MÓJ STYL

My style / netbag

Wyposażona w relikty przeszłości poległam w starciu ze słońcem fundując sobie Januszową opaleniznę. Prognoza wskazuje jednak, że będę mogła ją szybko wyrównać, bo w szafie czeka piękna lniana sukienka, która ma spore szanse stanąć na podium na najlepsze letnie ubranie. Świetna prawda?

A dzisiejszy strój, no cóż, ja kocham, Wy możecie nienawidzić ;)

bluza, jeansy – vintage (za Levisy bardzo dziękuję Pani Józefinie z gdańskiego lumpeksu noszącego jej imię, o takich marzyłam!) / koszulka – H&M (podobny, ale duuużo lepszej jakości pojawi się w sklepie, lajkujcie albo chodźcie na instagram, bo mam sporo fajności i szkoda byłoby przegapić) / buty – Mango 

My style / tourist

Słońce od rana pięknie przygrzewa, więc to ostatni moment na zdjęcia z wyjazdu. Pogoda była w kratkę, więc popołudniami nie obyło się bez rajstop i szalika, ale mam nadzieję, że to już ostatnie takie zestawy w tym sezonie. Wygoda to priorytet przy całodziennej bieganinie, płaskie buty, torba przez ramię i można zwiedzać.

Planujecie już letnie wycieczki? Jeżeli macie jakieś sprawdzone miejsca, gdzie można pojechać z dzieciakami, to koniecznie dajcie znać. Marzy mi się domek nad jeziorem, ale może są ciekawsze alternatywy:>


kurtka – Burberry vintage / torba – vintage / buty – Mint&Berry

My style / linen dress

Dobrze prowadzić bloga i czasem szczerze się pożalić na swój los. Ktoś postanowił się nade mną zlitować i widząc moje zmienne nastroje odesłał mnie na przymusowy wypoczynek. Nie jestem zołzą, więc zabrałam rodzinę i choć nie spałam dłużej niż zwykle, to brak obowiązków domowych bardzo mnie zrelaksował. Zatrzymaliśmy się w hotelu Ibis w samym centrum – opowiem Wam o nim w którymś z kolejnych wpisów, bo na pewno wielu z Was szykuje się na wojaże i może pomogę Wam podjąć decyzję co do lokum.

Generalnie dobrze od czasu do czasu wyjechać, gdziekolwiek, nie muszą to być dalekie podróże. Wystarczy noc w innym miejscu i łatwiej się zdystansować do bieżących spraw. Trochę ostatnio pobłądziłam, myślałam, że zmiana zajęcia otworzy mi nowe drogi, a stało się zupełnie odwrotnie. Wracam zatem do tego co kocham najbardziej i najpierw przearanżuję mieszkanie, bo naturalność lubię bardziej niż róż i sztuczne kwiaty, żeby je potem utopić w ciuchach i reaktywuję sklep. Postanowione. Specjalnie o tym piszę, żeby mi nie zabrakło zapału jak zwykle.

Wracając jednak do weekendu. Udało nam się trafić na jeden dzień wspaniałej pogody i sobotni poranek był bajeczny. Wybraliśmy się na Wrzeszcz, a dokładnie ulicę Wajdeloty i nie mogłam wybrać lepszego stroju na ten czas. Idealnie wpisałam się w mieszczański klimat tego miejsca. Głównym celem wycieczki był sklep Emalia z drobiazgami do domu i faktycznie można tam znaleźć cuda cudeńka, jak się tylko uda przekopać przez tonę towaru – od kaset magnetofonowych i książek po zastawę stołową i obrazy. Świeciło słońce, przed lokalem wystawione były pudła, w których można pogrzebać, Pan poopowiadał mi o swoich znaleziskach i czułam, że jestem u siebie. Później trafiłam jeszcze do świetnego lumpeksu, którego właścicielka również ma pasję i na wieszakach można odnaleźć prawdziwe perełki – Józefina na ul.Wyspiańskiego. Tam czułam się jeszcze bardziej u siebie:) Teraz rozumiecie, że to tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że poprzednia droga to jedyna słuszna. Pospacerowaliśmy, zjedliśmy lody w Kwaśniaku i było absolutnie cudownie.


sukienka – Mango / torba – H&M / buty – Mint&Berry / kolczyki – Kopi

 

Westwing Home & Living