About Magda

http://www.soie.pl

Posts by Magda :

Magiczny grudzień

Chociaż do świąt jeszcze spory kawałek, to zewsząd napływa ten wyjątkowy klimat. W wielu domach stanęły już choinki, dzieci piszą listy do Mikołaja, pachnie piernikami. Można się buntować przeciw tej komercyjnej otoczce, ale czy nie lepiej skorzystać z magii i umilić sobie grudzień. Chcę, żeby dzieci jak najlepiej zapamiętały ten czas, koniec końców wszystko będzie tylko wspomnieniem. Mama w czerwonej sukience krzątająca się po kuchni chyba będzie całkiem przyjemnym obrazkiem ;)

sukienka / wianki 

Kalendarz adwentowy na ostatnią chwilę

Dziś wpis dla wszystkich supermam, które tak jak ja, dopiero zorientowały się, że dziś grudzień. Jak grudzień to najpiękniejszy czas w roku i od nas zależy czy wyciśniemy z niego całą magię. Mając dzieci warto zadbać o świąteczny klimat, dla nich wspomnienia są bezcenne i nawet jak my już trochę wyrosłyśmy z tej komercyjnej i lukrowanej wersji ostatniego miesiąca w roku, to dla nich oczekiwanie na Mikołaja nadal jest cudownym przeżyciem. A jeszcze lepszym będzie, jak każdego dnia będą przybliżały się do gwiazdki i po kolei otwierały okienka adwentowego kalendarza.

Przyznam się, że własnoręczny zrobiłam po raz pierwszy, ale to tak prosta sprawa, że teraz się zastanawiam, czemu dotychczas się za to nie zabrałam. Te sklepowe się przy nim chowają, bo wiadomo, że codziennie będzie czekoladka, a tu zawsze niespodzianka. Coś czuję, że poranne wstawanie do przedszkola mimo ciemności będzie się odbywało błyskawicznie.

Potrzebujemy:

  • papierowe torebki śniadaniowe
  • klamerki
  • drobiazgi, które wrzucimy do środka

Numerujemy, pakujemy i przypinamy – u mnie jest to metalowy kosz, który odwrócony do góry nogami udaje choinkę, ale równie dobrze można torebki ustawić w kartoniku.

Co wrzucić do środka? Już mówię, ale jeśli macie jakieś pomysły, to podrzucajcie, w nocy można podmienić ;)

1 grudnia – długopis z kartką informującą, że dziś piszemy list do Mikołaja

2 grudnia – foremki, bo pieczemy pierniczki

3 grudnia – ozdoby do pierniczków, bo dziś będziemy je dekorować

4 grudnia – świąteczne naklejki na okno

5 grudnia – lampka gwiazdka (są w pepco za 5zł) do postawienia na okno, żeby Mikołaj do nas trafił

6 grudnia – mapka prowadząca do ukrytego prezentu

dalej wyjazd po choinkę i jej ozdabiane, przygotowywanie świątecznych potraw z plasterkami w razie skaleczenia, oczekiwanie na Wigilię w towarzystwie sztucznych ogni, a do tego trochę słodyczy, przyborów do prac plastycznych, fajne skarpety i miesiąc zleci nam jeszcze szybciej niż poprzednie. O ile się da ;)

Metamorfoza kuchni / zrób to sam

Oj ma się ze mną ta moja kuchnia. Nie dość, że sporo gotuję i notorycznie ją brudzę, to jeszcze po raz kolejny zachciało mi się ją przemalować. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone, bo efekt jest całkiem niezły i jeśli chcecie niewielkim nakładem kosztów i pracy odmienić wnętrze, to zapraszam.

Pierwsze malowanie odbyło się ok. 1,5 roku temu i już słyszę jojczące glosy tych, którzy polubili różową lodówkę. Ja też ją lubiłam, ale po remoncie po prostu przestała pasować i trzeba było mieszkanie ujednolicić. Dla tych, którzy nie wiedzą jak kuchnia wyglądała pierwotnie – klik. 

Szczerze mówiąc też trochę się bałam efektu, gdy zrobiłam pierwszą smugę czarną farbą. Wydała mi się za ciemna i zbyt wybijająca się na tle mebli, ale koniec końców uważam, że pasuję i był to dobry krok.

Ale od początku. Po położeniu białej podłogi, szare fronty zupełnie nie składały się w całość z częścią jadalną, więc naturalnym było ich przemalowanie. Niejeden pewnie poleciałby do sklepu po nowe meble, ale uważam, że najpierw warto wykorzystać potencjał tego, co już mamy, a jeśli się nie uda, szukać innego rozwiązania. Wiedziona doświadczeniem zabrałam się za to inaczej niż ostatnio i teraz wszystko maluję tak jak płytki podczas pierwszej metamorfozy. Z ręką na sercu, mimo szorowania farba trzyma na nich genialnie, czego nie mogę powiedzieć o szafkach i produkt dedykowany do malowania mebli po jakimś czasie zaczął wycierać się przy uchwytach. Czas pokaże jak będzie teraz, ale celowo zwlekałam z publikacją i póki co brak zastrzeżeń.

Zakupiłam więc podkład, który jest sprawcą zamieszania i po nałożeniu go na wszystkie malowane powierzchnie, potraktowałam go farbą do ścian, którą malowaliśmy całe pomieszczenie. Żeby nie było całkiem matowo zabezpieczyłam jeszcze całość cienką warstwą lakieru i voila. Jest to rozwiązanie bardzo praktyczne, bo w momencie, gdy będę zmuszona do naniesienia poprawek, co przy dzieciach i kotach jest nieuniknione, nie muszę kupować różnych puszek do każdej rzeczy – jedna w zapasie do ścian i mebli znacznie upraszcza sprawę. Tak samo odświeżyłam też stół i szafkę ze zdjęć niżej, wszystko można odmienić.

Podsumowując,  jeśli chcecie przemalować meble i płytki potrzebujecie:

przy płytkach kończymy w tym miejscu, do mebli warto zastosować jeszcze:

  • bezbarwny lakier do wnętrz – na przykład taki 

Przechodzimy do lodówki:

Proste, prawda? Do malowania zawsze stosuję wałki typu flock, pędzel tylko do wykończeń, bo na całości zrobi wam smugi.

Strasznie drażnił mnie biały wyświetlacz na lodówce, ale i na to znalazłam sposób – zdjęcia chłopaków prezentują się w tym miejscu o niebo lepiej.

GIF

To oczywiście nie koniec i zawsze jest jeszcze coś do poprawienia. A to blaty czy zlew, nowe krzesła trzeba kupić (i śrubki do gałek w szufladach sklerotyczko), ale powoli zmierzam do celu i dzięki małym kroczkom widzę ogromną różnicę pomiędzy mieszkaniem zaraz po wprowadzeniu, a tym co mamy teraz :)  Zatem wałki w dłoń i do dzieła, do świąt jeszcze sporo czasu.

Westwing Home & Living