Mój styl / Sorel

Takie poniedziałki lubię, młody wstał po ósmej, za oknem śnieg. Byłoby cudownie, gdyby choć odrobina została do świąt.

Jak widzicie, nie rozstaję się z puchówką, stałam się zimowym leniuszkiem i wszystkie płaszcze poszły w odstawkę. Może wykrzesam z siebie trochę elegancji pod koniec miesiąca, ale póki co ciepła czapka, wygodne buty, wełniany sweter, a na to kołderka to podstawa mojej codziennej garderoby. W tym roku cała nasza brygada została zaopatrzona w Sorele i ze wszystkich testowanych przez nas par, te wygrywają w swojej konkurencji. Wodoodporne, zapewniające ciepło w ekstremalnie niskich temperaturach, wykonane tak, że nawet ruchliwy przedszkolak nie ma szans ich zniszczyć. Do tej pory kojarzyłam markę z topornymi śniegowcami, które też mają swój urok, ale aktualnie w ofercie są również delikatniejsze wzory, które trafią w gust większej ilości osób. Szczerze polecam.

buty – Sorel / czapka – dobrze / kurtka – Mango

Prezentownik / dla mnie

W tym roku nie przygotowywałam list dzielonych na kategorie, więc nie znajdziecie u mnie uniwersalnych prezentów. Żeby jednak całkowicie nie wypaść z nurtu dzielenia się pomysłami na podarunki wybrałam kilka rzeczy – dla siebie, a jestem przekonana, że i Was choć część rzeczy zainteresuje.

Książka – myślałam, że nie mam ręki do kwiatów, ale ostatnio (tfu,tfu) nie zamordowałam żadnej rośliny, a z pomocą specjalistów mam szansę się podszkolić i powiększyć zieloną kolekcję. Mam już od nich wydanie „O kwiatach” i warto dla samych obrazków.

Etiu na Iphone – do ulubionej torebki. W tej chwili mam takie z gładkiej skóry i już się nieco zużyło, a to jest taaakie ładne.

Kapcie – w związku z tym, że w domu spędzam więcej czasu niż na zewnątrz, to może takie książęce pantofle pozwoliły by mi się bardziej zmotywować i uniknąć zimowego rozmemłania.

Krem pod oczy Mokosh – dostałam od mamy do wypróbowania i to pierwszy krem, który działa. Wcześniej używałam mojego balsamu (klik), ale skłaniam się ku zakupowi pełnowymiarowego opakowania, bo ładnie nawilża i rozjaśnia okolice oczu, wyglądam na wyspaną i mniej widać zmarszczki. Do tego dobry skład, fajny.

Krem nawilżający – kocham masło shea nie od dziś i wszystko co je zawiera, biorę w ciemno. W kalendarzu adwentowym od L’occitane była miniaturka tego kremu z dodatkiem 5% – przypomina kultową Niveę, tylko lepiej się wchłania i wygładza skórę. Na zimę wolałabym jednak większą dawkę mocy i wybrałabym wersję 25%

Perfumy – mój gust jest specyficzny, więc nie ręczę, że każdemu się spodoba. Nie znudził mi się jeszcze kościelny zapach, więc te od Mo61 idealnie wpisałyby się do kolekcji. Macie jakieś doświadczenia z tą marką – warto?

Butelka – pisałam o niej tutaj. W związku z tym, że rozpracowały mi ją dzieciaki, przyda się kolejna. Większość znanych mi osób pije za mało wody, więc to będzie nie tylko praktyczny, ale i romantyczny prezent.

Lniana sukienka – wiem, że zima, ale len jest ponadczasowy. Wybrałam dla siebie wersję z rękawem 3/4, a dla Was mam 10% rabat na zakupy w sklepie – hasło „znajominiszy”. Gdyby nie fakt, że ograniczam dekoracje w domu, to brałabym tego chłopca – boski.

Torebka – czarna torebka zawsze się przyda. Ta jest prosta, ale oryginalna dzięki formie. Przepiękna. Ląduje na liście życzeń, jest trochę za droga na gwiazdkę, to zawsze są jeszcze urodziny i skarbonka.

Domowe kosmetyki / balsam do ust

Nie wiem czy pamiętacie, ale w ubiegłym roku moim gwiazdkowym prezentem były własnoręcznie wykonane zestawy kosmetyków. Ciągle uważam, że to całkiem fajny pomysł, a że czasu do świąt jeszcze sporo, to może rozwiążę Wasze dylematy i któraś z Was pokusi się o domową produkcję dobroci.

Przepisy, które już się ukazały:

Zapominałam podzielić się z Wami recepturą na balsam do ust, ale nadrabiam i będzie komplet. Ten mały słoiczek jest naprawdę prosty w wykonaniu, a w sezonie zimowym przyda się i Wam i Waszym bliskim, więc zachęcam do wypróbowania. Tym bardziej, że sprawdzi się nie tylko na spierzchnięte wargi (w sytuacjach awaryjnych dodajcie do niego odrobinę cukru i zróbcie peeling), ale super nawilża też skórę pod oczami czy skórki wokół paznokci.

POTRZEBUJEMY:

  • łyżka wosku pszczelego
  • łyżka masła shea
  • łyżka masła kakaowego
  • łyżka oleju kokosowego
  • łyżka oleju migdałowego lub innego ulubionego (na święta idealnie pasuje śliwkowy)
  • 10 kropli witaminy E
  • kilka kropli olejku eterycznego – u mnie pomarańcza i odrobina eukaliptusa

Do szklanego naczynia wrzucamy wosk, masło i olej kokosowy. Wstawiamy do garnka z gotującą wodą i dokładnie rozpuszczamy. Po przestudzeniu dodajemy drugi olej, witaminę i olejek eteryczny. Przelewamy do pojemników i czekamy aż stężeje. Finalnie konsystencja powinna być zbita, pod wpływem ciepła topnieje.

Z podanych składników wyszło mi 5 opakowań po 30ml. Jeśli nie potrzebujecie aż tylu zmniejszcie miary do łyżeczki. Swój balsam niedawno wykończyłam, generalnie naturalne kosmetyki powinno się zużywać w przeciągu ok. 6 mcy, ale mi przez rok się nie popsuł i do końca świetnie działał.

Jeśli nie macie ochoty na mieszanie, a usta wołają o pomoc, to od niedawna mamy w sklepie pomadki od Wytwórni Mydła – też bardzo fajne, a i forma dla wielu będzie bardziej praktyczna.

Westwing Home & Living