Sezonownik 2017

Nie przykładam zbyt dużej wagi do zmiany daty i jutrzejszy dzień nie jest dla mnie w żaden sposób wyjątkowy. Nie lubię sobie niczego narzucać, jeżeli nie czuję, że to akurat ten moment, w którym należałoby pewne sprawy przycisnąć. A że wszystkiego w jeden dzień przycisnąć się nie da, to wolę sobie oszczędzić  noworocznych rozczarowań. Warto za to zapisywać to co ważne albo mniej ważne, a trzeba pamiętać, a w tym celu idealnie sprawdzi się kalendarz. Tym przydługim wstępem chciałam zaprezentować mój wybór na rok 2017 – Sezonownik.

img_3990

Minimalna czarna oprawa skrywa w sobie samo dobro. Oprócz klasycznego podziału na dni, każdy miesiąc rozpoczyna się od spisu sezonowych roślin, lepiej korzystać z tego, co w danym okresie daje natura, a nie szpikować się chemią z nawożonych warzyw i owoców. Kończy natomiast opisem rośliny miesiąca i przepisem z jej udziałem. Mamy też kilka stron na notatki i niespodzianki w niektóre dni – ciekawostki, porady, receptury, warto codziennie zajrzeć. Całość doprawiona jest uroczymi ilustracjami Ewy Mączyńskiej.

img_3991 img_3992

Zatem w styczniu rozgrzewamy się cytrusowymi napojami i karmimy ziemniaczkiem, burakiem i porem, a na deser przegryzamy jabłuszka. Niech to będzie piękny rok, w zgodzie ze sobą i naturalnym rytmem. Bądźcie szczęśliwi!

Domowe kosmetyki / peeling cukrowy

Zgodnie z obietnicą będę ujawniać składy kosmetyków, które w ostatnim czasie przygotowywałam. Zawsze wydawało mi się to szalenie skomplikowane i wolałam kupić gotowy produkt, który ktoś dokładnie przemyślał i przetestował, jednak jak się okazuje większość preparatów wypełniona jest chemią, która działa gorzej niż najprostszy domowy specyfik. Zainteresowałam się trochę tematem (trochę, bo jeszcze wiele przede mną i uprzedzam, że żaden ze mnie specjalista) i postanowiłam spróbować swoich sił. Zamówiłam surowce, przeczesałam internet i przemyślałam czego mi potrzeba. Mamy teraz całkiem sporo rodzimych firm, które zajmują się produkcją naturalnych kosmetyków – Ministerstwo Dobrego Mydła, Jan Barbra, Iossi, Hagi, Sylveco (jak znacie inne, to koniecznie dajcie znać w komentarzu!) i nie ukrywam, że były one dla mnie największą inspiracją przy tworzeniu własnych mikstur. Na podstawie ogólnie dostępnych informacji o użytych składnikach, dopasowałam kombinacje pod siebie i posiadane zapasy. Sam proces mieszania ma w sobie coś magicznego, a jak jeszcze uda się stworzyć zadowalający efekt końcowy, to satysfakcja jest ogromna i bardzo Wam polecam takie hobby w nowym roku. W ostatecznym rozrachunku będzie to korzystne dla Waszej skóry, ale także dla portfela. Na początku na pewno wydatek jest spory, ale poszczególne składniki można wykorzystać też do innych kosmetyków (podam Wam jeszcze przepis na krem do ciała, krem dla dzieci, balsam do ust i olejek do brody).

Peeling śliwkowy z MDM bardzo mnie kusił i postanowiłam stworzyć coś podobnego, na ile nie wiem, bo nie zamawiałam go od dziewczyn. Ja jestem z niego zadowolona – złuszcza martwy naskórek, skóra jest po nim nawilżona i pięknie pachnie, marcepanem i pomarańczami.

img_5734

Podane proporcje wystarczą na napełnienie 250ml słoiczka, jeżeli czegoś nie macie, też nie będzie tragedii – można użyć dowolnych olejków czy pominąć korund albo zmienić proporcje.

  • cukier trzcinowy to baza naszego peelingu – odmierzamy go słoiczkiem, bo reszta składników nie zwiększy zbytnio objętości i przesypujemy do naczynia
  • łyżka korundu –  uznałam, że produkt stosowany do mikrodermabrazji w postaci drobniutkich kryształków będzie idealnym dodatkiem do cukru – dokładne złuszczenie gwarantowane
  • 60 kropli oleju śliwkowego – błyskawicznie się wchłania, nawilża i pięknie pachnie, można go z powodzeniem stosować pod makijaż
  • 20 kropli oleju migdałowego – zmiękcza i wygładza skórę, bogaty w odżywcze witaminy
  • 20 kropli oleju z pestek winogron – zawiera kwasy tłuszczowe odbudowujące barierę lipidową, ma działanie antyseptyczne

Mieszamy wszystkie składniki i przygotowujemy garnek z wodą, w którym roztopimy resztę.

  • łyżka masła shea – cudownie nawilża i łagodzi podrażnienia, ma stałą formę, więc po zastygnięciu trochę „ściągnie” nasz peeling
  • łyżka oleju kokosowego – chyba najbardziej uniwersalny z popularnych olejów, zwrócicie uwagę czy kupujecie nierafinowany, bo nie dość, że ma lepsze właściwości, to warto dla samego zapachu kokosa.
  • 15 płatków wosku pszczelego – natłuszcza i zapewnia lepkość produktów

Twarde surowce wkładamy do słoiczka i wstawiamy do gotującej się wody. Po rozpuszczeniu czekamy chwilę aż przestygną (nie za długo, bo wosk zastyga błyskawicznie i będzie trzeba roztapiać od nowa ;)) i dodajemy do mieszanki z cukrem. Do równego rachunku wtłoczyłam jeszcze kilka kropli gliceryny i witaminy E, która jest naturalnym konserwantem oraz olejku eterycznego z pomarańczy, bo świetnie komponuje się z zapachem oleju śliwkowego i kokosa. Mieszamy, przekładamy do słoiczka i zabieramy na wieczorny relaks do łazienki.

img_5718

Westwing Home & Living