RÓŻNOŚCI

Książka / O kwiatach

Moja fascynacja roślinnością pojawiła się stosunkowo niedawno. Kwiaty traktowałam bardzo wybiórczo, zachwycałam się piwoniami i liliami, gardziłam różami i makiem. Ot tak, oceniając z góry, nie mając chęci na bliższą znajomość. Sytuacja nieco się zmieniła, jak doznałam olśnienia i zachciało mi się tworzenia wianków. Wtedy zaczęłam poznawać nazwy roślin i odkrywać ich piękno, sprawdzałam gdzie rosną i jaką porę roku najbardziej lubią. Był luty, wszystko spało, a że nie znoszę czekać przenosiłam zapachy na sztuczne płatki dając sobie namiastkę letniej atmosfery. Teraz wystarczy wyciągnąć rękę i już mamy w dłoni polny bukiet. Czuję już jednak, że mimo gorących dni, wieczory niosą zapowiedź chłodu.

Wtedy znowu wrócę to swój pasji i będę tworzyć kwieciste rabatki, dlatego już teraz sięgam po inspiracje. Książka O kwiatach to piękna pozycja, stworzona w końcu przez jednych z najlepszych w Polsce. Jest to album, więc nie spodziewajcie się szczegółowych opisów, instrukcji i szerokiego zakresu wiedzy, tekstu nie ma wiele, starczy na chwilę. Są za to zdjęcia. Zdjęcia jak obrazy, które nie potrzebują dodatkowych słów. Mimo, że mam ją na półce od kwietnia i już kilkukrotnie obejrzałam, to nadal lubię do niej wracać, bo zależnie od nastroju co innego przykuwa uwagę. Połączenia kolorów, proporcje, a nawet emocje zamknięte w kompozycjach świadczą o ogromnej wrażliwości autorów i cieszę się, że mieli ochotę się nią podzielić. Jeżeli jakaś bliska Waszemu sercu osoba ma w najbliższym czasie urodziny albo po prostu macie ochotę komuś sprawić przyjemność, to warto rozważyć taki prezent zamiast bukietu. Pomyślałam nawet, że byłby to piękny upominek na ślub, bo choć pudełko ciągle polecam, to koperta ukryta wśród jaskrów zostanie w domu nowożeńców na zawsze i rozjaśni trochę listopadową noc.

sukienka – mango / książka – O kwiatach 

Jak Netflix odmienił moje życie?

 

Wybaczcie ten prowokacyjny tytuł, ale nie mogłam sobie odmówić i wcale nie jest naciągany. Netflixa włączyłam po raz pierwszy pod koniec maja i pierwszym filmem jaki obejrzałam były Wybory Żywieniowe. Nie dlatego, że nie było nic innego do wyboru, ale od dłuższego czasu czułam, że należy bliżej przyjrzeć się temu co jem i zastanowić czy warto taki tryb życia kontynuować. W ostatniej ciąży intuicyjnie odrzucałam mięso i generalnie zawsze stroniłam od przetworzonej żywności, ale czułam, że mogę zrobić jeszcze więcej w kierunku dobrania sobie najodpowiedniejszej diety. Wiadomo, że w internecie jest mnóstwo teorii spiskowych, w poniedziałek ryby są idealnym źródłem wartości odżywczych, a w piątek śmiertelną trucizną i nie wiadomo komu wierzyć. Tym bardziej jak ma się dzieci. Wtedy najczęściej zostajemy przy tym, co zaleca lekarz i trzymamy się przyzwyczajeń – mięsko, mleczko i jajeczko musi być. Okazuje się jednak, że najlepszą dieta dla człowieka jest dieta roślinna. Kropka. Później obejrzałam jeszcze kilka pozycji na ten temat (m.in. Foodmatters i Widelce kontra Noże) i tylko upewniłam się, że to wszystko ma sens.

Niechaj pożywienie będzie twoim lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem – Hipokrates

Choroby zwane cywilizacyjnymi – otyłość, cukrzyca czy nawet nowotwory i bezpłodność najczęściej spowodowane są niewłaściwym odżywianiem. Przez lata karmiąc się przetworzonym jedzeniem i produktami zwierzęcymi sami doprowadzamy do ogromnych strat, których nie odbuduje się w jeden dzień. Oczywiście nie ma co popadać w paranoję i nikogo nie namawiam do podejmowania od razu radykalnych kroków, ale zastanówcie się po prostu na ile, realnie wpływacie na jakość Waszego życia. U mnie był to naturalny proces. Jako nastolatka nie widziałam nic złego w chipsach i mrożonej pizzy, później zaczęłam sama gotować, ale przyjęło się, że obiad bez mięsa to nie obiad i też tak do tego podchodziłam, dopiero w pierwszej ciąży zaczęłam bardziej przyglądać się temu, co ląduję w moim brzuchu. Bywało różnie, wydawało mi się, że jem w miarę dobrze, ale z perspektywy widzę, że jednak nie najlepiej.

