INSPIRACJE

OOTD / czekając na wiosnę

Za oknem minus 10, a ja tu wyskakuję z wiosennym zestawem, ale nie bez powodu. Zawsze na początku roku robię sobie listę zakupów,  bo styczeń/luty to najlepszy moment na uzupełnienie garderoby. Ceny lżejszych rzeczy są często dużo niższe niż regularne, sklepy przygotowują zniżki, by zachęcić klientów, bo w handlu to ‚martwy’ okres. Poza tym to bardzo przyjemne i pozwala w spokoju, bez pośpiechu i złych decyzji przygotować się na czas, gdzie więcej godzin będziemy spędzać na zewnątrz. Nawet jeśli w maseczkach.

Staram się być skrupulatna, jeśli chodzi o nowe rzeczy. Dokładne wypunktowanie ‚potrzebnych’ ubrań i dodatków trzyma w ryzach. Oczywiście zostawiam sobie margines na nieplanowane miłości, tak jak było w przypadku tych butów – u Kasi pojawiła się zniżka i nie mogłam sobie odmówić. Płaszcz i t-shirt mam z poprzedniego sezonu, jeansów też spory zapas, apaszkę pokazywałam w ostatnim wpisie. Dzięki temu, że zdecydowałam się na spójny kierunek w budowaniu własnego stylu wszystko do siebie pasuje i zawsze mam w co się ubrać. Będę takie zestawy podrzucać częściej, bo dla mnie to świetny sposób na wizualizacje połączeń, które mogę nosić, a może i Was coś zainspiruje.

Pochwalcie się co Wam udało się kupić na wyprzedażach, a może już wszystko macie i tylko czekacie, aż będzie można te stylówki wprowadzić w życie? 🙂

płaszcz – Nalu / t-shirt, jeansy – Elementy / apaszka – Totême / buty – Balagan / torebka – Paso a Paso

Co to znaczy mieć styl?

Zastanawiałam się ostatnio nad pojęciem stylu w odniesieniu do wyglądu i może nie mam zbyt odkrywczych wniosków, ale udało mi się wyłuskać najważniejszą w moim odczuciu rzecz.

Posiadanie stylu to zupełnie co innego niż umiejętność stylizacji. Kompletnie, myślę nawet, że obie cechy mogą się wykluczać i nadmierne stylizowanie się psuje styl. Dlaczego? Już tłumaczę. Wydaje mi się, że mam dość dobre wyczucie, potrafię łączyć kolory, orientuję się w trendach i mając do dyspozycji asortyment sklepu bez problemu stworzyłabym na poczekaniu gotowe zestawy. Ładne (choć to obiektywne), modne i przyjemne dla oka. Czy to oznacza, że mam styl? Zupełnie nie.

Można to odnieść do obecnych idolek, które często mają nieograniczone środki i dostęp do najlepszych kolekcji. Modelki, aktorki, influencerki, noszą to, co jest modne, kreują trendy, które później kopiują młode dziewczyny, ale poza tym, że ciekawie łączą ubrania i dodatki można uznać je za stylowe? Hmm.

Styl to zespół cech, które można uznać za charakterystyczne, więc tym samym inne należałby odrzucić i tu tkwi cała metoda. Posiadanie stylu to sztuka odrzucania wszystkiego co nie mieści się w jego ramach. Nie kupowanie, podążanie za modą i ciągłe zmiany, a rezygnacja i konsekwencja przy jednoczesnym zachowaniu swobody i naturalności.

Całokształt – ubiór, makijaż, fryzura, sposób bycia, aura, którą roztaczamy, to wszystko musi być spójne. Można sobie wymyślić jakiś styl, ale jeśli nie będziemy w nim szczere, to zabraknie jednak tego pierwiastka, który sprawia, że odbieramy kogoś jako osobę stylową.

Brzmi banalnie, jednak bezmyślny konsumpcjonizm jest dużo łatwiejszy niż świadoma rezygnacja i wcale nie tak łatwo podać przykłady takich osób spośród tych, które obecnie są na topie. Oczywiście nie ma nic złego w braku stylu i nie każdy musi się nad tym pochylać, ale odróżnienie posiadania stylu od stylizowania się wydaje mi się istotne.

