bezkategorii

OOTD / eclectic boho

Uwaga, do wiosny tylko 25 dni! 

Tylko zima nam się trochę przesunęła, więc w wersji optymistycznej można sobie to pomnożyć przez dwa.

Pewne jest jednak to, że ta wiosna w końcu nadejdzie, a wraz z nią trencze, lekkie buty i wiatr we włosach. Tu mam kolejną pozytywną wiadomość, bo w tym sezonie znowu nie wykosztujemy się na torebkę – nadal modne koszyki i siatki. Niżej w wersji luksusowej od marki Staud, w wersji zrób to sam wkładamy doniczkę w plecionkę i jesteśmy gwiazdami osiedla. Zero waste i eko.

płaszcz / spodnie / siatka / buty

Urodziny / na słodko

W weekend świętowaliśmy urodziny Antka – wyobrażacie sobie, że mój mały chłopiec ma już 6 lat i lada moment pójdzie do szkoły. Później tylko czekać aż przyprowadzi do domu dziewczynę i oznajmi, że się wyprowadza. Ciężko pojąć.

Póki mam go jednak na wyłączność (i co najmniej raz dziennie marzę, aby się wyprowadził ;)), to jak co roku szykujemy słodkości i przyjmujemy gości. Nie opanowałam jeszcze sztuki pieczenia wegańskiego biszkoptu, więc zamiast tortu stanęło na jagielniku. Musiał być z Oreo, a dużo Oreo plus kremowa masa = sukces. Jeśli jeszcze nie próbowaliście, to serdecznie polecam, robiłam wg tego przepisu, ale z większą ilością ciastek.

Do tego przesłodkie banoffee podawane w szklankach, połączenie orzechowego karmelu, banana i kokosowej śmietanki zadowoli największego łasucha, a do tego jest banalne w przygotowaniu. Przepis tutaj.

Jako dodatek na szybko ukręciłam muffiny, które zawsze wychodzą (klik). Aktualnie używam do nich mleka roślinnego i nie zawsze dodaję jajko, a nie zdarzył się zakalec. Tym razem do środka dodałam dropsy z ciemnej czekolady. Przy okazji dorzuciłam na blachę ciasto francuskie pokrojone z małe kwadraty, posmarowane miodem.

Solenizant samodzielnie wybiera prezenty, ale muszę przyznać, że w tym roku okazał się bardzo rozsądny i zażyczył sobie same fajne rzeczy, a nie jednorazowe fanty. Pudło Clics, PlayDoh Dentysta i Twister, z którego mamy chyba jeszcze większą radochę niż on.

Zapach lata / Hermès Eau des Merveilles

Czym pachniecie? Do mojej kolekcji ciężkich zapachów wkradła się miła odmiana. Woda cudów od Hermèsa to zdecydowanie lżejszy kaliber od Shalimara, ale nadal nie sztampowa kwiatowa kompozycja dla kobiet. Przyznam Wam, że mam z tym zapachem problem, bo w ogóle go u siebie nie czuję, chwila przyjemności i nic, już po godzinie znika z nadgarstka. Jednak byłam dziś u mamy i podobno pachniało mną nawet po wyjściu, więc muszę uważać, aby nie udusić otoczenia. Mimo, że to ładny zapach – nienachalne cytrusy, słodka ambra i męska wetyweria, to przesada nigdy nie jest dobra.

Nie wiem czy śledzicie internety, ale ostatnio głośno się zrobiło o perfumetkach za sprawą reklamującej je blogerki. O ile do samej niefortunności wyboru reklamodawcy się nie wtrącam, to trochę zmroziły mnie komentarze. Okazuje się, że większość dziewczyn jest zachwycona, że nie musi wydawać kilku stówek za flaszkę perfum i nie widzi nic złego w tym, że to zapachy inspirowane. Inspirowane czyli podróbki. Podróbki czyli kradzież własności intelektualnej i psucie opinii marki, która na stworzenie kompozycji poświęciła myśl, czas i pieniądze. Tak to my nigdy do niczego nie dojdziemy. Jestem ciekawa co na ten temat myślicie?

Westwing Home & Living