Od dwóch miesięcy jestem na diecie roślinnej. Nie z powodów moralnych, bo noszę skórzane rzeczy i nie zamierzam pozować na ideał, ale w tej kwestii moja świadomość też się podnosi i kilka razy się zastanowię zanim kupię nową torebkę. To czysty egoizm. Informacja, że mogę już teraz zadecydować jak będzie wyglądała moja przyszłość, była jak olśnienie. Pozwalam sobie jedynie na lody i sporadycznie jajka z gospodarstwa. Całkowicie wyeliminowałam mięso, nawet jak o nim pomyślę, to nie wydaje mi się apetyczne oraz nabiał – mleko czy sery, które dotychczas uważałam za zdrowe. Kazeina nie jest jednak tym, co nam pomaga. Nie czuję, że to kara i muszę sobie czegoś odmawiać, ciągle odczuwam przyjemność, że mogę się uczyć nowych smaków i połączeń. Chciałabym jeszcze powalczyć z cukrem i białą mąką w gofrach, ale na wszystko przyjdzie pora i uważam, że przymus na dłuższą metę nie przynosi rezultatu.

Tym samym oznajmiam, że będę Was częściej zapraszać do mojej kuchni i na pewno wszystkim nam wyjdzie to na dobre :)

 

 

Przemyślenia / róbmy swoje

Róbmy swoje!
Pewne jest to jedno, że
Róbmy swoje,
póki jeszcze ciut się chce!

Przepiękny, prosty tekst, który w zależności od okoliczności można dopasować do każdej sytuacji. Mimo, że dłuższego czasu robię swoje i ostatnio nawet bardziej niż chociażby 2 lata temu, to i tak nadal nie jestem usatysfakcjonowana i nie mam przekonania, że to co robię, robię dobrze. Taki już los wrażliwca i perfekcjonisty, więc należy się z tym pogodzić i absolutnie nie zamierzam narzekać. Odwrotnie.

Nie wiem czy też macie czasami poczucie, że jesteście więźniami własnych ograniczeń. Hamujecie możliwości przez ramy, w które sami się włożyliście, chcąc dopasować się do maski, którą poniekąd również sami sobie założyliście. Brzmi to może nieco enigmatycznie, ale już tłumaczę. Przez większość dorosłego życia pracowałam na kierowniczym stanowisku, więc wypadało być poważną, rozsądną i odpowiedzialną. W międzyczasie zostałam mamą, więc poprzeczka jeszcze się podniosła. Do tego doszedł blog, który też mnie w jakiś sposób definiuje i weszłam do szufladki, z której nie tak łatwo się wydostać. Czy ktoś tego ode mnie wymagał? Nie sądzę, to moja ciasna głowa tak zadecydowała. Dojrzewam jednak i mam w sobie wystarczająco dużo siły i odwagi, aby trochę ściągnąć z siebie te gromadzone przez lata łatki i uwolnić potencjał, który na pewno we mnie jest. Bardzo w to wierzę.


Oczywiście warto mieć zasady i trzymać się wypracowanych reguł, ale jeżeli tylko czujesz, że zaczynają Cię uwierać, nie ma sensu kurczowo się ich trzymać. Postanowiłam sobie, że będę żyła z działalności internetowej i powoli ten plan wypełniam. Reaktywowałam sklep i wiem, że jeżeli tylko poświęcę mu wystarczająco dużo uwagi, to może być to miejsce, które da mi satysfakcję. No ale zostaje jeszcze blog, który jednak bardzo mnie absorbuje i w obecnej formie nie jest już wystarczający. Zawsze traktowałam go jako hobby, ale będąc mamą dwójki wymagających chłopców nie ma opcji, aby tyle czasu poświęcać na zainteresowania i działać tu tylko dla ambicji. Życie. Trzeba zejść na ziemię i jasno sobie powiedzieć, że aktualne tematy interesują tylko garstkę osób, co bardzo szanuję, ale pora iść dalej, bo zrobiło mi się niewygodnie. W związku z tym, że jestem już ukształtowanym człowiekiem, to bez obaw, nie w głowie mi recenzowanie środków do czyszczenia toalet, ale recenzja kosmetyków czy książki od czasu do czasu – czemu nie? Większa ilość przepisów kulinarnych też nie będzie żadną ujmą. Sama już teraz nie wiem, dlaczego tak długo trzymałam potencjał tego miejsca jak dżina w lampie. Żeby nikogo nie rozczarować? spełnić oczekiwania? Wiem na pewno, że trzeba się otworzyć, może nawet trochę nagiąć i nie iść wciąż pod prąd, ale robić swoje i dążyć do celu. To powiedziałam ja i będę się tego trzymać. Będziecie ze mną?

Westwing Home & Living