KOSMETYCZKA

Soie na Haiti – holistyczna pielęgnacja z Creamy

Witajcie po przerwie – wrzesień to dobry czas, aby zacząć od nowa, więc mam nadzieję małymi kroczkami do Was wrócić 🙂 Nadal będę zajmować się tematami przyjemnymi, nie brakuje nam trosk w codziennym życiu, ale postaram się robić to mądrze i wspierać zamiast ciągnąć w dół.

Codziennie w lustrze widzę swoją twarz, raz jest bardzie wypoczęta, raz mniej, pojawiają się przebarwienia, zmarszczki czy niespodziewane wypryski. Ot naturalne reakcje na upływający czas i zmiany zachodzące w organizmie. Nie ukrywam jednak, że mnie to nie cieszy, zdecydowanie wolałabym promienną, gładką skórę i to najlepiej bez poświęcania jej nadmiernej uwagi. Cudów jednak nie ma i chociaż na rynku jest wiele kosmetyków czy zabiegów obiecujących natychmiastowe efekty, to w pewnym stopniu tylko tuszowanie przyczyn, do tego znacznie obciążające portfel, na co często nas nie stać. A jeśli stać, to łatwo wpaść w pułapkę i owszem twarz jest gładka, ale przeróbki widać gołym okiem i wcale nie wygląda się młodziej.

Kilka lat temu zainteresowałam się alternatywnymi metodami dbania o siebie i jednym z największych odkryć był masaż twarzy. Często marszczyłam czoło, co spowodowało powstanie bruzdy między brwiami i w pewnym momencie nie widziałam nic poza nią. Zaczęłam drążyć, trafiłam na filmy instruktażowe, do pielęgnacji włączyłam własne dłonie i dzień po dniu mięśnie zaczęły się rozluźniać. Tu mógłby nastąpić szczęśliwy happy end, ale aby cieszyć się efektami potrzebna jest REGULARNOŚĆ, a tego niestety mi brakuje.

Produkty Creamy gościłam już w swojej łazience, więc bez wahania do nich wróciłam. Jednak tym razem w pakiecie z wyzwaniem automasażu i jogi twarzy. Zewnętrzna motywacja to zawsze dodatkowy bodziec do działania. W ramach współpracy otrzymałam pakiet kosmetyków plus dostęp do wyzwania i zaczęłam pracować.

1. Oczyszczenie

Pierwszym krokiem jest oczyszczenie twarzy olejem Moringa Pure – jest to mieszanina olei nierafinowanych z delikatną substancją myjącą, dzięki czemu po dodaniu wody tworzy się emulsja i nie trzeba stosować już dodatkowych produktów oczyszczających.

2. Tonizacja

Następnie tonizacja esencją Hydro Rice na bazie fermentowanego ryżu z dodatkiem hydrolatów czy kwasu hialuronowego. Przywraca odpowiednie ph i nawilża skórę.

3. Odżywienie

Gdy już lico jest przygotowane przechodzimy do dzieła i wraz z olejem Moringa zabieram się za masaż i ćwiczenia. W pakiecie mamy film instruktażowy na całą twarz oraz poszczególne partie, na pewno wiecie gdzie chciałybyście mocniej popracować, więc wcale nie trzeba się cały czas dokładnie trzymać kolejności. W tygodniu stosuję plan minimum, ale w weekend, gdy mam więcej czasu, robię masaż na całą twarz plus dodatkowo na lwią zmarszczkę czy bruzdy nosowo-wargowe. Czasem domykam pielęgnację kremem My Fusion, ale po samym oleju jest już dobrze nawilżona i z reguły nie potrzebuję nic więcej. Dostęp do filmów mamy przez rok, więc nie obawiajcie się, że tydzień szybko minie i nie uda się wprowadzić masażu do rutyny. Na spokojnie, w swoim tempie.

Czy taka pielęgnacja sprawi, że będę wiecznie młoda i wyprasuję wszystkie zmarszczki? Absolutnie nie. Wiem jednak, że gdybym tylko zmyła makijaż wacikiem i wklepała szybko krem, upływający czas byłby znacznie bardziej widoczny. Poza tym uważam, że jesteśmy systemem naczyń połączonych i tak jak regularne ćwiczenia wzmacniają kręgosłup czy zdrowa dieta odżywia ciało, tak samo nasza twarz potrzebuje czułości i dotyku. Nie żadne magiczne składniki, a solidna i regularna (to słowo klucz) praca plus uczciwe kosmetyki to w moim przypadku najlepsze rozwiązanie. Gdybym zaczęła je stosować zanim pojawiły się zmiany, na pewno efekty byłyby lepsze i nie szukałabym gorączkowo taktyki.

Może znacie już markę Creamy, a może macie ochotę wypróbować coś nowego, jeśli tak, to mam dla Was kod rabatowy: soienahaiti obniża wartość zakupów o 17% i jest ważny do 17 października. Niestety nie łączy się z wyzwaniem automasażu, zestawami i innymi promocjami. Dobór odpowiednich kosmetyków na pewno ułatwi ankieta potrzeb.

Kosmetyki Creamy zapakowane są w szklane butelki/słoiki, które po zużyciu można oddać, aby trafiły do ponownego użycia. Wysyłane tylko w papierze, z nadrukami ekologicznym. Do ulubionych!

