Za co uwielbiam lumpeksy

Kto mnie śledzi od dawna, na pewno wie, że bardzo często noszę rzeczy kupione w lumpeksach. Pamiętam, że jako nastolatka omijałam je szerokim łukiem, kojarzyły mi się z brudem, nieprzyjemnym zapachem i biedą, zawsze bardzo się wstydziłam jak babcia ciągnęła mnie za rękę, żeby chociaż zerknąć czy w środku nie ma żadnych skarbów. Z resztą w tamtym okresie nikt głośno nie mówił o tym, że nosi używane ciuchy, więc podejrzewam, że nie tylko ja miałam taki pogląd na sprawę. Wydaje mi się, że przełom w Polsce spowodowała Kayah, która w którymś w wywiadów ‚chwaliła’ się, że gro oryginalnych kreacji, jakie nosi, pochodzi właśnie z drugiej ręki (to w ogóle bardzo fajna kobieta, bo mi też byłoby głupio wydać 3 tysie na bluzkę – link). Pomyślałam, wow, w sklepach za rozsądne pieniądze faktycznie ciężko kupić coś innego, niż noszą wszystkie koleżanki z klasy, a nie lubiłam nigdy mieć takich samych rzeczy jak reszta, więc może warto się przełamać i odrzucić uprzedzenia. Nawet na studniówkę, mimo mozolnych poszukiwań czegoś fajnego w butikach, poszłam w spódnicy z lumpeksu połączonej z topem z sieciówki. Ryzyko, że spotkam kogoś w takiej samej sukience – 0.

Teraz jest zdecydowanie łatwiej, bo sklepy z używaną odzieżą mnożą się i można na nie trafić na każdym rogu. Łatwiej jednak się pogubić i co tydzień przynosić do domu siatę ciuchów słabej jakość, nie do końca w naszym stylu, bo tanio, więc szkoda nie wziąć. Też to miałam, ale teraz zaglądając co lumpeksu podchodzę do zakupów bardzo racjonalnie i nawet złotówka wydana na szmatkę, której nie będę nosić i tylko zapcha mi szafę jest złotówką straconą. Postanowiłam podzielić się z Wami tym co i jak kupuję, mam nadzieję, że kogoś zachęcę, bo naprawdę warto zamiast do galerii handlowej wybrać się na spacer po sh.

ORYGINALNOŚĆ

Zauważyliście, że teraz bardzo łatwo się pomylić do jakiej sieciówki się weszło. Asortyment w większości jest taki sam, to co aktualnie jest na topie plus basic. Niewiele marek ma odwagę ma iść własną ścieżką i nie poddawać się presji, a jak już są, to raczej marki ekskluzywne, za których produkty trzeba zapłacić kilkaset złotych. W związku z tym mamy klony, ludzi ładnie ubranych, za to kompletnie bez wyrazu. Manekiny z hmu, które mimo włożonych pieniędzy (policzcie ile wydaliście w popularnych sieciówkach chociażby w ciągu ostatnich kilku miesięcy), nie robią na nikim wrażenia. W molochach zaopatruję się tylko w proste, podstawowe rzeczy, bardzo rzadko skuszę się na coś większego, bo to po prostu strata pieniędzy. Kiedy wybieram tylko popularne marki wygadam gorzej, a podczas porządków w szafie to właśnie ciuchy stamtąd najczęściej zostają odrzucone, bo ich nie noszę i nie mają dla mnie większej wartości.  Za to zwyczajna baza plus lumpeksowa kurtka i porządne buty sprawiają, że czuję się świetnie, a to widać.

IMG_3635

JAKOŚĆ

W sh nie kupuję szmatek z primarka, rzeczy z byle jakich materiałów, brzydko uszytych. Dokładnie czytam metki, oglądam czy nie ma żadnych dziurek czy plam i staram się wszystko przymierzyć, bo nie potrzebuję kolejnej pary średnio leżących spodni. Najczęściej szukam swetrów i płaszczy z czystej wełny, wysokogatunkowych jeansów, skórzanych kurtek czy bawełnianych sukienek. Nawet jak trafię na niezły ciuch, ale jest sztuczny w dotyku, a metka krzyczy, że to w 100% syntetyk, odwieszam grzecznie, bo wiem, że nie da mi satysfakcji. Dodatkowo widząc, że mimo tego, że ubranie było użytkowane przez kogoś innego i wielokrotnie prane, a cały czas wygląda idealnie, to znaczy, że mi również posłuży i nie odkształci się po pierwszej wizycie w pralce.

IMG_3608 IMG_3612

MARKA

Każdy z nas jest trochę snobem i zwraca uwagę na marki. Często robimy to podświadomie i gdyby nie logo wielu rzeczy nawet byśmy nie zauważyli. Gdyby nie lumpeksy na pewno nie miałabym teraz na wieszaku chociażby koszuli i spodni od Acne, bo tysiak na ciuch to dla mnie zdecydowanie za dużo. W ten sposób mam przyjemność noszenia, ale i brak wyrzutów sumienia za wydanie dużej kwoty na bądź co bądź kawałek materiału, który można łatwo zniszczyć.