Nie wrzucę tu swoich zdjęć, bo na swój wizerunek ciągle pracuję, ale jedną z moich ikon jest Carolyn Bassette Kennedy. Imponuje mi skromność, umiar i powielanie tych samych elementów, pomimo posiadania wystarczających możliwości, aby zaszaleć z wyglądem. To jest właśnie klasa i styl. Chętnie poznam Wasze inspiracje i powody dla których wybrałyście je spośród innych, a może wcale nie się nie zgadzacie i inaczej rozumiecie pojęcie osoby stylowej?

P.S. Meghan Markle dość często inspiruje się Carolyn (albo Dianą) i mimo, że wygląda w porządku, to nie jest dla niej naturalne i brakuje luzu, co wg mnie to wyklucza możliwość zostania ikoną – mam nadzieję,  że to rozjaśni mój punkt widzenia.

 

Szafa kapsułowa / od nowa

Do uproszczenia stylu robiłam już kilka podejść, na pewno są tego jakieś efekty, ale zawsze gdzieś po drodze pojawiały się niepowodzenia. Szybko zaczynałam być znudzona i szukałam nowych bodźców, a to kwiatki, a to kolory, a to lato, a to pandemia i bach, każdy niepotrzebny element wprowadzony do szafy psuł całość. Teraz już wiem, gdzie popełniałam błąd.

Szafa kapsułowa kojarzy się nijakim, niepersonalizowanym stylem i faktycznie taki uniform dla każdego może sprawiać, że nie będziemy się w nim czuły komfortowo, ani tym bardziej wyjątkowo. Ubrania mają dawać radość i kompletując garderobę powinnyśmy mieć satysfakcję, a nie tylko odhaczać punkty z listy ‚must have’. Jeśli tak nie będzie, umysł szybko popchnie nas w stronę szybkich przyjemności, które tak naprawdę tylko oddalą nas od wizji spójnego wizerunku. Obrazki i bodźce, które poniekąd sami sobie serwujemy sprawiają, że chcemy za dużo w tym samym czasie. Oczywiście można jednego dnia być romantyczką w falbanach, a drugiego postawić na klasykę, ale czy do tego właśnie dążymy?

Doszłam do wniosku, że niepotrzebnie skupiałam się na ogóle, a nie zwracałam uwagi na szczegóły, które są kluczowe. Można mieć całą szafę obiektywnie ładnych i pasujących do siebie rzeczy, ale nadal mieć wrażenie, że to nie to. Nie czujecie się dobrze w białej koszuli? W porządku. Tylko warto zastanowić się dlaczego.  Może zamiast taliowanego modelu w biurowym stylu lepsza byłaby szeroka z działu męskiego? W połączeniu z marynarką jest „sztywno”, a gdyby tak narzucić miękki kardigan albo wełniany bezrękawnik? Postawić na dekonstrukcję jak u Jacquemusa albo koszulową sukienkę i nosić ją do jeansów? Dodać pasek, apaszkę, zamiast bieli wybrać beż. Morze możliwości. Łatwo zrezygnować, uznając, że to nie dla mnie. Zaspokajać szybką modą albo totalnie odpuścić i nosić byle jak, ale wszystkie zasługujemy na najlepsze. 

Eliminując wysiłek pozbawiamy się przyjemności. W najbliższym czasie mam zamiar właśnie na tym się skupić. Nie tylko kupując nowe rzeczy, bo to najłatwiejsza droga, ale przede wszystkim poświęcić czas i energię na zadawanie sobie pytania dlaczego, nawet w tak pozornie błahej sprawie jak ciuchy. Czy to faktycznie ja czy tylko wyobrażenie, czy czuję się dobrze i będę daną rzecz nosić do zdarcia, a może zapełniam tylko pustkę w sercu.

„Zdecydowałam kim chciałam być i taką osobą się stałam” przeczytałam ten cytat u Agaty i myślę, że to bardzo dobry początek.

Westwing Home & Living