KUCHNIA

Przyjęcie urodzinowe

Dzięki temu, że moje starsze dziecko obchodzi urodziny pod koniec listopada, mamy okazję rozpocząć ten piękny przedświąteczny okres rodzinnym spotkaniem. Co tygodniowe przyjmowanie gości w takim anturażu byłoby pewnie nieco męczące, ale raz na jakiś czas miło przygotować coś pysznego i udekorować stół.

Na co dzień unikam nabiału, ale wegańskie torty nie są jeszcze moją mocną stroną i zgodnie z prośbą solenizanta powstał tort Oreo z sernikowym kremem wg tego przepisu. Zmniejszyłam tylko trochę ilość cukru, a do kremu dodałam agar, bo bez niego wszystko się rozpływało. 

Poza tym była też beza – kupuję gotowe blaty w cukierni, a środek przekładam masą kajmakową (można posypać solą/dodać orzeszki ziemne) i bitą śmietaną z mleka kokosowego. 

Jakby komuś było mało cukru w drucianych koszach ułożyłam pączki, a w muszlach czekoladki. Złote pojemniki z paluszkami to w oryginale doniczki, ale świetnie zdobią także stół. One jak większość rzeczy pochodzą z H&M Home. Do butelki z wodą wsunęłam gałązkę rozmarynu. Kolorystyka będzie idealnie pasowała również w okresie bożonarodzeniowym, więc jest szansa, że znajdziecie tu jakąś inspirację. 

Poranna rutyna

Rutyna 
«postępowanie lub wykonywanie jakichś czynności według utartych schematów»

Wstawanie przed wschodem słońca nie należy do naturalnych czynności i o ile latem jestem typem skowronka i nie potrafię dłużej pospać, to teraz ciężko mi się zrywać wraz z dźwiękiem budzika. Nie ma jednak lekko, bo obowiązki wzywają i trzeba odkleić głowę od poduszki. Piszę to z perspektywy mamy, która odprowadza dziecko do szkoły, więc muszę ogarnąć się do wyjścia z dwoma chłopcami i gdyby nie pewien schemat poranka codziennie byłabym wkurzona i działalibyśmy w chaosie. Chciałabym być zrelaksowanym człowiekiem mimo, że nie budzą mnie promienie słońca nieśmiało wdzierające się przez okno, a z kuchni nie dobiega zapach świeżo zaparzonej kawy. To jest Sparta!

6.45

wstaję, zaraz za mną biegnie kocia gromada i pies, więc włączam czajnik i muszę je nakarmić zanim mnie zjedzą. Do jednej szklanki wlewam gorącą wodę, którą dopełniam zimną z dzbanka, żeby wypić od razu, bo czekając aż ostygnie na pewno zapomnę. W drugiej zaparzam kawę, o niej nie zapominam, nawet gdy w kubku zostaje ostatni łyk. Wodę piję albo samą albo z odrobiną soku z cytryny, miodem, ogórkiem, wolna wola. Do tego nauczyłam się stosować olej lniany – duża łyżka raz. Nie robiłam tak od zawsze, ale widzę, że żadne kosmetyki nie działają tak jak odpowiednie nawodnienie skóry i od tego powinna zaczynać się pielęgnacja. Używam dużych kubków, dzięki czemu łatwiej jest mi wypić zalecaną ilość płynów.

7.00

na palcach kieruję się do łazienki, żeby nie obudzić potworów i w spokoju ogarnąć twarz. Przemywam skórę płynem micelarnym, nakładam serum z witaminą C (klik), w razie potrzeby wklepuję kilka kropli dowolnego olejku wymieszanego z kwasem hialuronowym, dzięki czemu błyskawicznie się wchłania. Ostatnio używam też olejku od Nuxe i choć miałam obawy, bo jest mocno perfumowany, to pod makijaż sprawdza się świetnie.  Maluję się migusiem – używam kosmetyków mineralnych od Lily Lolo i wystarczy mi odrobina podkładu i korektora plus róż. O szczegółach pisałam tutaj. W końcu nie mam już problemów z zaskórnikami i mogę się skupić na innych kwestiach – przebarwienia, jędrność skóry, zmarszczki, samo się nie zrobi.

