do 10ml buteleczki wsypujemy kwas i dopełniamy wodą, zakręcamy i wstrząsamy do rozpuszczenia proszku. Serum przechowujemy w lodówce. Nie ma sensu robienie większej ilości mazidła, ponieważ witamina C jest niestabilna i szybko ulotni nam się ze szkła, ale receptura jest tak prosta, że można sobie pozwolić na tę minutę zabawy w alchemika co tydzień. Z takich proporcji wyjdzie 10% kosmetyk, optymalne stężenie to 15%, ale każdy inaczej reaguje, więc najbezpieczniej zastosować niższe i po kilku dniach zwiększyć ilość witaminy do 1,5ml na 10ml butelkę.

Przy regularnym stosowaniu efekty rezultat jest naprawdę dobry. Wklepuję je w oczyszczoną twarz, przed kremem nawilżającym lub olejkiem, i na pewno jest to przyczyna zdrowszego wyglądu skóry. Trzeba jednak pamiętać, że jeden kosmetyk nie załatwi sprawy kilkuetapowej pielęgnacji i trzeba się przyłożyć, aby zobaczyć poprawę. W momentach pogorszenia kondycji używam serum rano i wieczorem, później tylko raz dziennie, bo witaminka kumuluje się i pozostaje w skórze do 3 dni. Koszt jest minimalny, więc jeżeli jeszcze nie miałyście przyjemności używać, to serdecznie polecam :)

 

Westwing Home & Living