IMG_3630

IMG_3623

CENA

Kwota, którą wydaję w lumpeksie podczas jednej wizyty najczęściej zamyka się maksymalnie w 50zł, dużo częściej jest to mniej, ale nie więcej. Jeżeli coś mnie zachwyci i będzie wyjątkowe oczywiście nie widzę problemu, żeby sięgnąć do kieszeni, bo to nadal mniej niż za średnią jakość z sieciówce, ale chyba jeszcze się tak nie zdarzyło, nie biorąc pod uwagę zakupów w internecie. Mając kwotę wystarczającą na kupno waty owiniętej w poliester w dyskoncie albo okrycie w lumpeksie, nie ma wyboru – idź do lumpeksu i poszukaj wełnianego płaszcza. Zawsze powtarzam, że zdecydowanie lepiej inwestować w dodatki – skórzane buty czy torebkę, bo to one tworzą całość. Nawet jak zdarzy nam się kupić wątpliwej jakości sukienkę, to po dodaniu plastikowych butów tylko spotęgujemy tandetny efekt, mięsista skóra natomiast pokaże, że to był świadomy wybór i celowo mieszamy rzeczy z różnych półek.

IMG_3633

CZAS

Wiele osób tłumacząc się z bylejakości jako główny argument podaje czas. Idąc do sieciówki, faktycznie można najpierw sprawdzić w internecie co ma w ofercie i skoczyć po konkretną rzecz. Pracuję jednak w galerii handlowej i widzę ile czasu marnują w niej ludzie, włócząc się cały dzień, czasami nawet kilka razy w miesiącu. To wystarczająco dużo czasu na przejrzenie wieszaków w kilku sh, odświeżenie rzeczy, a nawet przeróbki krawieckie, jeżeli jest taka potrzeba. Po jakimś czasie nabierzecie wprawy, że nawet podczas 10 minut uda Wam się wyłuskać fantastyczne rzeczy.


Jestem ciekawa czy Wy macie w szafach jakieś skarby za grosze i jakimi zasadami kierujecie się przy zakupach?

Blanket

Powiało chłodem. Jednym z pomysłów na ten sezon, który bardzo przypadł mi do gustu, jest wynoszenie kocyka na zewnątrz. Już nie trzeba pędzić do domu, żeby się otulić, taką opcję mamy cały czas. Jak pada można zakryć włosy, jadąc autobusem przykryć się i przymknąć oko. Antek ma swój ukochany zielony kocyk, który najchętniej wszędzie nosiłby ze sobą i w kryzysowych chwilach pomaga mu odzyskać równowagę, teraz już go lepiej rozumiem ;)

IMG_3654 IMG_3659 IMG_3668 IMG_3683 IMG_3665

koc – Ralph Lauren, buty – Caterpillar


Komoda Hamleta / DIY

Pamiętacie jak pisałam, że szukam komody pod telewizor? Znalazłam. Jednak mimo kształtu o jaki mi chodziło, po przeprowadzce okazało się, że kolor frontu gryzie się z podłogą i trzeba ją będzie wymienić na coś innego. Już miałam ją eksmitować do piwnicy, ale całe szczęście doznałam olśnienia i przy okazji malowania mebli do jadalni postanowiłam się z nią rozprawić. Główne skrzypce grają ceramiczne uchwyty w kształcie czaszek, które w połączeniu z bielą straciły piracki charakter i stały nieco się szekspirowskie. Być albo nie być – oto jest pytanie. Teraz nawet miałkie treści mają ładną oprawę.

IMG_3486 IMG_3545 IMG_3547 IMG_3544 IMG_3548

Co do samego malowania, nabrałam już trochę wprawy, więc pozwolę sobie zostać ciocią dobrą radą, bo mimo, że najlepiej uczy się na swoich błędach, to w tym przypadku nie ma po co ich popełniać.

• przed malowaniem na wybrany kolor warto zagruntować powierzchnię podkładem zwiększającym przyczepność – kupiony w Obi. Zwróćcie tylko uwagę, że występuje w wersji szarej i białej, ja oczywiście nieświadomie wybrałam szarą, żeby potem nałożyć cztery warstwy farby :D

• wybierzcie farbę akrylową, jest jeszcze wersja olejowa, która schnie tyle, że w międzyczasie do mebla zdąży przykleić się mnóstwo kurzu (i kociej sierści) –  jak dla mnie również najlepsza jest ta z Obi, a wypróbowałam trzy rodzaje różnych marek

• wcześniej używałam pędzla, teraz wałka i nie ma nawet porównania – 5:0 dla wałka

Przybliżony koszt:

• komoda – znaleziona na olx.pl – 80zł

• uchwyty – ok.50zł łącznie z wysyłką (scandiconcept.pl) – w weekendy często można trafić nam na 15-20% obniżkę cen

• farby – ok.35zł – ciężko mi dokładnie oszacować, bo tak jak pisałam malowałam też inne meble

RAZEM: 160zł

Nieskromnie powiem, że moim zdaniem wygląda ‚bogaciej’ i jestem z niej bardzo dumna ;)   A Wam jak się podoba?