7.15

należałoby się ubrać. Wróciłam do nawyku z czasów, gdy chodziłam do „normalnej” pracy i przygotowuję się wieczorem. Mimo, że nie wskakuję w wymyślne zestawy, to nawet dres lepiej mieć czysty i wyprasowany niż w pośpiechu wygrzebany z szuflady. Tym bardziej, gdy kilka godzin spędzacie poza domem i nie ma opcji na przebranie się, to warto sobie taki system wprowadzić. Na szybko przychodzą do głowy nie najlepsze pomysły, a po co się później męczyć w źle dobranych ubraniach.

Jeśli zostanie mi kilka dodatkowych minut, to staram się coś przeczytać (nie pudelka!) i w spokoju dopić kawę. Nawet kilka zdań inspirującej książki pozwala się lepiej nastroić. Dopiero wtedy budzę dzieciaki i mam pół godziny, żeby wypakować ich z piżam.

To niby nic specjalnego, ale nie zastanawiamy się na co dzień nad każdą czynnością, a nawet mała zmiana może przyczynić się do poprawy komfortu życia. W najbliższych dniach chciałbym jeszcze zrezygnować z kawy i wypić ją dopiero do śniadania, które jem po zaprowadzeniu Antka do szkoły i poświęcić chociaż 5 minut na szczotkowanie ciała.

Ciekawa jestem jak Wy zaczynacie dzień i co pozwala Wam sprawnie w niego wkroczyć? 

Fasolowe brownie z kremem czekoladowym

Moi Drodzy odnalazłam w końcu idealny przepis na obiad dla słodyczoholików! Zarówno fasola, z której zrobione jest ciasto, jak i ziemniak, na bazie którego postał krem, to przecież składniki używane głównie do dań wytrawnych. Co za tym idzie są pełne wartości odżywczych i witamin, a zrobienie z nich deseru będzie świetnym rozwiązaniem dla osób, dla których jest on ulubionym posiłkiem.

BROWNIE Z FASOLI

Samo w sobie mnie nie zachwyca, ale biorąc pod uwagę, że nie ma w nim ani grama mąki i cukru, jestem w stanie mu wybaczyć średnie walory smakowe. Można je podkręcić dorzucając do środka orzechy czy żurawinę albo zjeść z domowym dżemem, wtedy zdecydowanie nadrabia. Przepis, najłatwiejszy jaki znalazłam, pochodzi stąd. 

  • 2 szklanki ugotowanej fasoli lub 2 puszki gotowej wypłukanej i osuszonej
  • 2 dojrzałe banany
  • 3 jajka
  • 3 łyżki kakao
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • ew. coś do dosłodzenia – miód, ksylitol, cukier kokosowy

Wszystkie składniki blendujemy i pieczemy w keksówce – 180 stopni na ok.50 minut, do suchego patyczka.

Ciasto nie wyrasta za bardzo, w konsystencji jest mokre i nieco zakalcowate, ale taki jego urok.

NUTELLA Z BATATA 

Próbowałam różnych opcji na oszukanie dzieciaków i zrobienie domowego kremu czekoladowego – tylko ten został zaakceptowany.

  • batat
  • tabliczka gorzkiej czekolady (czasem daje pół tabliczki i trochę kakao)
  • 3 łyżki masła orzechowego
  • łyżka oleju kokosowego
  • szczypta soli

Batata gotujemy do miękkości (obrany i pokrojony w kostkę). W garnku rozpuszczamy olej kokosowy i czekoladę. Wszystkie składniki blendujemy razem.

Przepis pochodzi z mojego ulubionego roślinnego bloga – Veganbanda.


Kroimy sobie kawałek i smarujemy od serca kremem. Połączenie miękkiego wypieku i słodkiego musu to absolutnie wspaniałe połączenie, które rozpływa się w ustach. Zdrowie najważniejsze, więc jedzcie do oporu 😉 Mnie najbardziej smakuje po schłodzeniu w lodówce.

Westwing Home & Living