Codzienny makijaż + poranna pielęgnacja

Wpisy kosmetyczne zawsze cieszą się zainteresowaniem, więc pomyślałam, że odświeżę temat. Wiosna w powietrzu, zrzucimy płaszcze, makijaż też pewnie wiele z Was nieco odchudzi stawiając na make up no make up. Może przyda się któryś z moich ulubieńców, których ostatnio używam.

Po przebudzeniu przemywam twarz zimną wodą. To dla mnie rytuał i znak, że zaczynam nowy dzień. Następnie spryskuje twarz hydrolatem i na wilgotną skórę nakładam kilka kropli serum. Kremu używam sporadycznie, a to dlatego, że do makijażu używam odżywczych specyfików, które nie tylko wyrównują koloryt, ale i pielęgnują cerę.

Krem marki Madara uwielbiam i kończę kolejną tubkę. Świetnie sprawdzał się pod minerały (tylko Lily Lolo!), a teraz mieszam go z odrobiną kremu BB spod włoskiego szyldu PuroBio. W ten sposób uzyskuję najlepszy rezultat; łącząc formułę nawilżająco-rozświetlającą z dobrym kryciem mam pewność, że twarz wygląda dobrze przez cały dzień. Nic się nie waży, nie wchodzi w pory, a co dla mnie najważniejsze, to ciężko dostrzec, że mam makijaż, ale skóra jest jednolita, bez mocno widocznych naczynek i przebarwień. Bardzo ważny jest też sposób nakładania. Nigdy nie rozcieram, wtedy smugi  na policzkach murowane, ale wklepuję kremy kawałek po kawałku. Wciskam palcami w skórę, tym sposobem zużywam niewiele produktu i pobudzam krążenie. Same plusy.

Brwi podkreślam kredką od Lily Lolo, jest miękka i daje subtelny efekt. W szczyty kości policzkowych, czubek nosa i brody wklepuję róż w kremie, który może służyć również jako szminka i cień do powiek. Skóra wygląda jak muśnięta słońcem. Jestem zauroczona tym produktem, obawiałam się, że będzie mocno kremowy i zrobi klejące plamy, ale jest suchy i matowy, za to pięknie wtapia się w skórę.

Gotowe!

bluzka - Marie Zelie / sygnet - Trendhim

Pielęgnacja włosów / Insight

Legenda głosi, że powinno się co jakiś czas zmienić szampon, bo skóra się przyzwyczaja, bo potrzeby się zmieniają itp. Widocznie jestem nieskomplikowanym przypadkiem, bo ilekroć zastąpię mojego ulubieńca czymś innym, to jestem rozczarowana.

O produktach Insight pisałam kilka lat temu, niezmiennie zachwycam się ich działaniem i nie ma ani jednej rzeczy, do której mogłabym się przyczepić. No może jakby były dostępne stacjonarnie, o to by było coś, ale za to są wydajne i duża butla szamponu starczy dla całej naszej czwórki na dobrych kilka miesięcy, więc zakupy internetowe nie są uciążliwe.

Aktualnie mam tak krótkie włosy, że w ogóle nie muszę ich stylizować. Nawet nie mogę, bo po wymodelowaniu mam na głowie hełm ala Piotruś z Zaczarowanego Ołówka, więc myję, nakładam odżywkę, suszę i zabezpieczam końce. Niby nic skomplikowanego, ale przez chwilę zużywałam resztki innych produktów i bywało, że włosy wyglądały gorzej po myciu niż przed. Nie cierpię jak po suszeniu okazuje się, że na nasada na czubku głowy jest tłusta i oblepiona, mimo, że naprawdę bardzo się staram, żeby porządnie ją wypłukać. Z tym szamponem nigdy taka sytuacja mi się nie przytrafiła i za każdym razem mam pewność, że włosy będą dobrze umyte, lekkie, ale nieprzesuszone. Nie wiem jak inne linie, bo ta codzienna działa idealnie i nie widzę potrzeby, aby eksperymentować.

Zmieniam za to odżywkę i teraz wybrałam tę dedykowaną włosom suchym i również jestem zadowolona. Ma w składzie olej kokosowy, który sam w sobie się u mnie sprawdza, do tego olej ze słodkich migdałów, ekstrakt z owsa i masło z illipe plus tylko kilka dodatków i faktycznie włosy są miękkie i nawilżone, a wiem co mówię, bo suche końcówki są moją zmorą. Nie farbuję, nie stylizuję, regularnie obcinam, a przy nieodpowiednich produktach siano na głowie murowane.

W końcu skusiłam się również na kryształki, które nakładam na sam koniec – wystarczy pompka roztarta w dłoniach i mam zdrowe, dociążone włosy bez puchu. Nie wiem jak to się dzieje, że przy tak krótkim i naturalnym składzie, efekt jest tak wspaniały, ale żałuję, że tak późno po nie sięgnęłam. Serum pięknie pachnie, nie zostawia tłustego filmu, a opakowanie ma aż 100ml, więc starczy na długo. Czuję się trochę jak akwizytor z Mango, wymieniając te wszystkie zalety, ale Insight ma we mnie dożywotnią klientkę i polecam tę markę z czystym sumieniem. Proszę mnie nie wodzić na pokuszenie! 😉

 

 

Marta mówiła, że włos, który rośnie, zbiera myśli człowieka. Kumuluje je w sobie w postaci bliżej nie określonych cząsteczek. Jeżeli więc chce się o czymś zapomnieć, zmienić, zacząć od początku, trzeba obciąć włosy i zakopać w ziemi.

Olga Tokarczuk

Dom dzienny, dom nocny

 
 
 
Westwing Home & Living